15 zabaw podwórkowych. Baw się z dzieckiem jak w czasach PRL!
Zabawy z dawnych lat. Zabawy podwórkowe z naszego dzieciństwa. Wystarczy kawałek chodnika, kreda, piłka, patyk… Pokażcie je współczesnym dzieciakom, będą zachwycone! A Wy obudzicie swoje wewnętrzne dziecko tak skutecznie, że nie będzie chciało iść spać



Dlaczego warto pokazać te zabawy współczesnym dzieciom? Po co opowiadać im o naszym dzieciństwie? Powodów jest bez liku:


Wewnętrzne dziecko

Zabawy podwórkowe, które dziś polecam, to rewelacyjna, międzypokoleniowa rozrywka, która dostarczy Wam masę radochy. Nie ściemniam! Obudźcie swoje wewnętrzne dziecko, a nudne do bólu spacery z latoroślą, zamiast dreszczu grozy, zaczną w Was budzić dreszcz ekscytacji


Plan B

Przypuszczam, że Wasze dzieci są podobne do moich (mam powody sądzić, że wszystkie są właśnie takie), czyli są nieokiełznanymi tajfunami energii. Tradycyjne polskie imiona Romana i Ireny można by spokojnie zmienić na Człowiek-Demolka oraz Dzidzia-Rozpierducha. Żaden urząd nie miałby najmniejszego „ale”.

A w obliczu nadciągającej klęski żywiołowej można zrobić tylko jedno: przygotować zapasy, zacisnąć zęby i sporządzić kilka sensownych planów zagospodarowania czasu, żeby trochę te dzieciaczki zmęczyć Zabawy podwórkowe to strzał w dziesiątkę.


Rodzice też byli mali

Warto, aby rodzice opowiadali dzieciom o swoim dzieciństwie. Jak najwięcej! Fajnie jest wyobrazić sobie własnych rodziców jako dzieci. Wierzę, że daje to dzieciom poczucie korzeni. A świadomość, że każdy kiedyś był dzieckiem i miał podobne problemy, buduje w nich pewność siebie. Uwielbiałam słuchać takich historii, a teraz uwielbia je mój syn


Żywa tradycja

Ponadto zabawy z czasów PRL to tradycja, którą warto reanimować i podtrzymywać. Na końcu wpisu znajdziecie kilka fajnych książek i gier dotyczących tamtych czasów – zbiór inspiracji i vademecum na temat ówczesnych, kipiących życiem podwórek


Tlen, ruch, odporność… i instynkt samozachowawczy

Kolejny powód to oczywiście ruch na świeżym powietrzu, czyli walka z wadami postawy, kiepską odpornością i nudą w czterech ścianach. Mój blog kojarzony jest z aktywnym trybem życia, rowerowymi wycieczkami, skakaniem po kałużach i hiperwentylacją pod chmurką, lecz w tym miejscu muszę Wam się do czegoś przyznać… Tak naprawdę to jedyny sposób, aby spacyfikować moje dzieci!

One po prostu bez przerwy skaczą sobie do gardeł w naszym małym, zagraconym mieszkaniu! Jedyne wyjście to wypuścić dzieci na „wolny wybieg”. Nasz zwyczajny dzień wygląda mniej więcej tak: pobudka, zabawa, krzyk, płacz, śniadanie, krzyk, płacz, pękający łeb matki, wyjście na plac zabaw i wtem… sielanka: dzieci zadowolone i uśmiechnięte (choć nie do końca ciche, ale na ulicy ich przeszywające głosiki brzmią jakoś mniej donośnie).

Możecie odnieść wrażenie, że kieruje mną świadomość wszystkich zalet płynących z ruchu na świeżym powietrzu, rodzicielska troska o odporność, rozwój ruchowy, profilaktykę wad postawy, edukację przyrodniczą i co tam jeszcze… a tak naprawdę to przede wszystkim mój instynkt samozachowawczy!

W sierpniu przedszkole Romka było zamknięte, więc miałam podwójnie ciężko Większość tego czasu spędziliśmy w mieście, a zagospodarowanie czasu pięciolatkowi o tak ogromnej potrzebie ruchu jak Romek, to spore wyzwanie. Stąd pomysł na dzisiejszy wpis – przypominam dziś 15 zabaw z naszego dzieciństwa, których warto nauczyć współczesne dzieci. Opisałam ich zasady dosłownie w 2-3 zdaniach, aby odświeżyć Wam dobrą, ale krótką pamięć Dokładne reguły poszczególnych zabaw znajdziecie w książkach, które polecam na końcu artykułu.


Klasy (Chłopek)

Podobno istniało kilka odmian klas, ale ja znam tylko „chłopka”. Skakaliśmy w 8 rundach, rzucając kamykiem na poszczególne pola. „Skucha” była wtedy, gdy skaczące dziecko nadepnęło na linię, podparło się lub pomyliło kroki (na poszczególnych polach skakało się na jednej nodze lub obunóż).

Z dzisiejszym wpisem wiąże się pewna miła historia: gdy skończyliśmy grać w klasy, dzieci poszły z Mężem na plac zabaw, a ja zostałam w parku i robiłam zdjęcia książek, kapsli i innych gadżetów. Kątem oka obserwowałam spacerujących po parku ludzi. Nikt nie przeszedł obok naszych klas obojętnie! Skakali wszyscy: młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni. Rozczulili mnie zwłaszcza panowie, którzy grali w klasy z filuternymi, chłopięcymi uśmiechami

To miłe, że takim drobiazgiem – prostym rysunkiem kredą na chodniku, z koślawymi cyframi autorstwa mojego syna, można sprawić komuś radość i obudzić w ludziach ich wewnętrzne dziecko.



Guma

Skucha, dziesiątki – mówi Wam to coś? Dwie koleżanki (lub dwa krzesła) do towarzystwa i można skakać. W gumę grało się na 3 szerokościach (baczność, nóżka i rozszerzanka) i kilku wysokościach: kostki, łydki, kolana, uda… wyżej też się zdarzało! Zdradzę Wam, że nigdy nie byłam dobra w gumę. Wszystkiemu winne moje nieproporcjonalnie krótkie nóżki



Kamienie

Gra polega na kolejnym podrzucaniu 5 kamieni i łapaniu pozostałych. Z punktu widzenia współczesnej wiedzy o rozwoju dziecka, ta zabawa świetnie ćwiczy refleks, małą motorykę i pewnie kilka innych ważnych cech

Dla przedszkolaków ta gra może okazać się zbyt trudna. Jednak kiedy mój Tata grał z Romkiem w kamienie, mój syn był zachwycony, więc temat na pewno jeszcze powróci!


Kamień, nożyce, papier

Kamień wygrywa z nożycami, nożyce wygrywają z papierem, a papier z kamieniem. Regularnie decydujemy w ten sposób z Mężem, kto zmywa naczynia



Berek
zaczarowany, kucany, drewniany lub ranny

Berek jest wybierany przy pomocy specjalnej wyliczanki (pytanie za 100 punktów: pamiętacie jaka to wyliczanka? Dajcie znać w komentarzu!). Za moich czasów goniliśmy się w kilku wariantach:

• Berek zaczarowany – dziecko dotknięte przez berka zostaje „zaczarowane”, staje z szeroko rozstawionymi nogami i może zostać „oczarowane” przez inne dziecko, które pod nim przejdzie. Gra kończy się, kiedy berek zaczaruje wszystkie osoby, albo gdy dzieciaki znudzą się tym lataniem w kółko.
Berek kucany – jeśli dziecko uciekające przed berkiem zdąży kucnąć, jest uratowane.
Berek drewniany – analogicznie uratowane jest to dziecko, które zdąży dotknąć czegoś drewnianego (drzewa, ławki, płotu itd.).
Berek ranny – złapana osoba zostaje berkiem, ale goniąc dzieci musi trzymać się jedną ręką za miejsce, którego dotknął poprzedni berek.


Zabawa w chowanego

Nie będę Wam przypominać zasad, bo z pewnością doskonale je znacie. Współczesne dzieci na szczęście też Wspomnę tylko o jednym. Pomimo, że już od dawna jestem dorosła, poważna, może nawet dojrzała, z dwójką dzieci i kredytem hipotecznym, to w tym dorosłym życiu często mam ochotę krzyknąć: pobite gary!!!



Baba Jaga patrzy!

Baba Jaga stoi plecami do dzieci, a w tym czasie reszta grupy biegnie w jej kierunku. Na słowa: Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy! dziecko będące Babą Jagą odwraca się, a dzieci zastygają w bezruchu. Jeśli ktoś się poruszy, wraca na start. Wygrywa dziecko, które najszybciej dotrze do stanowiska Baby Jagi.


Gąski do domu

Z grupy dzieci wybieramy Mamę, Wilka i Gąski. Po wyznaczeniu obszaru gry z jednej strony staje Mama, z drugiej Gąski, a Wilk z boku. Gąski biegną do Mamy, a Wilk próbuje je złapać – gra kończy się gdy upoluje wszystkie. Zanim Gąski rozpoczną swój bieg, prowadzą z Mamą dialog, którego nie będę tu przytaczać – znajdziecie go w „Brulionie zabaw podwórkowych”, który polecam poniżej.


Kapsle

Zwane także wyścigiem pokoju. Kapsle przemieszcza się pstryknięciami po torze narysowanym kredą lub patykiem, a im dłuższy i bardziej skomplikowany tor, tym lepsza zabawa. No i ma się rozumieć, że kapsel nie może wyskoczyć poza linię



Piłka parzy!

Dzieci ustawiają się w kręgu, wokół osoby, która rzuca do nich piłkę. Gdy znienacka krzyknie „Piłka parzy!” nie wolno jej złapać. Jeśli dziecko z kręgu nie złapie piłki, zajmuje miejsce w środku. Jeśli nie wykaże się refleksem i złapie piłkę, odpada z gry.


Kolory

Moja ulubiona gra w piłkę z dzieciństwa! Uczestnicy stoją w kręgu i rzucają piłkę, wypowiadając nazwy kolorów. Gdy padnie kolor czarny, osoba łapiąca nie powinna złapać piłki. Są za to określone kary: gracz kolejno klęka na jedno kolano, dwa kolana, siada, a potem odpada (może się „odczarować”, kiedy złapie piłkę). 


Podchody

A to z kolei moja ulubiona zabawa z kolonii Od II klasy podstawówki aż do liceum co rok jeździłam na przeróżne kolonie i obozy, letnie i zimowe. Ileż ja się naganiałam po lasach Jury Krakowsko-Częstochowskiej!

Z dziećmi i Mężem graliśmy w nieco uproszczoną wersję (bez zadań w kopertach). Romek próbował zmylić przeciwników, kierując ich do stawu, ale Mąż i Irka jakoś się na to nie nabrali.



Kółko graniaste

Jak to leciało?

Kółko graniaste
Czterokanciaste,
Koło nam się połamało,
Cztery grosze kosztowało,
A my wszyscy bęc!

Podobno dzieci w żłobkach i przedszkolach nadal się w to bawią


Ojciec Wirgiliusz

Dzieci ustawiają się w szeregu, naprzeciwko Ojca Wirgiliusza i śpiewają o nim piosenkę. „Ojciec” przybiera pozy, które dzieci mają naśladować, a następnie ocenia, kto najlepiej wykonał to zadanie – to dziecko zostaje kolejnym „Ojcem”.


Palec pod budkę

Ten wierszyk właściwie nie był grą samą w sobie, tylko zaproszeniem dzieci z podwórka do zabawy – kto nie zdążył, nie mógł grać. A wierszyk leciał tak:
Palec pod budkę,
Bo za minutkę
Zamykam budkę
Na złotą kłódkę.
Budka zamknięta,
Nie ma klienta!




Zabawy podwórkowe, które dziś polecam, nadają się już dla przedszkolaków. To pierwsze kryterium, którym się kierowałam. A po drugie – co istotne na dzisiejszych podwórkach – można bawić się w nie już w małych grupkach. To przykre, ale współczesnym dzieciom czasem trudno znaleźć towarzyszy do zabawy.

U starszych dzieciaków, które są sprawniejsze niż przedszkolaki, świetnie sprawdzą się również inne zabawy. Pamiętacie je?
• Ziemniak
• Dwa ognie (zbijak)
• Cymbergaj
• Skakanka
• Ciuciubabka
• Komórki do wynajęcia
• Kogut i kury
• Zośka
• Gra w zielone


Książki i gry

o zabawach podwórkowych

Pomysły na zabawy podwórkowe znajdziecie w książkach, które kolekcjonuję, jako zagorzała fanka PRL-u Znalazłam nawet grę na ten temat.



„Gry i zabawy z dawnych lat”

Katarzyna Piętka
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Cena: od 22 zł

>> link do Ceneo <<

Książka, którą Katarzyna Piętka napisała dla swojej córeczki Marianki. Autorka zachęca, aby pozwolić dzieciom chodzić po drzewach, biegać boso po trawie, ścierać skórę na kolanach, brudzić się – po prostu się bawić.

Znajdziecie tu przepiękne retro ilustracje autorstwa Agaty Raczyńskiej – dokładnie takie, jak w książkach wydawanych w czasach PRL
Ta książka to prawdziwa perełka!


„Brulion zabaw podwórkowych dla każdego”

Grupa Wydawnicza Foksal
Cena: od 11 zł

>> link do Ceneo <<

Brulion z załączoną gumą do skakania Znajdziecie tu zasady wielu zabaw z naszego dzieciństwa. Co ciekawe, poszczególne strony można je wyrywać wzdłuż dziurek i wykorzystać jako szablony do gry w kółko i krzyżyk, łapki, sąsiadów, czołgi, szubienicę i składać piekło-niebo, łódkę, samoloty lub koperty z zadaniami do gry w podchody.

Wszystkie instrukcje są bardzo czytelne. Ponadto znajdziecie tu kolorowe flagi wszystkich państw, które można wyciąć i nakleić na kapsle. To niepozorna, ale bardzo pomysłowa książeczka!


„Brulion zabaw dla każdego”

Grupa Wydawnicza Foksal
Cena: od 8 zł

>> link do Ceneo <<

To podobny brulion, lecz zawiera jeszcze więcej szablonów i zabaw na niepogodę: państwa-miasta, statki, kropki, szewc, kartofel, boisko, smok i kilka innych.

Obydwie książeczki wydane są jak dawne bruliony – z płóciennym grzbietem – co dodaje im uroku



Gra memory „Zabawy podwórkowe”

Kapitan Nauka, Wydawnictwo Edgard
Cena: od 19 zł

>> link do Ceneo <<

Komplet 20 dużych kart, którymi można grać się na trzy sposoby w zależności od wieku dziecka:

Wiek 2+ Pamięć – klasyczne memory: dziecko zapamiętuje, gdzie leżą pary kart.
Wiek 4+ Spostrzegawczość – dzieci znajdują różnice pomiędzy pasującymi kartami.
Wiek 6+ Refleks – należy jak najszybciej znaleźć trzy różnice.



Jeśli zależy Wam, żeby zabawy z naszego dzieciństwa przetrwały, polubcie lub udostępnijcie ten wpis ↓ Dziękuję!


Chętnie poczytam w komentarzach jakie inne zabawy pamiętacie? Które wspominacie z największym sentymentem? W co pobawicie się z dzieciakami na najbliższym spacerze? Kto będzie Babą Jagą, a kto berkiem? Palec pod budkę, bo za minutkę…

Renia-podpis

Zerknijcie też na pozostałe teksty na temat dzieciństwa w czasach PRL:
>> „Grzeczne dziecko” w czasach PRL
>> Dlaczego nasze mamy nie karmiły nas piersią? Absurdalny schemat żywienia niemowląt w czasach PRL


Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:



Spodobało Ci się?
Będzie mi miło, jeśli polubisz lub udostępnisz ten tekst:


…albo zostawisz komentarz poniżej ↓
Dziękuję!


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Chciałabym znów być dzieckiem 🙂

  • Z wielkim sentymentem podchodzę do tych wszystkich zabaw ale dzięki temu że mam dziecko to często następuje powrót do dawnych lat ;-). Często bawimy się w berka, baba jaga patrzy czy głupiego jasia. A w niedziele np przez 2 godziny w 4 osoby (3 dorosłych i Dusia) urządziliśmy maraton w chowanego zaklepanego. W gumę też trochę skakałam bo w ubiegłym roku szkolnym u Córci w klasie wróciła na to moda tak samo jak zbieranie karteczek do segregatora.
    Te wszystkie zabawy są ponadczasowe… Tylko rodzicom musi się chcieć je pokazać

  • Alina Vilakazi

    moje dzieci uwielbiaja „stary niedzwiedz mocno spi” wiele przy tym smiechu a wiek dzieci zroznicowany 4,11,12 lat no I ja (coz moim wiekiem chwalic sie nie bede)

  • Niektóre z tych zabaw są wieczne! Szkoda, że tylu dzieci tak trudno wyciągnąć z domu

  • Jejku, przypomniałas mi moje dziecinstwo Znam wszystkie te zabawy najbardziej chyba lubiłam grać w gumę – nie raz jak nie było chetnych do zabawy to bralam dwa krzesła i skakałam do upadłego. Byłam energicznym dzieckiem i nie potrafilam długo usiedzieć w miejscu, zreszta chyba zostało mi to do dzić

  • fonia29 fonia29

    Dziękuję za ten tekst Przy starszych synach bawiliśmy się dużo w „moje zabawy” ale minęło sporo lat i mamy dziś młodego 6 latka.Część z tych zabaw mi umknęło. Także bardzo dziękuję za przypomnienie
    Pamiętam kiedyś taką sytuację jak bawiliśmy się w chowanego z synem lat 4. Akurat mój brat pakował się na wakacje i zostawił na środku pokoju walizkę. Moje dziecko schowało się do tej walizki i znudzone w oczekiwaniu na znalezienie,zasnął My przeżyliśmy koszmar szukając go w całym domu,na klatce i na podwórku,myśląc że może wyszedł z domu,już dzwoniliśmy na policję ale w ferworze poszukiwań coś mnie ta walizka zaniepokoiła i zajrzałam Dziś się z tego śmiejemy że miał najlepszą kryjówkę świata

  • Paulina Stern

    Dzięki za ten wpis właśnie zamówiłam oba bruliony dla córek które choć jeszcze maltukie mam nadzieje ze skorzystają za jakiś czas i będziemy sie wspólnie bawić. Nawet niedawno zastanawiałam się jak to się grało w tą gumę. A moze pamietacie jakieś gry w linkę?
    Pozdrawiam

Inline
Inline