O matkach-ignorantkach, które zasłaniają się intuicją. Czy macierzyńska intuicja jest przereklamowana?

„Słuchaj swojej intuicji. Wszystko, co musisz wiedzieć, jest w Tobie!” – to rady często kierowane do młodych mam. W zamyśle matki mają dzięki temu zaufać swemu „wewnętrznemu głosowi”, poczuć się pewniej w nowej roli, aby intuicyjne rodzicielstwo stało się dla nich przepiękną podróżą… Ach, cóż za sielanka

Jednak istnieje całe mnóstwo matek, którym takie intuicyjne podejście nie służy. Możemy wyróżnić co najmniej dwie grupy:


1) Matki-ignorantki

Piękna idea intuicyjnego rodzicielstwa bywa nadużywana przez matki, które po prostu są zbyt leniwe, aby się dokształcać. Macierzyństwo to nie tylko intuicja, to także wiedza. Piszę „matki” i „macierzyństwo”, lecz tak naprawdę sprawa dotyczy rodziców obojga płci. W rodzicielstwie spotyka nas mnóstwo sytuacji, decyzji i wyborów, które wymykają się intuicji – kiedy trzeba po prostu zasięgnąć wiedzy u fachowców.

Warto ufać intuicji, jednak w rodzicielstwie czeka nas wiele sytuacji, kiedy trzeba wgryźć się w temat i podjąć decyzję na podstawie rzetelnej wiedzy.

To decyzje, które należy podjąć świadomie i odpowiedzialne, takie jak wybór bezpiecznego fotelika samochodowego czy nauka wiązania chusty. To samo dotyczy zasięgania opinii lekarzy (lub innych specjalistów) na temat zdrowia dziecka, rozszerzania diety, wad postawy, alergii, itd.

Tego wszystkiego nie podpowie nam intuicja! Udawanie, że jest inaczej jest równie szkodliwe, jak leczenie depresji czekoladą i bezcennymi radami typu „uśmiechnij się, a wszystko będzie dobrze”.

Z pewnością znacie z sieci wiele podobnych przykładów. Zacytowałabym tutaj kilka przykładowych kwiatków, na które trafiłam w fejsbukowych grupach dla matek, ale nie chcę wbrew regulaminowi wynosić treści poza grupę, ani tym bardziej piętnować konkretnych osób.


2) Mamy niepewne i zakompleksione

Intuicja, powiadasz? A co z mamami, które czują się zagubione? Co im powiesz? Czy mają się czuć gorsze, bo nie słyszą głosu słynnej intuicji? Czy mają się wstydzić, że potrzebują pomocy i proszą o nią? Czy to jakaś ujma, że dokształcają się i czytają książki?! No błagam!

To również mamy, które być może słyszą cichutki głosik intuicji, ale nie są w stanie w pełni sobie zaufać. Przyczyn może być wiele. Bo czy w dzisiejszych czasach jesteśmy uczeni słuchania własnej intuicji? W domu, w szkole, w pracy? Różnie z tym bywa Często macierzyństwo to pierwsza w życiu okazja, kiedy nasza intuicja ma szansę dojść do głosu.

Ponadto w dzisiejszych czasach ta nasza rzekomo „wrodzona i naturalna” rodzicielska intuicja często bywa zakłócona. Na przykład przez schematy z naszego dzieciństwa, które powielamy: wychowanie dzieci z zastosowaniem straszenia, gróźb, zawstydzania bądź przekupywania nagrodami. Często robimy to nieświadomie, bo nikt nam nie pokazał, że można inaczej.


Jak działa intuicja?

Intuicja podpowie Ci, że chcesz nosić i przytulać dziecko, mieć je blisko, czuć jego zapach, ciepło i spokojny oddech… ale nie wyjaśni Ci tajników wiązania chust i wyboru zdrowego nosidła. Na pytanie „nosić dziecko tyłem czy przodem do świata?” intuicja prawdopodobnie udzieli błędnej odpowiedzi, bo – jak tłumaczą nieświadomi rodzice – dziecko noszone przodem do świata „więcej widzi”. Intuicja nie podpowie rodzicowi, że dziecko, które jeszcze samodzielnie nie siedzi, nie może być noszone w nosidle. Rodzicielska intuicja milczy na temat położenia kości udowej i panewki stawu biodrowego oraz kifozy pleców

Intuicja podpowie Ci, żeby karmić piersią… ale nie pomoże, kiedy dopadną Cię problemy z przystawieniem dziecka, potężny zastój pokarmu lub zapalenie piersi.

Fakt, gdy zostajemy mamami wiele rzeczy udaje nam się zrobić intuicyjnie, natychmiast, bez żadnych komplikacji. U mnie tak było z karmieniem piersią (po dwóch cc!). Miałam intuicję… i szczęście. Ale co w sytuacji, gdy młoda mama ma problemy z karmieniem i utrudniony dostęp do wsparcia laktacyjnego?


Matka matce wilkiem

Kobiety przekonane o swej nieomylności mają tendencję do dzielenia się na dwa obozy, z których każdy reprezentuje określony i „jedyny słuszny” sposób porodu, karmienia, usypiania, spania, rozszerzania diety, powrotu do pracy i każdego innego aspektu opieki. Jakiś czas temu pojawił się kolejny podział: matki i ojcowie czytający poradniki dla rodziców kontra matki i ojcowie, którzy tego „nie potrzebują”.


Dlaczego czytanie książek to wstyd?!

Dlaczego boimy się przyznać do niewiedzy lub słabości? Dlaczego wstydzimy się prosić o pomoc? Skąd w nas taki brak pokory? Czy na serio jesteśmy tak nieomylni? No dobra, jest jeszcze opcja, że trafiło się nam „dziecko doskonałe”, które na żadnym etapie życia nie sprawia problemów wychowawczych Ale umówmy się: takich dzieci ze świecą szukać!



Kiedy warto sięgnąć po poradniki dla rodziców?

„Nie wychowujemy dziecka według książek. Słuchamy intuicji. Wynaleźliśmy rodzicielstwo bliskości zanim stało się modne!”

Znacie rodziców przemawiających w tym tonie? Zgadza się, rodzicielstwo bliskości jest bardzo intuicyjne, zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia dziecka. Dzięki temu wiele matek – zarówno z naszego pokolenia, jak i poprzednich pokoleń – opiekowało się w ten sposób swoimi dziećmi, bez dostępu do fachowej literatury. Wiele podobnych historii znam z Waszych wiadomości i komentarzy. Dziękuję!

Kiedy opiekujemy się noworodkiem, a potem niemowlakiem, łatwo jest słuchać intuicji. Reagować na płacz, nosić i tulić, mając w pompie złowieszcze ostrzeżenie „nie noś, bo się przywyczai.”

Jednak potem robi się pod górkę. Nie zawsze wiemy, jak reagować na wybuchy złości dziecka. Co robić, kiedy maluch się obraża i ucieka na drugi koniec mieszkania, biegnąc na oślep i obijając się o meble? Czy bunt dwulatka i trzylatka naprawdę istnieją? Jak reagować na histerię, rozpaczliwy płacz połączony z leżeniem na podłodze?

Moim zdaniem to moment, kiedy warto dowiedzieć się więcej o rozwoju neurobiologicznym dziecka, o tzw. „mózgu gada” i samoregulacji emocji. Dzięki temu lepiej zrozumiemy co się dzieje w tej małej głowie. Przy okazji zyskamy argumenty dla wszystkich tych, którzy oskarżają dziecko o „manipulację”. Zyskamy wiedzę i umiejętności, dzięki którym będziemy mogli wesprzeć dziecko w jego rozwoju emocjonalnym, a przy okazji rozprawimy się z kilkoma własnymi demonami.

Tak jest! Bo poradniki dla rodziców, to nie tylko „instrukcja obsługi” dziecka. Niektóre z nich działają jak terapia: pomagają odnaleźć się w nowej roli, uczą jak wyznaczyć własne granice, jak odnaleźć równowagę pomiędzy potrzebami dziecka a potrzebami rodziców.


Żadna metoda wychowawcza nie zwalnia z myślenia!

Zawsze to powtarzam. Nikomu nie polecam lektury jednego poradnika dla rodziców i traktowanie go jak wyroczni!

To działa dokładnie tak, jak w przypadku beletrystyki i literatury pięknej: im więcej czytamy, tym szerszą perspektywę zyskujemy, wyrabiamy sobie gust, własne zdanie i staranniej selekcjonujemy kolejne lektury. Z czasem zaczynamy traktować z dystansem treść poradników – podobnie jak „złote rady” cioć, babć i sąsiadek. Korzystamy z doświadczenia i wiedzy innych, dopasowując je do swojej rodziny.


Intuicja czy ignorancja?

Czy każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka? Bardzo chciałabym, aby tak było. Jednak istnieją rodzice-ignoranci, którzy po prostu nie mają nawyku ani potrzeby rozwoju, sięgania po wiedzę, poznawania różnych perspektyw. To kwestia mentalności.

Nie zrozumcie mnie źle. Bardzo podoba mi się idea intuicyjnego, niespiesznego rodzicielstwa. Ufajmy intuicji, ale nie dołujmy sielankowymi wywodami na jej temat rodziców, którzy nie słyszą jej magicznego głosu, są zagubieni i potrzebują pomocy. Wspierajmy ich: ciepłym słowem, naszym doświadczeniem, mądrą lekturą, kontaktem do sprawdzonego specjalisty. Pomagajmy sobie nawzajem.

A kiedy jest taka potrzeba, czytajmy poradniki dla rodziców i zasięgajmy opinii lekarzy, psychologów, doradców laktacyjnych, doradców noszenia czy innych specjalistów. To żaden wstyd.


Trzymajcie się!

Renia-podpis


Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:



Spodobało Ci się?
Będzie mi miło, jeśli polubisz lub udostępnisz ten tekst:


…albo zostawisz komentarz poniżej ↓
Dziękuję!


Fot. picjumbo.com (CCO)



To również może Cię zainteresować:




Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Świetny tekst Przyznam szczerze ze czytalam chyba tylko dwa moze 3 poradniki, ale raczej siegalam po nie w sytuacjach z których szukałam jakiegos wyjscia. Na codzien slucham jedynie intuicji Jestem mama , wiem co najlesze dla mojego dziecka

  • Ja przez pierwszy rok miałam książkę…nie pamiętam tytułu, ale była taka gruuuba. Strasznie była zniszczona po tych 12 miesiącach. Później poszło już lepiej. Teraz znów staje przed dylematami (skończył 3. latka) i na pewno zacznę szukać wiedzy bo czuję, że moja intuicja za cholerę nie wystarcza, kiedy zaczyna wrzeszczeć i tupać.

    • Na szczęście ten okres już za nami, ale wkrótce czeka nas powtórka Jeśli jeszcze nie znasz, bardzo polecam następujące pozycje:
      Agnieszka Stein „Dziecko z bliska” (pozostałe też, ale to mój nr 1)
      Stuart Shanker „Self-Reg”
      Małgorzata Musiał „Dobra relacja”
      oraz książki Marshalla Rosenberga na temat NVC (jest ich sporo i nakład niektórych co jakiś czas się kończy, ale z wielu można „wyłapać” istotę NVC; bardzo praktyczne są również ćwiczenia „Porozumienie bez przemocy. Ćwiczenia” Lucy Leu).

  • Bożena Jędral

    Przy każdym dziecku uczyłam się od nowa. metody się zmieniały, a i dzieci mam różne.

  • Tak bardzo się zgadzam! Intuicja nie zastąpi wiedzy. Sama miałam kilka poradników dotyczących ciąży i uważam je za kompletnie zbędne – informacje „co dzieje się tydzień po tygodniu” można wziąć z internetu, a ciąże są tak różne, że porady nie mają sensu. Inaczej sprawa ma się z porodem i kwestiami zdrowotnymi, tu wiedza jest bezcenna.

    Ogólnie to jestem zwolenniczką podążania za intuicją, ale bardziej pod kątem tego, czy z dzieckiem wszystko okej, mimo że nie wpisuje się w jakieś tabelki. Nie wierzyłam w to, ale takie rzeczy się naprawdę czuje

  • Pamiętam początki macierzyństwa kiedy to nie wiedziałam że mam intuicję a po wszystkie odpowiedzi sięgałam do „ekspertów”. Potem zaczęłam sama edukować się aby nie polegać na opinii jednej osoby związanej z konkretną szkołą. Zdecydowanie to polecam! Kiedy do tej kompleksowej wiedzy dodałam intuicję zaczęłam odnosić sukcesy

  • Magda Lena

    A poleca Pani jakieś podręczniki?Chętnie sięgnę do literatury fachowej,ale przyznam szczerze, że jest jej zbyt wiele na rynku i nie wiem która jest warta przeczytania.

    • Polecam przede wszystkim:
      Agnieszka Stein „Dziecko z bliska” (pozostałe też, ale to mój nr 1)
      Stuart Shanker „Self-Reg”
      Małgorzata Musiał „Dobra relacja”
      oraz książki Marshalla Rosenberga na temat NVC (jest ich sporo i nakład niektórych co jakiś czas się kończy, ale z wielu można „wyłapać” istotę NVC; bardzo praktyczne są również ćwiczenia „Porozumienie bez przemocy. Ćwiczenia” Lucy Leu).

  • lulu

    Poradniki sa rozne, ja tez czytalam duzo I czytam nadal, ale zawsze slucham sie intuicji, niektore rady sa do kitu, albo sie nie sprawdzaja, a inne intuicja podpowiada, ze to jest ok w naszym przypadku. W czasach komuny poradniki sugerowaly mama, zeby niemowlaki spaly w lozeczkach a jak placza to dobrze, bo sobie cwicza pluca. W kazdym przypadku trzeba slychac serca I intuicji. Jesli chodzi o techniczne sprawy takie jak wozek, chusta czy fotelik samochodowy to wiadomo, ze trzeba sie dowiadywac takie rzeczy to nowosc w naszej kulturze, skad nasze naturalne, pierwotne instynkty maja wiedziec, ze jadac samochodem lepiej miec fotelik tylem do jazdy.

    • Masz rację. Kiedy już pisałam o poradnikach z czasów PRL: http://ronja.pl/grzeczne-dziecko-czasach-prl/
      Wiele z nich zawierało porady, które dziś wydają się nieludzkie (i niestety wiele z nich nadal pokutuje), ale bardzo rozsądnie pisała np. Hanna Olechnowicz. No i nie zapominajmy o jeszcze wcześniejszych cudownych publikacjach Janusza Korczaka, który zdecydowanie wyprzedził swoje czasy.

  • To pytanie padło kilka razy, więc kopiuję odpowiedź – polecam przede wszystkim:
    Agnieszka Stein „Dziecko z bliska” (pozostałe też, ale to mój nr 1)
    Stuart Shanker „Self-Reg”
    Małgorzata Musiał „Dobra relacja”
    oraz książki Marshalla Rosenberga na temat NVC (jest ich sporo i nakład niektórych co jakiś czas się kończy, ale z wielu można „wyłapać” istotę NVC; bardzo praktyczne są również ćwiczenia „Porozumienie bez przemocy. Ćwiczenia” Lucy Leu).

  • To pytanie padło kilka razy, więc kopiuję to co napisałam wyżej
    Agnieszka Stein „Dziecko z bliska” (pozostałe też, ale to mój nr 1)
    Stuart Shanker „Self-Reg”
    Małgorzata Musiał „Dobra relacja”
    oraz książki Marshalla Rosenberga na temat NVC (jest ich sporo i nakład niektórych co jakiś czas się kończy, ale z wielu można „wyłapać” istotę NVC; bardzo praktyczne są również ćwiczenia „Porozumienie bez przemocy. Ćwiczenia” Lucy Leu).

  • Anna Bętkowska

    Mieszkam w mieście wojewódzkim, mamy kilkanaście filii biblioteki miejskiej – z polecanych przez Panią książek jest tam tylko jedna a w kolejce do wypożyczenia 5 osób O.O To samo z innymi książkami których poszukiwałam. Bieda z nędzą. Internet niestety nie jest dla mnie rzetelnym źródłem wiedzy – nigdy nie udaje mi się znaleźć sensownej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Być może źle szukam? I jak tu się dokształcać?

Inline
Inline