O matko, ile masz niepotrzebnych ciuchów!
Jak raz na zawsze uporządkować szafę i wypracować własny styl?
Jak się ubierać, aby codziennie czuć się najlepszą wersją siebie?
Jak kupować mniej ubrań i zrewolucjonizować podejście do mody, w myśl slow fashion?



Tylko spokojnie, możecie odetchnąć z ulgą, nie zostałam szafiarką Ani mi to w głowie! Wciąż do znudzenia noszę ciuchy zakupione w 2007 roku tuż obok wrocławskiej XX-latki (#pozdrodlakumatych) i nadal kompletnie nie znam się na modzie.

Jednak opowiem Wam dziś o rewolucji w mojej szafie (bowiem tego, czego dokonałam, nie można nazwać zwykłymi „porządkami”). Dziś matka czyści szafę i upublicznia kompromitujące zdjęcia, bezlitośnie obnażające jej totalny brak stylu oraz współczesny konsumpcjonizm


Rewolucja nr 1

Pierwszą i największą rewolucję w szafie przeprowadziłam we wrześniu 2015 roku, w ramach tzw. wicia gniazda podczas drugiej ciąży. Zainspirowała mnie książka Joanny Glogazy „Slow Fashion. Modowa rewolucja”. Początkowo myślałam, że nie jestem jej adresatem. Nie interesuję się modą, nie gonię za trendami (a wręcz świadomie je lekceważę), nie biegam po sklepach i tylko z rzadka biadolę, że nie mam się w co ubrać. Nie kolekcjonuję też butów ani torebek – szczerze mówiąc i ich zakup to dla mnie najcięższa tortura, bo niewiele modeli trafia w mój gust.



Nie dotyczyły mnie więc problemy takie jak zakupoholizm i szafa pękająca w szwach. Jednak miałam kilka innych bolączek związanych z moją garderobą:
• Brak jednorodnego stylu, w mojej szafie nic do siebie nie pasowało
• Brak zestawów „na każdą okazję”

• Nie odpowiadał mi kolor, krój, długość, jakość materiału itp. (ogólnie: nietrafiony zakup)
• Niektóre ciuchy były w rozmiarze, z którego dawno „wyrosłam”, a nadzieje na powrót do talii osy i tyłka jak jabłuszko były nikłe
• O niektórych ubraniach po prostu zapomniałam, bo schowały się pod stosem innych!

Podsumowując, z różnych względów miałam w szafie mnóstwo nienoszonych ciuchów. Zgodnie ze wskazówkami zawartymi w „Slow Fashion” wypatroszyłam wszystkie półeczki i zabrałam się do selekcji przez wielkie S. Przeglądając ten pstrokaty Mount Everest fatałaszek po fatałaszku zadawałam sobie 3 pytania z poradnika:
• Czy noszę ten ciuch regularnie?
• Czy odczuwam przyjemność, kiedy mam go na sobie?
• Czy czuję się w nim najlepszą wersją siebie?

Kiedy odpowiedź na którekolwiek z powyższych pytań brzmiała „NIE” – pozbywałam się tej sztuki garderoby. W ten sposób na kupkę „do oddania” trafiło 80% moich ubrań! Po rewolucji zachowałam ułamek tego, co zalegało od lat w mojej szafie. Zostawiłam tylko ubrania ciążowe i to, co na bank z przyjemnością będę nosić po ciąży.


To cała zawartość mojej szafy przed przystąpieniem do porządków:


A to moje dwie „kupki wstydu”
Ubrania, których pozbyłam się z szafy, czyli około 80% jej zawartości.
Ostra selekcja.

slow fashion

 
Rewolucja nr 2

Drugą rewolucję, znacznie skromniejszą, przeprowadziłam całkiem niedawno – w marcu 2017.

W związku z ciążą i karmieniem piersią miałam w szafie ciuchy od rozmiaru 36 do 46. O spektrum miseczek staników nawet nie wspomnę. Ciąża i 10 gratisowych kilogramów, które mi po niej pozostały to nie przelewki – z tego względu zmiany w mojej garderobie zachodziły stopniowo.

W ramach rewolucji nr 2 pozbyłam się wszystkich ciążowych i po-ciążowych ubrań. Dlatego tym razem do oddania mam tylko dwie niewielkie torby. Planuję zawieźć je do Domu Samotnej Matki w związku z faktem, że ciuchy ciążowe to odzież dość nietypowa.


slow fashion


Co zrobić z nieużywanymi ciuchami?
6 sposobów

1) Oddać przyjaciółce, kuzynce, szwagierce, sąsiadce, koleżance z pracy – w ten sposób jesienią 2015 roku pozbyłam się 80% zawartości mojej szafy. Dziewczyny były zachwycone!

2) Jeśli macie czas, możecie wziąć udział w wymianie ubrań (typu szafing, wietrzenie szaf). Jednak moim zdaniem mija się to z ideą slow fashion. Istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że na takiej wymiance trafisz na ten jeden jedyny, idealny element Twojej nowej wymarzonej garderoby. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że wrócisz do domu obładowana stertą kolejnych zbędnych ciuchów, spocona jak mysz i dręczona wyrzutami sumienia.

3) Wrzucić do pojemnika na odzież używaną PCK lub Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje). Czasem organizowane są również osiedlowe zbiórki odzieży.

4) Oddać do domu samotnej matki lub schroniska dla kobiet.

5) Wyrzucić do śmieci – dotyczy ubrań najbardziej zużytych, które nie nadają się do oddania. Wstyd przyznać, ale miałam kilku takich „ulubieńców”.

6) Wzorem naszych mam stare bawełniane t-shirty, dresy itp. można pociąć i używać jako ściereczki. Nie dość, że to eko rozwiązanie, to bawełna sprawdza się dużo lepiej niż dostępne w sklepach syntetyczne myjki i ścierki.


Jak znaleźć własny styl i stworzyć idealną garderobę?

Tworzenie mapy stylu to dość skomplikowany proces, więc odsyłam Was do książki Joanny Glogazy. Pinterest, zapisywanie na dysku zdjęć z Google, naszkicowanie mapy myśli, notatki na karteluszkach – whatever works! A potem najtrudniejsze zadanie: zakupy.

Już mniej więcej nakreśliłam mój styl, jednak wciąż nie udało mi się skompletować garderoby, która będzie go w pełni odzwierciedlać.

Co znajdziecie na mojej wymarzonej tablicy? Pierwsze skrzypce grają tu ołówkowe spódnice, żakieciki i koszule – tych mam sporo! Po 8 latach pracy w biurze naprawdę polubiłam ten dress code. Jednak wciąż nie mam pomysłu jak go zgrabnie połączyć ze sportowymi butami i dresowymi portkami, które również uwielbiam

No i te nieszczęsne torebki… Dobór dodatków to moja pięta achillesowa! Jak wspomniałam, nie lubię wybierać torebek i butów. Ze względu na alergię nie nosze też zegarków, ani biżuterii. Lubię jedynie duże, kolorowe naszyjniki.

W wyniku rewolucji nr 2 mam znów mnóstwo przestrzeni w szafie, którą stopniowo będę uzupełniać. Świadomie, a nie chaotycznie! Tym razem poszczególne elementy garderoby wybiorę bardzo starannie, w duchu minimalizmu i slow fashion.

Na koniec perełka: cechy charakterystyczne stylu „slow fashion dla matek”:

#slowfashion dla matek, część 2. Pod ostatnim postem pytałyście, czy znalazłam swój styl. To pokażę, a co mi tam, gorzej już nie będzie! 😂 Akurat mam chwilkę (zanim Irka nauczy się wiązać sznurówki).⠀ ⠀ Cechy charakterystyczne "slow fashion dla matek" to:⠀ 1) Bluzka do karmienia albo oversize, z bezwstydnie i bezpowrotnie rozciągniętym dekoltem umożliwiającym karmienie na ławce, murku, parapecie lub byle krawężniku (bo jak powszechnie wiadomo trafiają się w życiu sytuacje, kiedy lepszy cyc niż nic).⠀ 2) Dobry stanik (i to nie jeden!), który utrzyma na miejscu co trzeba.⠀ 3) Cokolwiek (płaszcz, kardigan, szmizjerka) co posiada duuuże kieszenie. Takie, z którymi nie trzeba się szarpać, kiedy szybko trzeba tam wrzucić lub wyjąć czapkę, rękawiczki, gruby portfel (wypchany bynajmniej nie mamoną), smoczek, telefon albo inną niespodziankę dla płaczącego dziecka.⠀ 4) Buty sportowe nie do zdarcia – wszak istnieją dzieci, które śpią wyłącznie na świeżym powietrzu i to tylko w wózku jadącym z określoną prędkością. Zapomnij o czytaniu książek na ławce w parku – to mit. Każdy przystanek grozi pobudką. Nie warto ryzykować.⠀ 5) Spodnie dresowe. Tu nie będę się rozpisywać. Wystarczy, że będą czarne (złudzenie optyczne!✨) i dość elastyczne, aby zmieściła się w nich zimowa doopa.⠀ ⠀ Aha! Dobrze jeszcze, aby wszystko było z naturalnych materiałów, wysokiej jakości, podkreślające atuty, kamuflujące mankamenty, zgodne z Twoją wymarzoną tablicą stylu na Pintereście i w odcieniach pasujących do Twojego typu wg analizy kolorystycznej (ja jestem "zgaszonym latem").⠀ Złożyłam uroczystą obietnicę, że wszystko, co kupię, będzie spełniało te kilka warunków. No i cóż… dawno niczego nie kupiłam 🤣⠀ ⠀ A skoro o slow fashion mowa, to jeszcze tylko wspomnę, jak ponadczasowa jest moja "kreacja": płaszczyk anno domini 2010, dres, buty, bluzka, szalik 2014/2015.⠀ Nowa jest tylko czapka, bo jak pamiętacie ta w norweskie szlaczki zimą przepadła bez wieści, a ja skończyłam z zapaleniem zatok. Jeśli dobrnęłyście do tego momentu, to już tylko pozostaje życzyć Wam miłego dnia! 🤘🌱

A post shared by Ronja.pl ↟ Renia Hannolainen ↟ (@ronja.pl_blog) on




Po więcej odsyłam Was do książki Joanny Glogazy – naprawdę warto wgryźć się w temat. Autorka daje bardzo cenne wskazówki a przede wszystkim rewolucjonizuje myślenie o liczbie ubrań, jakiej potrzebujemy, aby codziennie wyglądać i czuć się świetnie.

Gorąco polecam takie generalne porządki w szafie. Nie tylko na wiosnę. Na zawsze To bardzo oczyszczające doświadczenie, nie tylko w wymiarze materialnym ;)

Uporządkowana garderoba z zestawami na każdą okazję przyda się każdemu, jednak mam wrażenie, że szczególnie nam – zabieganym matkom. Jeśli interesuje Was temat slow fashion dla matek, dajcie znać w komentarzu.

Zastanawiałyście się kiedyś, ile macie niepotrzebnych ciuchów i ile kasy na nie wydałyście? Ile cennych minut straciłyście stojąc bezradnie przed pełną szafą? Nie zamierzam już powtórzyć tego błędu. Od września 2015 roku jestem modową minimalistką i bardzo mi z tym wygodnie.


Miłego dnia!

Renia-podpis

Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:


Spodobało Ci się?
Będzie mi miło, jeśli polubisz
ten tekst:


…albo zostawisz komentarz poniżej 
Dziękuję!



To również może Cię zainteresować:


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)