Dlaczego tak tu cicho?

Jako jedyny potrafił przenieść nasze dzieci z fotelika samochodowego do domu tak, aby się nie obudziły. Na rodzinne imprezy przyjeżdżał z wielką torbą rozmaitego sprzętu do puszczania baniek mydlanych. Wszystkie dzieciaki zbiegały się i razem godzinami puszczali bańki i grali w nogę.

Potrafił wszystko naprawić i był najlepszym kierowcą, jakiego znałam. W dzieciństwie zjeździliśmy z namiotem wszystkie polskie góry i pojezierza oraz całe wybrzeże. Zaraził miłością do natury. Odziedziczyłam po nim czarne poczucie humoru, doskonałe rozeznanie w terenie i skromność. Nauczył mnie pływać, jeździć na rowerze, nartach i łyżwach. Nauczył mnie o wiele więcej, ale nie sposób tu wymienić wszystkiego.

Zmarł nagle, w środku lata, pozostawiając po sobie ogromną pustkę. Był jedną z niewielu osób, która akceptowała mnie i wspierała dokładnie taką jaka jestem, niezależnie od moich decyzji.




Cztery tygodnie temu zmarł mój Tata, nagle, niespodziewanie i przedwcześnie. To dlatego ostatnio tak niewiele dzieje się na blogu, Facebooku i Instagramie. Zastanawiałam się czy o tym pisać, ale dostałam od Was mnóstwo pytań i doszłam do wniosku, że jestem Wam winna wyjaśnienie skąd ta cisza.

Prosicie o wpisy o adaptacji w żłobku i przedszkolu, o Legolandzie i Skandynawii, o nowych ciekawych książkach dla dzieci i rozwoju motorycznym, pytacie o ebook o Montessori. Mam już szkice części z tych tekstów, ale nie mam siły ich skończyć. Od lipca nie napisałam niczego nowego, na blogu pojawiły się tylko teksty, które powstały z dużym wyprzedzeniem w ramach współprac. Stopniowo będę wracać do pisania, ale nie mogę obiecać w jakim tempie i czy będzie tak jak wcześniej.

Przepraszam za wszystkie wiadomości prywatne i maile, na które nie odpisałam – to też stopniowo nadrobię.



Jeśli jesteście ze mną od dłuższego czasu, pewnie pamiętacie Dziadka Adasia. To zdjęcie z czerwca 2017, o którym pisałam tutaj. Nikt wtedy nie przypuszczał, że został nam tylko rok.

Nie poznałam żadnego z moich dziadków, obydwaj zmarli jeszcze przed ślubem moich rodziców. Dlatego jestem wdzięczna, że Romek i Irka chociaż przez kilka lat mieli najlepszego Dziadka na świecie

Trzymajcie się, kochani, i doceniajcie każdą chwilę z bliskimi!


Renia-podpis

Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline