Priorytetem w rozwoju noworodka i niemowlęcia NIE jest ruch – wywiad z fizjoterapeutą Pawłem Zawitkowskim


Wszyscy się mylą – tak można by podsumować wywiad, który miałam przyjemność przeprowadzić z Pawłem Zawitkowskim. Wszyscy się mylimy, postrzegając rozwój dziecka oraz kamienie czy też kroki milowe tegoż rozwoju, poprzez pryzmat ruchu.


Z wywiadu dowiecie się:
• Dlaczego dbając o zdrowy rozwój dziecka nie powinniśmy zamykać się w przestrzeni „zakłócenia rozwojowe”?
• Jak rozwój poznawczy, relacyjny i społeczny wpływają na rozwój motoryczny dziecka?
• Jaki aspekt rozwoju dziecka jest ważniejszy niż ruch? Dlaczego nie powinniśmy myśleć o rozwoju dziecka tylko przez pryzmat rozwoju motorycznego?
• Skąd się biorą problemy z diagnostyką dzieci?
• Co Paweł Zawitkowski sądzi o rehabilitacji powodującej płacz i strach dziecka?
• NDT-Bobath czy metoda Vojty – która z metod rehabilitacji dzieci jest lepsza i czy w ogóle można to stwierdzić?
• Dlaczego uwolnienie potencjału dziecka jest lepsze od jego trenowania i programowania na „geniusza”?
• Czym jest kategoria otwarta i zamknięta i jak wpływa na rozwój dziecka?
• Jak radzić sobie z koślawością? Czy wkładki do butów są jedynym zaleceniem?


W ubiegłym tygodniu uczestniczyłam w spotkaniu na temat rozwoju psychoruchowego dzieci, zorganizowanym przez markę mlek modyfikowanych dla dzieci Enfamil Premium. Zaproszonym ekspertem był fizjoterapeuta Paweł Zawitkowski. Przed spotkaniem udało mi się z nim porozmawiać. Zachwyciło mnie holistyczne spojrzenie Pana Zawitkowskiego na rozwój dziecka i stawianie rozwoju relacyjnego, na równi z pozostałymi obszarami. Bardzo chciałabym, aby wszyscy specjaliści opiekujący się naszymi dziećmi, mieli podobne podejście!


kroki milowe dziecka


Ronja.pl: Jak jako rodzice możemy wspierać rozwój motoryczny dziecka? Wiele mówi się o tym, że warto zwracać uwagę na prawidłowe podnoszenie, odkładanie, noszenie, ubieranie, karmienie, przewijanie, przekazywanie dziecka z rąk do rąk (drugiej osobie). Czy mógłby Pan rozwinąć dlaczego jest to tak istotne?

Paweł Zawitkowski: Czy mam mówić tak jak jest, czy tak jak wszyscy lubią słuchać?


R: Tak jak jest.

PZ: To muszę zacząć od zupełnie innej strony. Trochę dlatego, że wszystkie dotychczasowe doświadczenia czy sposób przedstawiania tej sprawy opiera się na tym, na co zwrócić uwagę, żeby rozpoznać wcześnie zaburzenia albo jak wspierać rozwój dziecka. To jest takie trochę operacyjne traktowanie dziecka i jego rozwoju, które strasznie ogranicza potencjał rodziców, ich możliwości, i pakuje w taką pułapkę, tunel, z którego nie ma jak wrócić. Można wrócić, tylko strasznie ciężko pod górę, a z drugiej strony jest coraz ciaśniej, coraz ciaśniej i potem wszyscy zamykają się w takich regułach: „siedź prosto”, „nie wchodź, bo spadniesz” albo „jak masz koślawe nóżki, to na pewno jesteś chory”.

Dla wyjaśnienia od razu powiem, że koślawość jest fizjologiczna – do ogromnego stopnia – i zależy od wielu, wielu czynników, do których pewnie zaraz dojdziemy. Mówię o kolanach, o stopach, o wystającym brzuszku, o różnych takich historiach i na to są proste, fajne pomysły, tylko one wymykają się tej granicy w jakiej to zamykamy, bo zamykamy to w przestrzeni „zakłócenia rozwojowe”.


R: Mhm. Tak jakby był tylko jeden właściwy sposób postępowania…

PZ: Tak, i to jest pułapka, w którą wpadli wszyscy rodzice (z wyjątkiem paru osób, które znam), większość specjalistów (z wyjątkiem paru osób, które znam) i w ogóle cały świat. I problem polega na tym, że najbardziej cierpi na tym dziecko.


R: Czyli warto pozostawić dziecku przestrzeń? To nie działa tak, że jest jeden właściwy sposób podnoszenia, odkładania, karmienia itd.?

PZ: Dokładnie tak. To jest troszeczkę tak jak z rzeką i wałami przeciwpowodziowymi. Zawsze wokół dużych rzek są takie poldery. Natura coś takiego wymyśliła, że rzeka, żeby nie zabić, czasami musi się rozlać na boki. Ramy biologiczne są bardzo szerokie. Problem polega na tym – jest to problem głównie kadry medycznej – że po prostu ich nie obejmuje. I ten brak wyobraźni medycznej niestety przekłada na zakazy i nakazy. Najlepszym z przykładów jest, żeby nie skakać na trampolinie albo nie jeździć na rowerku biegowym, albo się nie wspinać na drzewo.


R: Albo zakaz noszenia w chuście.

PZ: Tak jest, albo noszenie w chuście, albo cokolwiek. Opowiem o dwóch zasadach, które rządzą nowoczesną pediatrią, takim nowoczesnym wspieraniem rozwoju. Pierwsza z nich – teraz polecę po abstrakcji totalnie, ale zaraz wyjaśnię w praktyce jak się to ma do rzeczywistości. Pierwsza podstawowa zasada to jest uwolnienie potencjału dziecka. Nie temperowanie, nie programowanie, które się kończy dramatycznie dla bardzo wielu dzieci w dużych miastach, bo są różne takie kursy, na które rodzice chodzą i tam się dowiadują od prowadzącej pani doktor w jaki sposób trenować dziecko, żeby ono było cudownym intelektualistą. Z punktu widzenia nowoczesnej psychologii, w ogóle nowoczesnych nauk biologicznych jest to tragedia. Dlatego, że my rzeczywiście możemy wytrenować i zaprogramować dziecko, ale po swojemu.


R: To prawda. Interesuję się pedagogiką Montessori, mój syn chodzi do takiego przedszkola. Podstawą Montessori jest właśnie podążanie za dzieckiem – dziecko samo wybiera z czym chce „pracować”, czego chce się uczyć i w jakim tempie, więc każde z dzieci ma dzięki temu swoją własną ścieżkę rozwoju.

PZ: Mamy takie, proszę zobaczyć, bardzo szerokie ramy, jeżeli już jesteśmy przy przedszkolu i szkole. Mamy z jednej strony szkołę kadetów albo podoficerów, a z drugiej strony mamy szkołę demokratyczną. Jedni sobie nie radzą w szkole oficerów, inni sobie kompletnie nie radzą w szkole demokratycznej, bo ona zakłada właśnie takie pływanie w przestrzeni pod tytułem „dojrzewanie, rozwój, poznawanie, zdobywanie wiedzy, zdobywanie umiejętności”. To była ta pierwsza zasada: uwolnienie. I bardzo mi przykro, bo doskonale sobie zdaję sprawę z ogromu wyzwań, jakie w związku z tym czekają rodziców i większość ludzi sobie z tym nie radzi i ma prawo do tego. Bo to przerasta nasze możliwości. Nieco przerasta również możliwości dziecka i wtedy my jesteśmy potrzebni i wtedy możemy mówić o wsparciu. Wtedy, kiedy dziecko się zagubi, my jesteśmy po to, żeby się odnalazło. I zarówno, jeśli chodzi o ruch, jeśli chodzi o pedagogikę, jeżeli chodzi o psychologię, jeżeli chodzi o relacje z innymi dziećmi. Proszę sobie wyobrazić jak po prostu tabunami przysyłają nam z przedszkoli dzieci, które mają trzy, cztery, pięć lat, które kiepsko się adaptują do środowiska przedszkolnego albo na bazie tego, co tam się dzieje, albo na bazie tego, co się dzieje w rodzinie, dziecko przenosi pewnego rodzaju modele albo zachowania, albo jakieś zagubienie, którego źródłem jest rodzina. Ojciec bije żonę, albo tak naprawdę wystarczy, że jej nie szanuje, to dziecko już wtedy się gubi. Odwrotnie też może być.

A rozwój emocjonalny, relacyjny, psychologiczny wpływa na rozwój ruchowy. I najlepszym przykładem jest noworodek i niemowlę. Ponieważ priorytetem w dojrzewaniu noworodka i niemowlęcia nie jest zdobycz ruchowa. Zdobycz ruchowa jest narzędziem i należy ją ustawić w roli narzędzia, a nie w roli priorytetu. I tutaj wracamy do tego, od czego zaczęliśmy naszą rozmowę, czyli czy mam mówić jak jest naprawdę, czy tak jak wszyscy chcą tego słuchać. Ciągle z tym walczę, ale jako kadra medyczna zrobiliśmy przez ostatnie lata największą krzywdę rodzicom i dzieciom, ustawiając na piedestale, na pierwszym miejscu w stosunku do wszystkich innych aspektów rozwoju – ruch. Co jest kompletną bzdurą. Pierwsza rzecz to jest higiena emocjonalna. Czyli czy dziecko czuje się bezpiecznie, czy ma zapewnione odpowiednie relacje z otoczeniem, zaczynając od rodziców, a kończąc na psie, babci i wszystkich innych rzeczach, w jakiejkolwiek konstelacji chcą państwo sobie to ustawić.


R: A czy w takim razie można wnioskować, że problemy typu asymetria, wzmożone lub obniżone napięcie mięśniowe też są jakoś powiązane z emocjami?

PZ: Absolutnie tak. Oczywiście jest niewielki ułamek procenta – to są ilości liczone w promilach, a nie w procentach – dzieci, które mają naprawdę poważne zaburzenia rozwojowe. Część, która powiększa tę grupę, my produkujemy. My, czyli rodzice, otoczenie, kadra medyczna, pedagodzy, psycholodzy. My wymuszamy na dziecku nie-biologiczne zachowania, które powodują, że u dziecka pojawiają się tzw. zaburzenia regulacyjne. W skrócie i ogromnym uproszczeniu powiem jak to jest. Takim zaburzeniem regulacyjnym jest na przykład dziecko DDA, czyli dzieci alkoholików. Jeżeli mamy nienormalną sytuację, czyli nieadekwatne do naszego okresu rozwojowego czy naszych potrzeb bodźce, jakieś zakłócenia w środowisku. Kiedy mamy nienormalne, niemożliwe do przetworzenia bodźce, czyli na przykład ojca alkoholika, jako dzieci jesteśmy bezbronni, w związku z tym dostrajamy się do tego świata i zaczynamy wierzyć, że to jest jedyny świat na świecie. Dziecko zna tylko taki świat i w innym w ogóle nie potrafi funkcjonować. Dlaczego mnóstwo dziewczyn DDA wybiera sobie jako partnerów oprawców? To nie jest stu procentowa częstotliwość, tylko mechanizm psychologiczny. I takie dziecko inaczej się zachowuje, zamyka swoją postawę, garbi się, skręca się, chowa się, bo nie umie wyjść na zewnątrz. A nawet jeżeli ktoś go wyciąga na zewnątrz, to ta osoba w to nie wierzy i mówi, że to się na pewno nie uda.


R: Czyli to co w głowie przekłada się na postawę ciała.

PZ: Dokładnie tak. Jak jesteśmy wściekli, to się napinamy. Jeżeli jesteśmy zmęczeni, to się garbimy i skręcamy. Jeżeli stoimy na nartach albo na łyżwach, pierwszy raz w życiu, a mamy 30 lat, to robimy z siebie pokrakę, czyli napinamy całe swoje ciało w sposób ekstremalny. Jakby w Photoshopie zmienić kombinezon narciarski na śpioszki, to mielibyśmy obraz mózgowego porażenia dziecięcego. Lęk, strach powoduje, że nasze ciało przestaje normalnie funkcjonować. I teraz uwaga, zaczynamy od tego, co widać: szczękościsk, zaciśnięte piąstki, wysoko uniesione ramiona, odgięte ciało i strasznie silne napięcie mięśni prostowników, całe ciało sztywne, niezgrabne. Czasami ludzie zapominają języka w gębie, gdy stoją przed egzaminatorami. Albo na przykład jakiś sportowiec mówi: spaliłem się, zdenerwowałem się przed startem i moje mięśnie były sztywne.

Najprostszy przykład, jeśli chodzi o noworodki i niemowlęta, to kolka, refluks żołądkowo-przełykowy, albo bardzo poważne problemy skórne. Dość popularne, bo to są tzw. przypadłości wieku niemowlęcego, które powodują kompletną zmianę zachowania, funkcjonowania, ruchu, tolerancji na leżenie na brzuchu czy na obroty, czy na kopanie nogami w powietrzu. Dziecko tego nie robi. Dlaczego? Przypuśćmy refluks, prosty przykład. Jeżeli się ulewa, to jest nam niedobrze – każdy kto miał zgagę wie, że to nie jest fajne. Są wśród dzieci tzw. szczęśliwi ulewacze, którzy zwracają i dojadają i potem jest spokój. Ale jeżeli dziecku dopieka refluks, a tego ulewania jest więcej w momencie, gdy kopie nogami. W związku z tym normalne, średnio inteligentne dziecko na świecie co robi? Przestaje kopać. Przestaje podnosić nogi do góry. Więcej się ulewa również, kiedy dziecko leży na brzuchu, kiedy się rusza i obraca. W związku z tym nie chce tego robić i wszystkie rzeczy typu podpór na brzuchu, obroty, wejście do pozycji czworaczej i wejście do siadu dziecko przesuwa w czasie. Ale nie dlatego, że dziecko jest chore i zaburzone w rozwoju, tylko dlatego, że ma refluks żołądkowo-przełykowy. W związku z tym proszę sobie wyobrazić, że ponad 60% dzieci, które trafiają do naszej poradni, nie powinny widzieć fizjoterapeuty na oczy, tylko powinny pójść do alergologa, dermatologa, pedagoga, gastroenterologa.


R: Tylko tu pojawia się kwestia diagnozy, o którą bardzo trudno. W jednym z ostatnich artykułów na blogu opowiedziałam o problemach z diagnozą mojej córeczki, która była rehabilitowana ze względu na asymetrię i obniżone napięcie mięśniowe…

PZ: A w jakim wieku?


R: Teraz ma 2 lata, ale zaczęłyśmy, kiedy miała 3 miesiące. Do 7 miesiąca chodziłyśmy co tydzień na rehabilitację plus prawidłowa pielęgnacja i ćwiczenia w domu. Zanim trafiłyśmy do fizjoterapeuty, okazało się, że jest bardzo duży problem z diagnozą, bo ortopeda, neurolog, pediatra nic nie zauważyli. Dopiero ja zauważyłam utrzymującą się asymetrię i kiedy na własną rękę poszłam do fizjoterapeuty okazało się, że faktycznie jest problem.

Gdy napisałam o tym na blogu, okazało się, że mnóstwo młodych mam ma za sobą podobną historię, więc można powiedzieć, że już ta wizyta u fizjoterapeuty to jest swojego rodzaju sukces. A kolejne diagnozy i specjaliści, o których Pan wspomniał, wydają się już totalną czarną magią, zupełnie poza zasięgiem rodziców. Jak się okazuje bardzo trudno drążyć temat zdrowia dziecka na tyle długo, aby trafić do odpowiedniego specjalisty.

PZ: Mamy taki problem jak przediagnozowanie dzieci, albo nieadekwatna diagnoza i to jest dosyć duży problem i to się wiąże czasami z niekompetencją, czasami z tym, że specjaliści po prostu się boją. Ja to doskonale rozumiem, bo sam też boję się o jakość swoich obserwacji i orzeczeń, dlatego że ta odpowiedzialność jest niewyobrażalna. Jako kadra medyczna mamy ogromną moc zmieniania rzeczywistości ludzi. To jest bardzo duża odpowiedzialność, ale to nie jest temat dzisiejszego spotkania.

Natomiast proszę zobaczyć ¾ tzw. asymetrii nie potrzebuje rehabilitacji, tylko po pierwsze obserwacji czy rzeczywiście ta asymetria czy inne objawy niedojrzałości zanikają zgodnie z torem rozwojowym, adekwatnie do tego dziecka – u niektórych te rzeczy zanikają około 2,5 miesiąca, a u niektórych dzieci około 4 miesiąca. A u niektórych dzieci dopiero wtedy, gdy zaczynają się obracać, rolować, turlać itd., albo wchodzą w czworaki. I tutaj ogromną odpowiedzialnością w jedną i w drugą stronę – czyli nie możemy zrobić za dużo, ale też nie możemy zrobić za mało – czyli nie możemy przegapić, ale też gorszą rzeczą jest nieuprawnione zapisanie na rehabilitację. Dlatego, że rehabilitacja, drodzy państwo, to jest bomba atomowa. To nie jest jakieś tam strzelanie z kuszy. Fizjoterapeuta ma ogromną moc wpływania na tor, charakterystykę i jakość rozwoju małego dziecka. Mówimy o takim rodzaju rehabilitacji, którą ja przyjmuję, czyli rehabilitacja, która nie powoduje w dziecku lęku, protestu, niepokoju itd. Nie chcę rozpoczynać tematu pod tytułem rehabilitacja, która powoduje płacz dziecka.


R: Właśnie o to chciałam zapytać – o metodę Vojty.

PZ: Ja powiem tylko jedną rzecz. Rehabilitacja, która powoduje strach, płacz, wycofanie, agresję, wszystkie te ekstremalne reakcje dziecka i rodziców, jest nieuprawniona i oznacza dla mnie – uwaga: z wyjątkiem momentów ratowania życia – to świadczy, i proszę to napisać drukowanymi, O NIEZROZUMIENIU ISTOTY LECZENIA, LECZENIA DZIECI W SZCZEGÓLNOŚCI (dorosłych się w tym momencie nie dotykam, bo to jest zupełnie inna historia, ale tu też mam swoje uwagi), natomiast W PRZYPADKU DZIECI DOPROWADZENIE DO TAKIEJ SYTUACJI JEST ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNE I ŚWIADCZY O NIEKOMPETENCJI FIZJOTERAPEUTY. To mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością i stanę twarzą w twarz ze swoimi kolegami i koleżankami.


R: Mhm, pytam o to ponieważ dwie najbardziej popularne metody stosowane w rehabilitacji dzieci to NDT-Bobath, którą Pan stosuje, i metoda Vojty, która uważana jest za metodę najbardziej agresywną wobec dziecka. A jednak nadal są jej zwolennicy, a z tego co Pan mówi wynika, że chyba powinno się całkiem zrezygnować z tej metody. Dzieci płaczą, a rodzice często lądują u psychologa.

PZ: Możemy spierać się o słowa, nazywać to w różny sposób. Ja się urodziłem w takiej dzielnicy, gdzie było trudno, na Pradze. Było trudno, ale z drugiej strony ludzie mieli do siebie szacunek. Są różne miejsca na świecie, gdzie dzieciaki się rozwijają w ten sposób, ale ja nienawidzę targania się o słowa. I nie jest moim nawykiem przeciwstawianie jednej metody drugiej, dlatego że to nie zależy od tego, czy to jest terapeuta NDT-Bobath, czy to jest terapeuta Perfetti, czy to jest terapeuta Tardieu, albo Le Métayer, albo Vojta, albo jakiejś innej metody, bo tych metod jest więcej. Państwo oczywiście wiedzą o tych dwóch, ale jest ich dużo więcej. I teraz tak: każda ingerencja w świat dziecka jest czymś nienormalnym dla tego dziecka, ono tego nie rozumie. Ono zaczyna rozumieć to dopiero wtedy, gdy ktoś pozwala realizować dziecku jego potrzeby w czasie rzeczywistym. Czyli ja nie mówię dziecku: teraz się pomęczysz, chłopcze, ale za dwa lata będziesz piękny, bo dziecko ma to głęboko gdzieś. Tylko dziecko w czasie rzeczywistym musi mieć możliwość w każdej metodzie, musi mieć możliwość realizowania swoich potrzeb, pokonywania swoich ograniczeń i rozwiewania swoich niepokojów. Od tego jest terapeuta, żeby tak jak mówiła pani o Montessori – żeby podążać za dzieckiem i modyfikować jego zachowanie, modyfikować sposób czworakowania, modyfikować sposób chodzenia, tak żeby było coraz bliższe ideałowi. I taka jest główna zasada NDT-Bobath, czyli my podążamy za dzieckiem, cały czas modyfikując jego życie. Dlatego właśnie w NDT-Bobath jest tak bardzo rozbudowana ingerencja w świat codzienny, począwszy od handlingu – to co państwo znają z projektu „Mamo, tato, co ty na to” i wielu innych publikacji. Dlatego ta szkoła upubliczniła tego typu rzeczy, bo tak naprawdę – i to jest tajemnica poliszynela – to są techniki stymulacji. To są techniki stymulacji, które wygaszają nieprawidłowości, te mniejsze i te większe, i pozwalają dziecku realizować w sposób optymalny swój potencjał. Poza tym mówimy o świetle, mówimy o rytmie życia, mówimy o śnie, pakujemy buty w każdą przestrzeń życia rodziców, łącznie z jedzeniem, ze snem, nauczaniem, nawet modyfikujemy kąt ustawienia blatu dla małych dzieci do zabawy. Wszystko, wszystko.


R: To takie bardzo holistyczne podejście. Być może z tego wynika problem z diagnostyką: lekarze często patrzą tylko na swoją działkę i nie mają takiego holistycznego podejścia jak Pan.

PZ: Być może tak, być może ma pani rację. Tych powodów jest trochę więcej, natomiast wrócę do tego przeciwstawiania. Jest mi wszystko jedno z jakiej metody dany terapeuta jest.


R: Czyli dobry terapeuta korzystający z metody Vojty nie zrobi dziecku krzywdy?

PZ: My nie jesteśmy od tego, żeby nie robić dziecku krzywdy. Bo jeśli nasze zadanie ma polegać tylko i wyłącznie na tym, żeby nie robić krzywdy, to najlepiej pójść sobie na kawę, albo na ciastko. Ja uprawiam medycynę, która jest potrzebna ludziom, a nie medycynę dla samej medycyny, albo dla mnie. Ja mam też inne przestrzenie zainteresowań i nie muszę opierać się tylko i wyłącznie na medycynie. Czego życzę wszystkim, bo to naprawdę daje bardzo duży dystans do swojego zawodu. Natomiast to jest bardzo trudne, bo stawia w pozycji trudnego, nawet dla siebie samego, trudnego krytyka. Czasem ze sobą nie wytrzymuję, ale to nie jest zaburzenie psychiczne, jakby się ktoś bał Natomiast zmierzam do jednej rzeczy: znam ludzi, którzy stosują metodę Vojty, u których dzieci nie płaczą.


R: To znaczy, że się da.

PZ: Da się. I to muszę powiedzieć, żeby oddać tym ludziom honor, bo znam ich nawet osobiście. Znam też terapeutów ze swojej działki [metoda NDT-Bobath – przyp. Ronji] , przy których dzieci po prostu ryczą jak bawoły. Dlatego strasznie unikam rzucania komuś epitetów, że „wy to jesteście tacy, a my to jesteśmy tacy”, dlatego że po prostu to nie tędy droga do zyskania szacunku w oczach rodziców i dziecka. Nawet przed chwilą rozmawiałem przez telefon z jedną mamą. Szukamy dla jej dziecka, które ma dosyć specyficzny układ różnych zaburzeń, specjalnego terapeuty. I mam z tym problem, dlatego że to musi być terapeuta, który połączy różne pomysły, jest bardzo otwarty, dosyć krytyczny, a jednocześnie nie ma w sobie takiej determinacji, że on koniecznie musi zrealizować plan terapeutyczny. To jest taka pułapka dla każdego terapeuty, że on musi coś zrobić. No z jednej strony jest rozliczany przez rodziców, bo rodzice mówią: „A, pan się bawił z dzieckiem”. A ja mówię „No dobrze, ale po moich zajęciach dziecko spało 5 godzin i w ogóle było wyprute jak mały motorek. Chcą państwo spróbować coś takiego zrobić?”. Rodzice pękają w momencie, gdy im pokazuję co robię z ich dziećmi, biorę rodzica na piłkę albo na kolana i im pokazuję, co ich dziecko robiło przed chwilą.


R: To na pewno ciekawe doświadczenie.

PZ: To jest bardzo ciekawe doświadczanie, a większość rodziców mówi „dość”. Skończę tylko jedną rzecz z Vojtą. Ja nie uprawiam Vojty dlatego, że mam – z mojego punktu widzenia – bogatsze narzędzia, które mi dają większe możliwości współgrania w każdej przestrzeni życia małego dziecka, od emocjonalnej, poprzez poznawczą, społeczną, aż do motorycznej.

Dlatego rozpocząłem dzisiaj to moje tokowanie przed mikrofonem od takiego powiedzenia, że jest kilka tych zasad. Podsumuję, że po pierwsze uwalnianie, a nie zamykanie – w każdej kategorii, czyli podążanie za dzieckiem i asystowanie mu w rozwoju, a nie ukierunkowywanie go.

Następna historia to jest higiena emocjonalna – dziecko musi się czuć bezpiecznie i musi mieć wszystkie podstawowe warunki harmonijnego rozwoju: BLISKOŚĆ, POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA, MOŻLIWOŚĆ ZDOBYWANIA RÓŻNORODNYCH BODŹCÓW, MOŻLIWOŚĆ ICH BEZPIECZNEGO ANALIZOWANIA.

I jest jeszcze jedna rzecz – z jednej strony abstrakcyjna, a z drugiej dosyć prosta. Mamy w medycynie różnego rodzaju postępowania, to można też przenieść na taki bardzo prosty przykład: widzą Państwo czasem niemowlęta zwinięte w kulkę, kiedy nie mogą ruszyć ani rączką, ani nóżką i my to nazywamy kategorią zamkniętą. Postępowanie w ten sposób – sposób trzymania, albo postępowania codziennego z dzieckiem, albo spowijanie, albo noszenie zwykłe, albo robienie czegokolwiek, niezależnie od tego czy dziecko ma 2 miesiące czy 12 lat, to jest tak zwana kategoria zamknięta i to zawsze się źle kończy dla dziecka, dlatego że to nie pozwala otworzyć się dziecku i zrealizować swoich potrzeb. A poza tym, jeżeli na przykład trzymamy takie zwinięte niemowlę, to wpływamy na modyfikację toru oddechowego, na zakłócenia krążenia, wpływamy negatywnie na regulację hormonalną, sto tysięcy rzeczy.


R: Wszystko się wiąże.

PZ: Tak. A to z kolei wpływa negatywnie na jakość rozwoju. Natomiast gdybyśmy wzięli inaczej to dziecko, albo pozwolili mu doświadczać w określony sposób, to my to nazywamy kategorią otwartą. Czyli trzymamy dziecko tak, żeby mogło swobodnie wysunąć rączki, żeby sobie mgło podrapać oczko, wsadzić do buzi, albo chwycić za stopę, poznawać swoje ciało zupełnie przypadkiem, w trakcie siedzenia u babci na kolanach. A nie bronić się, bo jest tak trzymane, że nie potrafi opanować własnego ciała. Rozumieją państwo: zaczynając od takich najprostszych rzeczy, a skończywszy na bardzo skomplikowanych, do jakiej szkoły puścimy dziecko, albo czy będziemy je uczyli języka angielskiego w trzecim miesiącu życia. Dla mnie uczenia dziecka języka w trzecim miesiącu życia, jeżeli obydwoje rodziców i całe otoczenie jest polskie, jest po prostu kompletnym idiotyzmem. Tak samo bobomiganie [język migowy dla niemowląt – przyp. Ronja] jako system jest bardzo ciekawe, ale teraz uwaga: część dzieci otwiera, a część dzieci zamyka, dlatego, że one się zamykają na tym wzorcu, który dostały. Traktują to jako język, zastępują sobie inne, bogatsze formy komunikacji taką prostą rzeczą. Takie dzieci też mamy w terapii. I teraz konia z rzędem temu, kto mi powie w pierwszych tygodniach życia dziecka, że ono nie zamknie się, tylko się otworzy dzięki takiemu postępowaniu. Mogę eksperymentować na tym dziecku, a już samo słowo „eksperymentować na dziecku” zamyka tę drogę. Jeżeli tata jest Anglikiem, albo niania pochodzi z Ukrainy, to dziecko w sposób naturalny zdobywa te kompetencje i nie musimy tutaj kombinować.

Natomiast gdy pojawia się coś sztucznego, dziecko wszystko chłonie, tylko właśnie dlatego, że wszystko chłonie musimy wziąć na siebie i odpowiedzialność, żeby nie zagubiło się w tym wszystkim, bo po prostu zwariuje. Co się dzieje, jeśli dziecko broni się przed nadmiarem bodźców? Eliminuje je i uczy się ich nie dostrzegać. Rezygnuje z tego. I to jest najgorsza rzecz, jeżeli chodzi o rehabilitację bez uzasadnienia.

R: Dziękuję bardzo za rozmowę.
(Niestety spotkanie już się zaczynało i musieliśmy kończyć)




W dalszej części spotkania, poznałyśmy jeszcze więcej ważnych informacji na temat rozwoju dzieci. To jeden z dłuższych tekstów na blogu, więc przedstawię je Wam w telegraficznym skrócie:

Koślawość stóp i kolan dziecka – jak sobie z nią radzić? Czy wkładki do butów są jedynym zaleceniem? – to jedno z najczęściej padających pytań od Was. Początkowo koślawość jest fizjologiczna i tak jak w wielu przypadkach, tu również lepiej zapobiegać, niż leczyć – czyli zapewnić dziecku aktywności, dzięki którym „wyrośnie” z fizjologicznej koślawości. Paweł Zawitkowski zaleca, aby dziecko CODZIENNIE skakało w gumę (lub nawet dwie linie narysowane na podłodze), na trampolinie oraz jeździło na rowerku biegowym. To tzw. jump program, który znajdziecie również w książce Pawła „Mamo, Tato, co Ty na to? I nauka i draka, czyli jak zadbać o zdrowie przedszkolaka i uczniaka” (to część 2 cyklu, z pomarańczową okładką).



 Totalnym nieporozumieniem są krążące w sieci listy typu „10 objawów, że dziecko nie rozwija się prawidłowo”. Rozwój dziecka nie jest sprawą zero-jedynkową, obszary rozwoju motorycznego, poznawczego, komunikacyjnego (relacyjnego) oraz społecznego są ściśle od siebie uzależnione, w związku z czym nie należy stawiać pochopnych diagnoz, nie biorąc pod uwagę pozostałych aspektów życia i rozwoju dziecka.

 Częstym problemem u dzieci jest refluks żołądkowo-przełykowy, który – nierozpoznany – może odpowiadać za błędnie interpretowane symptomy, takie jak brak kontaktu wzrokowego czy asymetria.

 Nie ma idealnych rozwiązań pasujących do każdego dziecka, „jedynego słusznego” sposobu opieki i pielęgnacji. Natomiast na każdym etapie opieki i wychowania jest coś takiego jak kategoria otwarta (która daje dziecku przestrzeń do rozwoju, ruchu, realizowania jego potencjału) oraz kategoria zamknięta, która go blokuje.


Tak NIE trzymamy dzieci – to przykład tzw. kategorii zamkniętej.


Mocno zahaczamy tu o temat, który poruszyłam w tym wpisie >> Czego nie powie ci pediatra, ortopeda, ani neurolog? Szczerze przyznam, że po rozmowie z Pawłem Zawitkowskim, ostrożniej podchodzę do tematu rehabilitacji, a nawet wkładek ortopedycznych. Natomiast nadal jestem zdania, że warto słuchać intuicji, drążyć temat i na własną rękę szukać odpowiedniego specjalisty – taka już rola i dola rodzica


Dobrnęliście do tego momentu? Jeśli tak, koniecznie dajcie znać w komentarzu co Was najbardziej zaskoczyło, zachwyciło lub zaciekawiło w dzisiejszym wpisie? Jestem bardzo ciekawa Waszych reakcji, bo przyznam, że spotkanie i rozmowa z Pawłem Zawitkowskim mocno namieszały mi w głowie


Miłego dnia!

Renia-podpis


To również może Cię zainteresować:

>> 10 popularnych mitów na temat Rodzicielstwa Bliskości

>> Pocieszając płaczące dziecko, zwiększasz jego odporność na stres w dorosłym życiu

>> 8 naukowych faktów o więzi mamy i dziecka: noszenie i bliskość, mentalizacja, zsynchronizowane mózgi i inne najnowsze badania

>> Proste zabawki DIY inspirowane pedagogiką Montessori (wiek 18-24 mcy)



 


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline