Noworoczne postanowienia: 6 rzeczy, które zrobię w styczniu
…czyli przed porodem
Blogi zalała fala noworocznych postanowień. Ambitnych, z polotem i przytupem. Trzymam kciuki za koleżanki blogerki i zerkam na ich rozbudowane plany z podziwem, lecz bez zazdrości.

Dlaczego? Ponieważ w tym roku mam inną, jedyną w swoim rodzaju misję: ogarnąć naszą powiększoną rodzinę, tak abyśmy w miarę łagodnie przetrwali czekającą nas domową rewolucję.

To dlatego moje noworoczne plany są skromniutkie i z krótkim terminem realizacji – wszystkie 6 punktów zamierzam wykonać w ciągu najbliższego miesiąca. Część postanowień zakończę w styczniu, reszta zakłada tylko termin początkowy, tak jak opisał to znany wszystkim Jason Hunt w tekście „Tylko jeden rok”:

Reguła Tylko Jednego Roku sprowadza się do prostej idei: przed tobą 365 dni,
w trakcie których musisz rozpocząć realizację wszystkich marzeń.
Jeśli nie jesteś w stanie ustalić daty, nie zapisujesz tego marzenia.
Jeśli czegoś nie jesteś w stanie zacząć w ciągu 365 dni, nie zapisujesz tego.
Jeśli to coś, czego już raz się podjąłeś i poniosłeś porażkę, nie zapisujesz tego.

Wiem, że wielu z Was po lekturze tego tekstu inaczej spojrzało na realizację marzeń. Tomek potrafi inspirować jak mało kto

Podobnie było ze mną. Z tym, że nie są to jakieś szczególnie ambitne plany. To nie dla mnie. Tym najważniejszym od dawna jest rodzina i dobrze mi z tym W życiu zawodowym osiągnęłam już sporo, więc nie czuję presji.

Tak naprawdę marzę, aby przez najbliższy rok być skromną i oddaną kurą domową. W tym też można się realizować – robić to z frajdą i zaangażowaniem, zamiast na odwal się. Na wielkie zmiany i „zdobywanie świata” przyjdzie czas… z tym, że jeszcze nie w tym roku.


Godzina zero

Zbliża się nieuchronnie. Oczekuję na nią z radością, entuzjazmem, ale i obawą. Jestem gotowa na wszystko. Z doświadczenia ze Starszakiem wiem, że różnie to może być. Pierwszy poród nauczył mnie, że nie warto planować zbyt wiele. Lepiej spontanicznie rzucić się na głęboką wodę i płynąć na fali.

I wiecie co? Ma to swój urok. Już nie mogę się doczekać! :) Po porodzie zamierzam poświęcić cały mój czas rodzinie: nowonarodzonej Pannie Kijance, a także jej starszemu bratu, aby nie odczuł tej rewolucji zbyt dotkliwie. Mężowi zresztą też coś się należy

Gdzieś w tym całym zamieszaniu pewnie znajdę nieliczne chwile dla siebie – zamierzam przeznaczyć je na powrót do formy… no i blogowanie Być może przez jakiś czas blog będzie ledwo zipał, ale nie spinam się. Coś tam planuję, notuje pomysły, ale nie piszę postów na zapas (zresztą mam teraz tyle na głowie, że nawet nie byłabym w stanie).

W związku z tym moje noworoczne postanowienia są skromne i ograniczone w czasie: nie wybiegam z nimi dalej, niż do końca stycznia.

No to lecimy! Oto 6 rzeczy, które zrobię przed porodem. Wypasione noworoczne postanowienia, które zapewnią mi wieczną młodość, urodę, mądrość i bogactwo… oraz pierdylardy lubisiów na fejsie


1) Budżet rodzinny

W końcu dojrzałam do jego rzetelnego prowadzenia. Na blogu Michała Szafrańskiego znalazłam fantastyczny, kompleksowy poradnik z szablonem budżetu domowego na cały rok.

Miło byłoby dowiedzieć się, gdzie przepada wszystko to, co zarabiamy Zwłaszcza, że nasza rodzina się powiększa i być może wkrótce zaistnieje potrzeba przeorganizowania domowego budżetu.

Kolejny powód: wiem, że tu, na blogu czasem nieznośnie się rozpisuję, ale nie dajcie się nabrać ;) …tak naprawdę jestem umysłem ścisłym. Pracuję w instytucji finansowej i to jest to, co wychodzi mi najlepiej. Moją domeną są cyferki, statystyki, analizy, dwa plus dwa, tip-top i inne inżynierskie dewiacje.


2
) Zaległe spotkania

Pogaduchy na fejsie zawsze spoko, ale uwielbiam spotkania twarzą w twarz! Na kawce, herbatce albo pysznym wege obiedzie – mniam! Pisałam Wam już, że oprócz gotowania domowego papu kocham też jeść poza domem?

Nie wiem, jak zniosę tyle przyjemności na raz Pyszne jedzonko, a do tego co najmniej 5 spotkań z super dziewczynami. Zależy mi, aby odbyć je przed porodem. „Po” będę uziemiona na co najmniej kilka tygodni. Choć jeśli Panna Kijanka okaże się dzieckiem podobnym do Romka, nie potrwa to zbyt długo.

Z Synkiem „wyszłam na miasto” tuż po zakończeniu połogu i wróciłam dopiero pod koniec urlopu macierzyńskiego, czyli kiedy R skończył pół roku Ach, ile mieliśmy wspaniałych randek! Dzień w dzień kino, warsztaty albo kawiarnie dla mam. Metro, zgiełk, hałaśliwe centrum miasta – być może to dzięki tym wyprawom Romek jest dziś taki odważny ;) Las Kabacki i parki też oczywiście były. Stroniliśmy jedynie od galerii handlowych.

Multibabykino, lato 2012

multibabykino


3
) Kino

Ano właśnie, to kino nie daje mi spokoju. Na początku ciąży snułam plany, że kiedy pójdę na zwolnienie, co tydzień będę sobie sama chodzić do kina.

A guzik! Wyobrażacie sobie, że przez całą ciążę ani raz mi się to nie udało? W sumie może to i dobrze, bo nie potrafię sobie wtedy odmówić paczki solonych chipsów! Gdybym regularnie praktykowała ten niezdrowy rytuał, moja waga wskazywałaby pewnie parę kilo więcej. Ale teraz, w 9 miesiącu ciąży już sobie nie odmówię.

To przecież punkt obowiązkowy seansu! Sala kinowa to miejsce, w którym jakoś mniej mnie przeraża wizja miliona kalorii, soli w roli białej śmierci i rakotwórczych tłuszczów trans w roli rzezimieszków. Kto by się ich bał, kiedy na srebrnym ekranie Bond tak dzielnie walczy z wrogiem o wiele bardziej namacalnym i przerażającym?

Tylko co by tu wybrać z repertuaru? Wszak loża szyderców przenigdy nie zrozumie, co fajnego jest w filmach „Wiek Adaline” lub „Listy do M”. Za to chętnie pochlipię oglądając „Zieloną Milę” czy „Grę tajemnic”. No i oczywiście najpiękniejszy film o dzieciństwie i trudach rodzicielstwa – „Phoebe in Wonderland”. To tak w skrócie.


4
) Domowe obiady – mrożone zapasy na okres połogu

Poza tym małym chipsowym grzeszkiem planuję nadal odżywiać się zdrowo i sezonowo, a przy okazji przygotować zapasy na czas połogu.

W poprzedniej ciąży na miesiąc przed porodem gotowałam większe obiady i połowę każdego chomikowałam w zamrażarce. Ponadto z pomocą Męża ulepiłam i zamroziłam ponad 200 pierogów! W czasie połogu te mrożone domowe obiady uratowały nas od niechybnej śmierci głodowej.

Tym razem również planuję poczynić odpowiednie zapasy na czarną godzinę. Przy okazji może uda mi się wrzucić na bloga nowe przepisy w ramach cyklu Sezonowa Szmuglerka.


5) Mamarazzi

Pod choinkę zamówiłam sobie fajny poradnik na temat fotografowania dzieci, pod wszystko mówiącym tytułem „Mamarazzi”. Mnóstwo praktycznych porad i ogrom wiedzy, którą o końca stycznia muszę mieć w małym paluszku, aby godnie uwiecznić pierwsze dni życia Panny Kijanki.

mamarazzi

mamarazzi

Będąc w pierwszej ciąży, kupiłam aparat Sony NEX-C3, aby dokumentować wyczyny Pierworodnego. Ten sprzęt wiernie służy nam do dziś (od początku 2012 roku) i na razie nie planuję go wymieniać. To taka sprytna hybryda, czyli lekki, niewielki, amatorski bezlusterkowiec z wymiennymi obiektywami.

Nacykaliśmy mnóstwo zdjęć Romka. Do wszystkich mam ogromny sentyment, każde przypomina mi inną historię. Jednak z biegiem czasu coraz mniej mi się podobają, tak z czysto fotograficznego punktu widzenia. Przypadkowa kompozycja, tło i światło – to 3 elementy, które muszę poprawić w pierwszej kolejności.

Panna Kijanka stanie się więc moim królikiem doświadczalnym – mam nadzieję, że dźwięk migawki nie będzie jej budzić ;) Poza tym marzy mi się pamiątkowa fotka córki inspirowana tym fantastycznym zdjęciem, które wyszperałam na Pinterest (oryginalne źródło: erinmichael.com.au):

1546180_611878122194216_2012046675_n


6) Język norweski

Norweski nie gryzie – sprawdziłam Przed moim wyjazdem do Norwegii w czerwcu 2015 pobieżnie przejrzałam podręcznik widoczny na fotce poniżej i znam tylko kilka podstawowych zwrotów. A zakochałam się w tym kraju bez pamięci i już zapowiedziałam Mężowi, że kiedy tylko po porodzie będziemy gotowi na zagraniczne wojaże (z dziećmi lub bez), będzie to pierwszy kierunek, który obierzemy.


W czeluściach internetu znalazłam masę porad, jak skutecznie i naturalnie zacząć uczyć się języka. Wybrałam spośród nich kilka, które pasują mi najbardziej, nie wymagają spiny i wielkiego zaangażowania:
• słuchanie radia
• podcasty + tekst
• 1000 słów najczęściej używanych w danym języku

To tak na dobry początek.


Zainspiruję Was?

Spróbujecie zrobić swoją listę na styczeń? Tylko krótką!

Bo w sumie na co czekać? W przypadku klasycznych noworocznych postanowień podobno już pod koniec stycznia ich zdecydowana większość okazuje się niemożliwa do spełnienia, a listy trafiają na dno szuflady. W ten sposób zamiast spełnionych marzeń i lepszego życia, fundujemy sobie tylko poczucie rezygnacji i utratę wiary we własne możliwości.

Im dłużej będziemy odkładać noworoczne postanowienia, tym większa szansa (zagrożenie?), że ich nie zrealizujemy. Taka krótka, styczniowa lista „na rozruch” może temu zapobiec. Najważniejsze to zacząć. To przecież nie musi być nic ambitnego. Niezależnie od tego czy kochacie postanowienia noworoczne czy nie, początek roku to dobry moment, aby zmienić jeden lub dwa nawyki na zdrowsze. Na przykład chodzić spać przed północą*, zaczynać dzień szklanką ciepłej wody z cytryną, jeść owoce na czczo, pić 2 litrów wody dziennie i co tam jeszcze – zdecydujcie sami!


podpis01_200px cut

 

 


* Chodzić spać przed północą… a najpóźniej punkt 24-ta. Marzenie! Walczę o to od dawna, ale bezskutecznie.
Przezornie nie dopisałam tego postanowienia do mojej listy. Nie mam złudzeń: dolegliwości ciążowe, a potem córka skutecznie uniemożliwią mi jego realizację tego punktu. Życie

noworoczne-postanowienia-2016-zw2

Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline