Jedno rodzinne foto co tydzień. Wyzwanie #razem52tygodnie

Kiedy pod koniec 2017 roku opublikowałam na blogowym Instagramie i Facebooku nasze #2017bestnine (czyli zestawienie 9 zdjęć, które najbardziej polubiliście w minionym roku), zdałam sobie sprawę, że nie mamy ANI JEDNEGO zdjęcia, na którym jesteśmy wszyscy czworo.


Jutro, z dniem 1 stycznia, stanę się bezrobotna 😊 W styczniu zarejestruję się w UP (po raz pierwszy od 2008 roku, kiedy to skończyłam studia). Najwyraźniej co 10 lat historia lubi się powtarzać 😁 Jak wiecie złożyłam w pracy wypowiedzenie, ale mam kilka pomysłów na siebie i drugie tyle marzeń, których realizację odkładałam przez lata ✨💃🏼✨ ⠀ Rok 2017 był dla nas intensywny i męczący, ale jednocześnie dobry i łaskawy. Czuję w kościach, że 2018 będzie jeszcze lepszy, ciekawszy, może nawet przełomowy. Życzę Wam równie pozytywnych zmian, Kochani! ❤️⠀ ⠀ A to nasze #bestnine2017⠀ Zdjęcia, które w minionym roku polubiliście najbardziej. Dość monotonne zestawienie – „ciągle te same gęby!” 😂😎😅⠀ .⠀ .⠀ .⠀ #hannolaineny #rodzina #mojewszystko #usmiech #milosc #noszebokocham #nicminiewisi #family #howyouglow #żywotmatki #matkapolka #polskadziewczyna #instamatki #instamateczki #instarodzina #instakids #ronjaplblog

A post shared by Ronja.pl ↟ Renia Hannolainen ↟ (@ronja.pl_blog) on


Ale co tam Instagram! My nie mieliśmy ani jednego wspólnego zdjęcia w ogóle: ani na dysku, ani na karcie aparatu, ani w naszych telefonach. Okrągłe ZERO rodzinnych zdjęć przez cały rok 2017! Zawsze jedno z nas naciskało spust migawki w aparacie, a drugie ogarniało brykające dzieci, próbując uśmiechnąć się bez nerwowego szczękościsku

Te nasze wspólne chwile były i minęły. Zostawiły ślad w postaci fajnej (choć wciąż nieidealnej) relacji i kilku dobrych wspomnień. Ale za kilka lat nawet te wspomnienia zatrą się, a wiele z nich bezpowrotnie się ulotni. Trochę szkoda.

Fajnie byłoby uwiecznić nas RAZEM. A kiedyś, w dalekiej przyszłości, przeglądając te fotografie, obserwować jak zmieniało się każde z nas, jakie ulotne momenty, spojrzenia i emocje udało nam się uchwycić na tych zdjęciach.

Stąd pomysł na wyzwanie #razem52tygodnie, do którego serdecznie Was zapraszam!


Cel i „misja” wyzwania


Nauczyć się dostrzegać i utrwalać chwile spędzone razem. A w konsekwencji doceniać i celebrować rodzinny czas, nawet gdy jest on mocno „nieidealny”.

Celem NIE JEST zrobienie wszystkich 52 zdjęć. To tylko „efekt uboczny”, który na koniec roku i we wszystkich kolejnych latach będzie dla Was wyjątkową pamiątką. Widzę to tak: jeśli będziemy robić zdjęcia spontanicznie, jeśli nie będziemy się starali, aby zdjęcia były idealne, wystylizowane i upozowane – wtedy każde z nich będzie inne, opowie inną historię i pokaże cały wachlarz emocji – prawdziwe życie rodzinne.

To nie jest tak, że opuścicie jeden tydzień i już koniec, wyzwanie niezaliczone, egzamin oblany, a ja strzelam focha lub grożę Wam paluszkiem. Ba! Ja sama, pomimo że jestem inicjatorką całej akcji, nie mam pewności, czy podołam. Wierzcie mi, czasem mamy w domu takie dni, że biegam od jednego płaczącego dziecka do drugiego. A najczęściej tulę obydwoje, jednocześnie powstrzymując je, żeby się nawzajem nie podusiły. Z miłości, oczywiście Takie dni czasem zmieniają się w tygodnie i wtedy na pewno żadnego zdjęcia nie zrobimy!

W całej akcji chodzi o to, aby tych wspólnych, rodzinnych zdjęć we czworo było więcej niż w zeszłym roku, czyli więcej niż… ZERO. Każde zdjęcie to będzie nasz mały sukces.


Luźne zasady wyzwania:


1) Wyzwanie trwa przez cały 2018 rok, czyli 52 tygodnie. Możecie dołączyć w każdej chwili!

2) Przez 52 tygodnie, w dowolny dzień tygodnia pstryknijcie zdjęcie, na którym jest CAŁA rodzina, czyli Wy + wszystkie Wasze dzieci.
Wszystkie chwyty dozwolone: zdjęcia róbcie aparatem lub telefonem; w domu lub w plenerze; z pomocą samowyzwalacza, listonosza, niewinnego przechodnia lub sąsiadki, która wpadła po szklankę cukru (albo ksylitolu!); ze statywu, selfie sticka lub wymyślnej konstrukcji z krzeseł i książek.

3) Bez spiny! Nie chodzi o to, aby wykonać wszystkie 52 fotek, ale żeby tych wspólnych zdjęć było więcej niż zero – tak jak u nas w 2017 Każde się liczy!

4) Bez lukru! Nie musi być idealnie, lepiej niech będzie prawdziwie. Wszystkie stroje, miny i emocje dozwolone. Niech zdjęcia utrwalą blaski i cienie Waszego rodzinnego życia. Z każdą głupią miną, poplamioną koszulą i skrzywioną buzią będzie się wiązać Wasza historia

5) Zdjęcia mają być przede wszystkim cenną pamiątką dla Was i nie musicie ich nikomu i nigdzie pokazywać. Ale jeśli będziecie mieli ochotę opublikować je gdzieś w mediach społecznościowych, będzie mi miło, jeśli oznaczycie je jednym z hashtagów:

#razem52tygodnie
#razem52

#52razem

Wymyśliłam kilka wersji na wypadek, gdyby któraś z Was się nie wyspała Mnie zdarza się to nagminnie!

Będę regularnie monitorować te hashtagi na Instagramie i chętnie do Was zajrzę Jeśli zaangażujecie się w akcję na dłużej możecie dla porządku dodawać drugi hashtag z numerem tygodnia: #razem1tydzien, #razem24tydzien itd.

Wszystkie nasze zdjęcia będę publikować na blogowym Instagramie >> ronja.pl_blog

W tytule dzisiejszego wpisu widzicie nasze zdjęcie nr 1 :) „Pozujemy” bez specjalnej stylizacji, w naszych codziennych, domowych ciuchach. No dobra, mam makijaż, ale tylko po to, żebyście mnie poznali


Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu?


Pamiętajcie: te zdjęcia nie muszą być śliczne, idealne i upozowane. Niech lepiej będą PRAWDZIWE. Jest takie powiedzenie: z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

A ja już wolę na zdjęciu wychodzić NAJGORZEJ, a dla odmiany i kontrastu w prawdziwym życiu budować NAJLEPSZĄ, silną, pełną szacunku i szczerości relację. Czego i Wam życzę!


Weźmiecie udział w wyzwaniu?
Ile rodzinnych zdjęć udało Wam się zrobić w zeszłym roku?

Dajcie znać w komentarzu. Dzięki!

Trzymajcie się!

Renia-podpis

Nasze zdjęcia robiliśmy ze statywu, a zamiast samowyzwalacza użyliśmy apki w telefonie,
choć chwilę zajęło nam ogarnięcie jak to działa



Nie martw się, jeśli coś nie wyjdzie: zrobisz głupią minę albo ktoś ucieknie z kadru…



…bo pod koniec roku będzie z czego wybierać!



Polub lub udostępnij ten artykuł:


…albo zostaw komentarz poniżej ↓
Dziękuję!





To również może Cię zainteresować:

Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline