SONY DSC
Skandynawski Czwartek #7
To ostatni dzwonek na żurawiny i borówki! Jesienny skarb, który świetnie podnosi odporność. Spróbujcie zrobić w domu bardzo prosty napój o oryginalnym, północnym smaku. 


Składniki

1/2 kg żurawin lub borówek
Cukier do smaku: od 1/2 do 1 szklanki – zamiast cukru możecie użyć Waszego ulubionego zastępnika (świetnie sprawdzi się ksylitol, miód, syrop z agawy lub daktyli)
3 litry wody

SONY DSC


Wykonanie

• Żurawiny (lub borówki) przebrać i starannie, kilkakrotnie opłukać.
• Wrzucić owoce do garnka i rozdrobnić blenderem ręcznym, tzw. żyrafą (jeśli nie posiadacie blendera, możecie to zrobić np. tłuczkiem do ziemniaków).
• Zalać owoce zimną wodą, doprowadzić do wrzenia i od razu zdjąć z palnika.
• Przecedzić przez sito, aby pozbyć się skórek i miąższu.
• Dodać od 1/2 do 1 szklanki cukru (lub dowolnego zastępnika), próbując czy napój jest tak słodki, kwaśny lub cierpki jak sobie wymarzyliście

• Schłodzić, pić ze smakiem i nie krzywić się!

SONY DSC


Jak powstał przepis?

To tradycyjny napój, bardzo popularny zarówno w krajach skandynawskich, jak i w Karelii (skąd pochodzi mój Mąż), gdzie znany jest pod nazwą mors. Jest produkowany z żurawin, borówek lub czarnych jagód. Gotuje się go w domach, sprzedawany jest także w sklepach, w kartonach lub butelkach.

Mąż wspomina, że wszystkie dzieciaki piły domowy mors, kupny sok z brzozy lub kwas chlebowy. Dzieci nie znały słodkich napojów gazowanych, ani nawet soków w kartonach – to były czasy!

Warto wspomnieć, że taki kompocik z żurawin i borówek świetnie wspomaga odporność i jest rewelacyjnym źródłem witaminy C. Ekhm, poza tym żurawina jest zbawienna dla kobiet ze skłonnościami do zapalenia pęcherza. To tyle w kwestii „skutków ubocznych”


podpis05_200px cut

 

 



Wpis powstał w ramach cyklu Sezonowa Szmuglerka, który ma na celu bardzo niecne praktyki, a mianowicie przemycanie małym i dużym niejadkom sezonowych warzyw i owoców :)
Wszystkie PRZEPISY NA PAŹDZIERNIK możecie znaleźć
TUTAJ.

Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Musze koniecznie wypróbować. Ja żurawinę jem suszoną.

  • Nigdy takiego nie piłam, wygląda świetnie.

  • U mnie z żurawiny będzie nalewka, już stoi i się „przegryza”. A tak po za tym pierwszy raz w tym roku miałam okazję jeść surową żurawinę.

  • Chętnie spróbowałabym tego morsa ;). Ja żurawinę codziennie dorzucam do owsianki na śniadanie i uwielbiam :). A słodkawo-cierpki smak mi akurat bardzo pasuje

  • Fajny ten soczek;)

  • Już wiem, że dla mnie będzie za słodkie od dawien dawna nie dam rady pić kompotów, napojów i soków z dodatkiem cukru. Dziwne nie ?:P Nie dosładzam

    • My też nigdy nie słodzimy herbaty, kawy itd., ale żurawiny są tak kwaśne i cierpkie, że bez cukru nie do przełknięcia. Ilość cukru, którą tu podałam (1/2 szklanki na około 4 litry napoju) jest naprawdę minimalna – napój nie jest słodki, ale też nie wykręca gęby
      Niemniej zachęcam do eksperymentu pod szyldem „mors żurawinowy sugar-free”. Koniecznie podziel się doświadczeniami, selfie też nie zaszkodzi :)))

Inline
Inline