Zerówka szkolna, przedszkolna, a może pierwsza klasa?
Dokąd pójdzie nasz Romek? (i dlaczego?)



Pamiętacie swój pierwszy dzień w szkole?

Ja nie pamiętam dokładnie. Ale już tak mam, że kiedy bardzo się czymś przejmuję (wszystko jedno czy pozytywnie czy negatywnie), to pamięć płata mi figle. Tak było ze szkołą, ślubem, pierwszym porodem i mnóstwem innych sytuacji.

Na szczęście są zdjęcie! To mój brat i ja w 1990 roku. Zwróćcie proszę uwagę na nasze eleganckie fryzury cięte od garnka (dzięki Mamo, od razu widać rękę inżyniera!). A ten nieco szalony uśmiech… właśnie zdałam sobie sprawę po kim Romek odziedziczył mimikę!



Po tym wstępie, lekkim jak tutka ze słodyczami 2 września, pora na temat ciężki jak tornister pierwszoklasisty.

Rodzice starszych przedszkolaków stają przed dylematem: gdzie posłać dziecko? Co będzie dla niego (lub dla niej) najlepsze? Czy moje dziecko jest gotowe na szkołę? Albo raczej: czy szkoła jest gotowa na moje dziecko?

Zerówka w szkole czy w przedszkolu? A może pierwsza klasa? Do każdego z tych trzech rozwiązań mogłabym dziś wypisać długą listę argumentów „za” i „przeciw”, ale uważam, że tu nie ma „jedynego słusznego” wyboru. A wierzcie mi, że w tym roku kilka razy usłyszałam: Pani syn to pewnie zaraz idzie do szkoły? Ale jak to, dlaczego, przecież skończył już 6 lat?

Tłumaczę cierpliwie, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że to bez sensu. Zwłaszcza, gdy ktoś podchodzi do sprawy tak kategorycznie jak moje rozmówczynie. Niezależnie od tego co powiem, właśnie została mi przypięta łatka nadopiekuńczej matki, która nie chce odbierać dziecku dzieciństwa, za to bez oporów podaruje mu „gorszy start” i zaległości w porównaniu do rówieśników.

Na szczęście znam też mądrych rodziców, którzy podjęli już własną decyzję, ale jednocześnie rozumieją, że nie jest  ona taka zero-jedynkowa. To sprawa indywidualna każdego dziecka i jego rodziny. Jeśli na co dzień nie uczestniczysz w ich życiu, nie masz wystarczającej ilości informacji, aby stwierdzić, które rozwiązanie będzie dla nich najlepsze.



A teraz opowiem Wam jak to jest u nas. Romek w kwietniu skończył 6 lat, ale nie idzie do zerówki w szkole, ani do pierwszej klasy. Zostaje w zerówce w przedszkolu i nawet nie braliśmy pod uwagę innej opcji. Głównym powodem jest niepłynność mowy naszego syna, czyli potocznie zwane jąkanie. Problem pojawił się pod koniec mojej ciąży z Irenką (no dobra, tak naprawdę to z Mężem ), a potem co kilka miesięcy nasilał się lub całkowicie zanikał. Wspominałam o tym tutaj >> Cała prawda o rodzeństwie

Przyczyną mogła być oczywiście zazdrość (choć do dziś Romek nigdy jej nie okazał), ale równie dobrze mógł to być po prostu etap rozwoju syna, tylko częściowo (albo wcale) zależny od pojawienia się rodzeństwa. Kilka miesięcy wcześniej Romek zmienił żłobek na przedszkole, a to mnóstwo nowych wyzwań związanych z nauką, relacjami społecznymi i emocjami. Słyszeliśmy już przeróżne sugestie, w tym taką, że Romek jak na swój wiek ma ogromną wiedzę, bogaty zasób słownictwa i rozumie znacznie więcej niż rówieśnicy. Nie mam pojęcia ile w tym prawdy, ale wiem jedno: gdybyśmy żyli w XVII wieku, Kartezjusz mógłby brać u Romka korki ze sceptycyzmu. Jednocześnie syn ma duże problemy z ogarnięciem własnych emocji. Jasne, nikt nie wymaga od sześciolatka, aby był w pełni dojrzały emocjonalnie, ale sami widzimy, że na tle rówieśników Romek jest naprawdę wybuchowy i intensywny (pod każdym względem).

Od 2 lat konsultujemy niepłynność mowy z różnymi specjalistami: logopedami, pedagogiem, psychologiem, a nawet fizjoterapeutą. To nie jest prosta sprawa, bo każdy mówi co innego, a do tego dochodzi problem z terminami. Dopiero w tym roku udało mi się zapisać Romka do państwowej poradni na grupową terapię jąkania. Będziemy tam chodzić od września, zobaczymy z jakim skutkiem.



Wracając do tematu szkoły lub przyszkolnej zerówki: zależy mi, aby Romek nie zmieniał środowiska zanim nie poradzimy sobie z jego jąkaniem, chociaż w jakimś stopniu. W tej chwili syn nawet nie zdaje sobie sprawy, że coś jest nie tak. Przebywa w bezpiecznym, znanym otoczeniu. Nawet jeśli nie ze wszystkimi kolegami żyje w wielkiej przyjaźni, to dzieci mu nie dokuczają. Jak się domyślacie w szkole może być z tym różnie, a stres związany ze zmianą otoczenia może dodatkowo nasilić problemy z płynnym mówieniem.

Sprawę pogarsza fakt, że jąkanie może zaniknąć i wrócić po latach, w okresie dojrzewania lub silnego stresu (przeczytajcie artykuł >> Jąkanie jak alkoholizm). Jeśli w dzieciństwie problem zostanie zbagatelizowany, w dorosłym życiu będzie o wiele trudniej z nim sobie poradzić. Dlatego tak istotne jest, aby nie leczyć skutków, tylko dotrzeć do przyczyny i nauczyć się dziecko ma sobie z nią radzić, również w przyszłości.

Bardzo martwię się o Romka. Co jeśli w przyszłości kompleksy przyćmią tę jego niesamowitą energię i radość? Jest teraz taki przebojowy, odważny i pewny siebie A jednocześnie wrażliwy i impulsywny – ze wszystkimi emocjami na wierzchu.

Przyznam się Wam, że mocno to przeżywam. Dlatego będę Wam bardzo wdzięczna, jeśli podzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami. Możecie to zrobić w komentarzu lub mailem (kontakt@ronja.pl). Jeśli zetknęliście się z problemem jąkania u swoich dzieci, wśród rodziny lub znajomych, dajcie znać jak to się zaczęło, co pomogło i po jakim czasie.

Dziękuję!

Renia-podpis

Chcesz poczytać więcej?
Polub blog na Facebooku:


Udostępnij ten tekst, jeśli masz wśród znajomych Mamę, która go potrzebuje:



To Ci się spodoba:



Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline