SONY DSC
O co to całe zamieszanie? Opieka położnej podczas porodu to standard opieki okołoporodowej refundowany przez NFZ. Jednak wiele szpitali, oficjalnie lub nie, oferuje dodatkowo płatną, indywidualną opiekę położnej wybranej przez pacjentkę.
Czy to zbytek czy konieczność? Jakie są argumenty za i przeciw? Jaką decyzję podjęłam i co mnie ostatecznie przekonało?

 
Argumenty „przeciw”

Zacznijmy od argumentów przeciw, z których każdy uważam za słuszny i racjonalny… lecz nie decydujący.


#1 Dobra opinia szpitala

Bardzo istotna jest opinia szpitala. Istnieją szpitale, w których podejście większości położnych jest OK i wtedy oczywiście nie ma sensu podpisywać takiej umowy.

Położna, która wykonuje swoją pracę z powołania, z pasją i profesjonalizmem będzie najlepszym wsparciem dla rodzącej, niezależnie czy jej zapłacimy, czy nie. Jasne, że wszystko zależy od nastawienia do pracy i charakteru danej osoby. Często również od ordynatora oddziału i polityki szpitala. Jednak jeśli szpital nie ma dobrej opinii, a polecono Wam jedną z położnych – warto rozważyć umówienie się z nią na poród.

Zawsze można „gdybać”, że bez opłacenia położnej nasz poród i pobyt w szpitalu wyglądałby podobnie… ale czy warto przekonywać się na własnej skórze?


#2 „Bezpłatna” służba zdrowia

Służba zdrowia nigdy się nie poprawi, jeśli nie będziemy od niej wymagać, trudno się nie zgodzić. Przecież płacisz składki, a opieka położnej to standard opieki okołoporodowej refundowany przez NFZ.

Można napisać skargę, wywierać nacisk, rozpowszechnić w internecie negatywną opinię, jeśli coś pójdzie nie tak. Tyle, że wtedy będzie już po fakcie, a negatywne wspomnienia z porodu mogą męczyć nas latami. A co najgorsze – przyćmiewać uroki pierwszych miesięcy macierzyństwa.

Dlatego warto promować akcje typu „Rodzić po ludzku”, „Położna na medal”, „Po prostu położna”… a umowę z położną podpisać swoją drogą


#3 To brzmi jak łapówka

Zgadzam się, ale nie zawsze nią jest. Niektóre położne podpisują umowę w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, odprowadzają podatek i rozliczają ze szpitalem udostępnienie pomieszczeń (sal porodowych). Zdarza się, że rodzice kupują „cegiełkę”, z której połowa trafia do położnej, a połowa do szpitala. Bywa, że całość kwoty jest przelewana na konto przyszpitalnej fundacji, która rozlicza się z położnymi.

Szpitale mają różne systemy rozliczeń z położnymi: indywidualna opieka położnej bywa wymieniona jako oficjalna oferta w cenniku na stronie internetowej szpitala lub wręczana pod stołem… weź to pod uwagę, jeśli Twoje wątpliwości są przede wszystkim natury ideologicznej.


#4 Hm… to nadal brzmi jak łapówka!

Postanowiłaś, że nie zapłacisz położnej za coś, co i tak jest jej zawodowym obowiązkiem. To jej praca i powinna wykonywać ją jak najlepiej. Płacąc wybranym położnym, dajemy przyzwolenie na olewanie obowiązków przez te nieopłacone – tu wracamy do argumentu nr 2.

Być może podchodzisz do tego ideologicznie i w pełni to rozumiem. Jednak jeśli terminu porodu się zbliża, a Ty zaczynasz się wahać – nie obwiniaj się! „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” Dlatego nie ma co oglądać się na kwestie ideologiczne, naciski rodziny, opowieści znajomych itd. Właściwą i najlepszą decyzję podejmiesz sama [no, może z moją niewielką pomocą Czytaj dalej argumenty „za” i „przeciw”]. Poród to temat tak intymny, delikatny, ważny i jedyny w swoim rodzaju, że o wielu jego aspektach może zdecydować tylko i wyłącznie przyszła mama – najważniejsze jest jej zdanie, jej poczucie bezpieczeństwa, jej intuicja. 

płatna położna przy porodzie


#5 Finanse

Koszt usługi świadczonej przez położną w zależności od miasta i szpitala waha się od 500 – 3000 zł. Niemało. Tak dla porównania te wyższe stawki to równowartość wózka 3w1, jednego z absolutnie niezbędnych elementów wyprawki noworodka.

Wielu rodziców ze względów finansowych nawet nie rozważa podpisania umowy z położną (tak samo było z nami w 2012 roku). Jednak jeśli rodzice są w stanie pokryć ten koszt, dylemat pozostaje. Przejdźmy zatem do argumentów „za”.


Argumenty „za”

#1 Inwestycja?

Jeśli kogoś stać, to warto. Według opinii wielu rodzących, które korzystały z indywidualnej opieki położnej podczas porodu, to „najlepiej wydane pieniądze w życiu”. Inwestycja! Bo ile razy w życiu rodzimy? Jeden, dwa, może trzy?

A ile w swoim życiu kupimy laptopów, tabletów, telewizorów, lodówek, pralek, zmywarek i innego sprzętu o wartości 1000-2000 zł? Kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt – uwzględniając całe życie, wszystkich członków rodziny i miejsca zamieszkania. Wynagrodzenie położnej to zbliżony koszt, a nie muszę chyba tłumaczyć, że dobry poród ma dla całej rodziny o wiele większe znaczenie i wartość, niż sprzęt AGD i RTV

Nie zrezygnujemy ze sprzętu, który ułatwia (bądź umila) naszym rodzinom codzienne życie. Wcale do tego nie namawiam. Jednak nie wahajcie się ZAINWESTOWAĆ tej samej kwoty w jedno z najważniejszych wydarzeń w Waszym życiu. Oszczędzać można na mniej istotnych wydatkach. Dobre wspomnienia z porodu zdecydowanie są warte tej ceny!


#2 Ponure realia

Standardy standardami, ale realia bywają różne. Która z nas chce być królikiem doświadczalnym albo „ofiarą systemu dla większej sprawy”? Gdyby chodziło tylko o nas, pewnie byśmy się poświęciły, ale tu chodzi również o nasze dzieci. Do większości argumentów „przeciw”, w tym standardów opieki okołoporodowej, odniosłam się powyżej.


#3 Ciągłość opieki i indywidualne podejście

Poród może trwać bardzo długo. Bywa, że w trakcie jednego porodu „zaliczysz” nawet 3 zmiany personelu.  Zastanów się, czy nie będzie to dla Ciebie dyskomfort.

Ponadto położna, która jest na dyżurze, ma pod opieką jednocześnie kilka rodzących, a opłacona – tylko Ciebie. Nie powinno tak być, ale często ma to wpływ na podejście do rodzącej.


#4 Na legalu

Małe sprostowanie: to nie jest tak, że położna JEDNOCZEŚNIE dostaje wynagrodzenie za dyżur i opiekę nad Tobą. Dyżury odbywa w ramach umowy ze szpitalem zgodnie z grafikiem, a usługę dotyczącą Twojego porodu odrębnie, w ramach działalności gospodarczej. Położna płaci podatki i rozlicza się ze szpitalem w zakresie udostępnienia pomieszczeń. Wszystko jest więc „na legalu”. Jeśli nie może wykonać usługi, bo w momencie, kiedy zaczęłaś rodzić, właśnie zeszła z dyżuru lub jest niedostępna z innego powodu – lojalnie o tym uprzedza i może zaproponować odpowiednie zastępstwo.


#5 Izba Przyjęć

Ten argument najtrudniej mi przełknąć, ale chcę wyczerpać temat, więc nie mogę go pominąć: być może zdecydowałaś się na szpital, który w Twoim mieście cieszy się najlepszą opinią, w związku z czym jest popularny, oblegany, przepełniony i zdarza się, że w okresach „baby boom” pacjentki są odsyłane z Izby Przyjęć. Otóż opłacona położna postara się, aby to wymarzone miejsce jednak się dla Was znalazło. Oczywiście nierówne traktowanie pacjentów nie powinno mieć miejsca, ale z opinii pacjentek wynika, że w wielu szpitalach wciąż tak to wygląda.



Płacić czy nie płacić?

Jest takie powiedzenie: strach jest złym doradcą. Jednak kiedy zbliża się termin porodu zapominasz o tym, instynkt podpowiada co innego, strach wygrywa.

Powinnyśmy walczyć o lepszą opiekę, o przestrzeganie standardów, o edukację, o „trzymanie krótko” pracowników służby zdrowia. Podobno jeśli nie będziemy wymagać, pisać skarg i zażaleń, straszyć procesami, to nic się nie poprawi…

Tylko która z nas zaryzykuje? Ja już jeden raz zaryzykowałam i słono za to zapłaciłam. Nie zamierzam ryzykować po raz drugi.

Bardzo istotny jest kontekst podejmowanej decyzji – w moim przypadku, tak jak w przypadkach wielu innych zdesperowanych kobiet, jest nim pierwszy poród (dla zainteresowanych umieściłam jego historię w osobnym, archiwalnym wpisie: KLIK > Dlaczego przed drugim porodem podpisałam umowę z położną?).

W telegraficznym skrócie – zdecydowanie POLECAM podpisanie umowy z położną w 2 następujących przypadkach: 
1) Kiedy macie wiarygodne opinie, że szpital, w którym planujecie rodzić, pozostawia wiele do życzenia w zakresie przestrzegania praw pacjentów,
2) Kiedy rodzicie po raz kolejny i macie przykre doświadczenia, które nie pozwalają Wam w pełni zaufać położnej „z przydziału”.

We wszystkich pozostałych przypadkach decyzja nie jest już tak jednoznaczna.
Ciekawa jestem Waszej opinii – czy warto zapłacić położnej? Czy już korzystałyście z tej usługi lub rozważacie podpisanie umowy z położną? Co powinnam dopisać do listy argumentów za i przeciw?
Tak na zapas życzę Wam wszystkim spokojnych, udanych porodów i samych dobrych wspomnień!

.

.xmas

.

.

płatna położna przy porodzie



Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim ze znajomymi, klikając niebieski guziczek poniżej 
Dziękuję!


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Ja przyznaję, że boję się sytuacji „ubezwłasnowolnienia” w szpitalu. Pewność, że będę miała swoją położną była dla mnie inwestycją w spokój i dawała poczucie wpływu na sytuację, mimo że drugie dziecko rodziłam w sprawdzonym i ulubionym szpitalu. Tak postanowiłam, tak miało być, ale skończyło się planowaną cesarką
    PS Ślicznie wyglądasz!

    • U nas też jeszcze nie wiadomo, czy będzie planowana cesarka, czy sn, ale umowę z położną mam podpisaną już od dawna i jestem dobrej myśli

      PS. Dzięki!

  • Gash! wyglądasz przepięknie!

  • My położnej nie wykupywaliśmy. Dla nas to był zbytek.
    Gdy rodziłam Pierworodnego faktycznie był „baby boom”. Ale dostałam się do szpitala i rodziłam tylko z położną i jej podopieczną. Była przy mnie cały czas, instruowała, pomagała. Takie porody to mogłabym przeżywać

  • www.kilkuetatowamama.com

    Ja miałam 2x cc, ale gdybym miała rodzić naturalnie to na pewno opłaciłabym opiekę położnej. Szczególnie, że w niektórych szpitalach jest to już normalna usługa (w tych prywatnych, które mają podpisaną umowę z NFZ)

  • Jeśli położna przyjeżdża specjalnie na poród, to nie widzę żadnych kontrowersji wynikających z płacenia jej za poświęcony czas. Faktycznie, sytuacja nie jest tak jednoznaczna, gdy „nasza” położna ma dyżur. Ja na szczęście nie miałam tego problemu, bo mam swoją osobistą połozną już od prawie 28 lat Mama co prawda nie odbierała mojego porodu, ale już samą obecnością dała mi ogromne wsparcie i komfort psychiczny.

    • Cudownie, taka mama w roli douli to skarb! A i z przyjęciem porodu w sytuacji awaryjnej pewnie nie miałaby problemu

  • Śliczny brzuszek!
    Ja miałam długi i męczący poród, ale położna była na medal- powstrzymała lekarkę przed niepotrzebnym nacinaniem krocza, dzięki temu bardzo szybko doszłam do siebie. Tym razem też będę rodzić w tym szpitalu i mam nadzieję, że wszystko skończy się tak samo dobrze
    Trzymam za Was kciuki!

  • Przyznam szczerze, że nie interesowałam się tym tematem. W szpitalu, w którym rodziłam żadne słuchy mnie nie doszły, że jest takowa możliwość. Rodząc Oliwierka trafiłam na naprawdę fantastyczną położną z powołaniem! Często przebywam w szpitalach (niestety) więc zdążyłam poznać naprawdę niemalże wszystkie położne naszego szpitala i czuję się , że tak powiem , bezpieczniejsza. Chociaż w najbliższym czasie żaden poród się nie zapowiada to w przyszłości na pewno

    • Położne z powołaniem to fantastyczna sprawa! W szpitalu, w którym rodziłam też większość była właśnie takich, tyle, że ja nie trafiłam prosto na porodówkę, tylko „zaliczyłam” jeszcze po drodze kilka innych miejsc i to głównie do nich mam zastrzeżenia. Nie znałam w szpitalu absolutnie nikogo, więc tak sobie gdybam, że jeśli miałabym upatrzoną chociaż jedną przyjazną duszę w postaci położnej, wszystko mogłoby ułożyć się inaczej.

  • Ja nie miałam położnej i w sumie bardzo dobrze, ponieważ miałam świetną opiekę w szpitalu. BTW polecam warszawski szpital na Madalińskiego. Zastanawiam się długo, czy decydować się na położną, czy nie, ale lekarz prowadzący odwiódł mnie od tych myśli raz na dobrze.

    • Ja właśnie tam się wybieram Niestety wszystko wskazuje na to, że jednak będzie planowane cc, więc umowa z położną i tak nie wejdzie w życie.

  • Ależ masz piękny ten brzuch… też bym taki chciała:) Ale jeszcze sobie poczekam. U mnie wszystkie znajome biorą położną i to wszystkie jedną konkretną. Na porodówkach w Łodzi jest rzeź, chyba nic nie zmieniło się od komuny, i nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, więc nie dziwię się, że wybierają konkretną osobę, godną zaufania i to taką, która w środku nocy wyrwana z łóżka przyjedzie do porodu i zadba o to, na czym nam zależy. Sama nawet jeszcze nie jestem w ciąży, a już jestem praktycznie pewna że też ją wezmę. Teraz otworzyli nowy, nowoczesny szpital, w którym ma być już po ludzku – zobaczymy… Tobie życzę żeby poszło jak z płatka:)

    • Przesądnie nie dziękuję
      No i trzymam za Ciebie kciuki na przyszłość! To przykre, że kobiety muszą płacić za coś, co im się należy. Jednak wizja „rzezi na porodówkach” skutecznie działa na wyobraźnię Poród zdarza się raz, maks kilka razy w życiu, więc to mega ważne w czyje ręce się oddamy. Fajnie, że macie taką zaufaną, wielokrotnie sprawdzoną osobę.

  • W trakcie mojego porodu położne 3 razy się zmieniały i każda inna z innym (nie zawsze dobrym) podejściem. Na koniec trafiłam na super babkę. Potem dowiedziałam się od znajomej, że można tej ciężarnej zapłacić za poród, chyba 600zł – to w sumie nie duża kwota. Można poprosić np przyjaciółki o zrzutkę w ramach baby-shower i to będzie super prezent.
    A z innej beczki, to ja korzystałam z lekarza ginekologa prowadzącego w ramach NFZ, miałam 3 badania USG. Uważam, że lekarze, do których w ciąży chodzi się prywatnie wykorzystują ten newralgiczny czas w życiu kobiety i całej rodziny. Każda wizyta kilka stówek + dodatkowo płatne badania usg i inne, to moim zdaniem za duży i niepotrzebny wydatek. Moja ciąża była fizjologiczna bez żadnych komplikacji, może w innej sytuacji myślałabym inaczej…

    • Fajnie, najważniejsze, że końcówkę miałaś udaną.
      W przypadku lekarzy mam podobne zdanie – jeśli ciąża jest zagrożona to oczywiście warto poszukać super-hiper specjalisty. Jednak jeśli wszystko jest okej, nie ma sensu chodzić prywatnie. Ja pierwszą i drugą ciążę prowadziłam w ramach abonamentu na opiekę zdrowotną z pracy (więc można powiedzieć, że bez dodatkowych opłat), a potem już w ramach NFZ w przychodni przyszpitalnej i byłam zadowolona.

    • Moja przyjaciółka chodziła do lekarza prywatnie i zamiast trzech zrobił jej tylko dwa badania USG. Dopiero na ostatniej planowej wizycie przed porodem zrobił jej USG i wtedy okazało się, że dziecko nie rośnie od jakiegoś 6 miesiąca ciąży. Urodziła zdrową, donoszoną dziewczynkę o wadze 1800g.
      Myślę, że nie ma znaczenia kto płaci (nfz czy pacjentka), liczy się sam lekarz

  • Nigdy nie korzystałam z takiej opcji, ale nurtuje mnie kilka pytań. Co jeśli Twój poród trwa kilkanaście godzin? Czy jedna położna, która będzie przy Tobie przez cały ten czas to dobre rozwiązanie? Co ze zmęczeniem? No i jeszcze jedno… czy nie przyspiesza się wtedy na siłę porodu, żeby było szybciej, bo zmęczenie położnej, bo ma kolejny dyżur/jest już po dyżurze?
    Z drugiej strony lepiej może jak ma się kto zająć takim przedłużającym porodem zamiast trzymać biedną rodzącą bez pomocy… Sama nie wiem

    • Od znajomych, które rodziły z opłaconą położną słyszałam, że spokojnie wytrzymywały kilkanaście godzin i przyjmowały poród od początku do końca. Żadna z nich nie przyspieszała porodu – zazwyczaj są to świadome dziewczyny i nie stosują żadnych interwencji medycznych (chyba że na wyraźną prośbę rodzącej), bo wiele z tych „przyspieszaczy” może niepotrzebnie skomplikować poród i doprowadzić do konieczności cc.
      Natomiast jeśli zdarzy się tak, że położna jest zaraz po męczącym dyżurze lub z innych powodów nie jest dyspozycyjna (wyjazd, inny poród itd.), może polecić zaufaną koleżankę z podobnym podejściem.

      • Pewnie masz rację, jednak trzeba pamiętać o tym, że położna też człowiek i może być zmęczona. Powodzenia przy rozwiązaniu!

  • Ja wykupiłam opiekę „swojej” położnej dwukrotnie. Za pierwszym razem ze strachu przed nieznanym. Za drugim razem, by mieć równie fantastyczne wspomnienia z drugiego porodu, co z pierwszego. I są nawet jeszcze lepsze. I wiem, że to dzieki kompetencji mojej położnej. Ja polecam

  • Gdybym wiedziała, że w moim szpitalu nie ma dobrej opieki podczas porodu i po, pewnie zdecydowałabym się na poród z prywatną położną. Na szczęście do naszego szpitala przyjeżdżają rodzić kobitki z innych miast i wiem, że coś w tym jest

  • Ja położnej nie płaciłam. W sumie miałam takie szczęście, że mimo rodzenia w długi weekend (tuż po Bożym Ciele) trafiłam na pustą porodówkę (chociaż rodziłam w całkiem obleganym szpitalu) i miałam jedną zmianę położnych, której nawet nie odczułam, bo pierwsza raptem przyjęła mnie na oddział i czuwała nad moim KTG, a druga zajęła się porodem. I jeszcze szczęśliwie ta druga była po trzytygodniowym urlopie, wypoczęta, świeżutka, byłam jej pierwszą pacjentką. I dopiero na pół godziny przed finałem mojego porodu zaczęły napływać kolejne rodzące (cztery w pół godziny!), więc nie mam żadnych negatywnych odczuć. W ogóle mimo skurczy krzyżowych i tych wszystkich negatywnych aspektów porodu miałam całkiem przyjemny, kameralny i wręcz przytulny poród.
    Teraz mam zamiar rodzić w tym samym szpitalu w Katowicach, ale też nie będę płacić położnej z błahej przyczyny – nie mieści mi się taka opcja po prostu w budżecie, więc nie mam się nad czym zastanawiać. Ale gdyby nie był to dla mnie żaden problem to myślę, że mogłabym się na to zdecydować.

    • Cudowna historia. Tyle się naczytałam o udanych porodach, a wciąż sprawia mi to przyjemność i wzrusza
      Wiele zależy od szczęścia, serio, fajnie trafić na super położną i pusty oddział. Ja pomimo wyboru świetnego szpitala miałam na odwrót, więc na wypadek kolejnego porodu sn wolałabym się „zabezpieczyć”.

  • www.dobrze-wydane.blogspot.com

    Ja swojej też nie miałam, mało tego rodziłam tak długo, że jednej skończył się dyżur i przyszła następna Na szczęście obie były bardzo fajne. Ja więcej dzieci nie planuję, ale teraz wolałabym już zapłacić i mieć jedną sprawdzoną, cały czas przy sobie.

  • Nat

    Ja nie opłaciłam położnej, bo jakoś nie byłam przekonana do tego pomysłu. I miałam mnóstwo szczęścia. Pojechałam do najbardziej obleganego szpitala i zajęłam ostatnią salę, przyjęto mnie od razu i trafiła mi się świetna położna. Fakt, przyspieszała poród, ale jestem jej za to wdzięczna, bo akcja nie postępowała W OGÓLE, w dodatku w międzyczasie pojawiły się u mnie komplikacje, więc gdyby poród nie przyspieszył, to mogłoby być krucho. A tak po podaniu oksytocyny i znieczuleniu urodziłam w trymiga. ALE. Gdybym teraz miała rodzić znów, to – wiedząc, ile w tym wszystkim miałam zwykłego farta – nie wiem, czy bym nie opłaciła położnej, żeby mieć tę samą;)

  • Ola

    również się wahalam. myślałam że po szkole rodzenia przecież dam rade mąż naciskał mówił ze warto wziąć wiec jak chciał płacić to zapłaciliśmy ! najlepsza decyzja w życiu, byłam dosyć ciężkim przypadkiem, chciałam iść na stół bo myslalam że zaraz ta umrę z bólu i nie urodze tego dziecka. Moja położna przeprowadzila poród, w potrzebie zareagowała a do tego mnie motywowala bo moja psychika padła. Z perspektywy czasu szkoła rodzenia wydaje mi sie niepotrzebna, swoją położna jak najbardziej !!

Inline
Inline