Potrafisz

Nigdy nie przypuszczałam, że macierzyństwo to taka gama odczuć: od tych najbardziej szlachetnych i wzniosłych, po te najniższe, trudne do zaakceptowania, do których wstyd się przyznać nawet przed samą sobą.

Pamiętasz, jak to było zanim zostałaś mamą? Kiedy tak czekałaś, zarzekałaś się, że nie zapomnisz o sobie… albo wręcz przeciwnie: że oddasz wszystko, byleby upragnione dziecko już się pojawiło!

Różne są te nasze macierzyńskie historie. Bywamy radosne i beztroskie, ale też spięte i nadopiekuńcze. Zwłaszcza, gdy długo starałyśmy się o dziecko, albo straciłyśmy ciążę. Dotyczy mnie jedno i drugie, więc wiem, jakie to trudne nie trząść się potem nad dzieciakami. Pamiętasz, jak było u Ciebie?

A potem ten szok, kiedy zrozumiałaś, że życie już nigdy nie będzie takie samo.

Na jakiś czas zapomniałaś o całym świecie, jak w rozbujanym hamaku. Zatraciłaś się, a całkowite dostosowanie się do potrzeb dziecka sprawiło, że zniknęłaś. Przestałaś być sobą, przynajmniej na jakiś czas. Zapomniałaś, że przede wszystkim jesteś kobietą, nie tylko mamą.

Potem przychodzą te wszystkie te paradoksy: jesteś potwornie zmęczona, ale tęsknisz za maluchem, kiedy śpi. Nie wspominając o tym, że sprawdzasz czy oddycha.

Gdzieś tam obiło Ci się o uszy, że miłość matki jest bezgraniczna… bla bla bla… ale brzmiało to jak pusty frazes, zanim sama tego nie doświadczyłaś. Nie zdawałaś sobie sprawy, że można kochać TAK mocno i z takim oddaniem. Co nie zmienia faktu, że po jakimś czasie marzysz, aby wrócić: do ludzi, do pracy, do dawnej siebie. A jednocześnie nie oddałabyś za nic tego skarbu nieustannie wiszącego Ci na szyi, piersi, nodze… Bo nic nie zastąpi tego zadziornego uśmiechu, który w jednej chwili jest w stanie odczarować matczyny gniew i rozczulić największą twardzielkę.

Na początku świat może poczekać. Pępowiny już nie widać, ale nadal jesteś zrośnięta z „nieodkładalnym” dzieckiem i odkładasz wszystkie potrzeby (swoje i innych) na bliżej nieokreśloną przyszłość. Ale jak długo potrafisz utrzymać ten stan? Jak długo będziesz bohaterką, która bimba na nieprzespane noce, niezjedzone śniadanie, niezrobione siku?

Euforia jest jak paliwo – kiedyś bak będzie pusty. Z każdym miesiącem, rokiem, z każdym kolejnym dzieckiem, jesteś coraz miej skłonna do odkładania na później. Bezgraniczne oddanie zastępuje narastająca frustracja i bolesna świadomość, że to pozornie bezgraniczne oddanie ma jednak swoje granice.

Ta euforia to najpiękniejsze turbo paliwo, które pozwala Ci przetrwać pierwsze miesiące i lata. Ale nie dalej jak w okolicy drugich urodzin dziecka dopadnie Cię kryzys. Niepokojąca myśl, że dłużej tak NIE POTRAFISZ.

Jakakolwiek jest historia Twojego macierzyństwa, chcę Ci dziś powiedzieć jedno: POTRAFISZ.

Poukładasz to wszystko, nauczysz się! To wymaga czasu. Pomyśl o macierzyństwie jak o placu budowy: jako córka inżynierów wiem, że zanim powstanie droga, lotnisko, tunel metra, na placu budowy jest najpierw jedna wielka rozpierducha Tak samo jest z macierzyństwem!

Poukładanie siebie jest trudne, bo nigdy wcześniej i nigdy później nie zalewa nas takie tsunami skrajnych emocji. Emocji, z którymi wcześniej nikt nawet nie uczył nas pracować. To lekcja, którą musimy odrobić same. Szkoda, że 45 minut nie wystarczy. To wiele lat, kiedy jesteś jak najbardziej wkurzające puzzle – taki najtrudniejszy do ułożenia widoczek morskich fal albo poruszanych wiatrem listków. I tak jak te puzzle po porodzie rozsypujesz się na tysiąc fragmentów, a potem mozolnie odbudowujesz siebie, kawałek po kawałeczku.

A obok tych trudnych emocji i wyzwań, macierzyństwo to przede wszystkim jedyna w swoim rodzaju lekcja bezwarunkowej, totalnej miłości. Miliard razy stracisz cierpliwość i wiarę w siebie – będziesz pewna, że oblałaś ten egzamin… ale POTRAFISZ.

To potrwa zanim zauważysz, że dziecko nie było przeszkodą, ciężarem, kulą u nogi, tylko czterolistną koniczynką i kosmiczną siłą napędową, dzięki której rozwinęłaś się jak nigdy wcześniej. Niekoniecznie w swojej branży, chyba że jest nią człowieczeństwo

I dopiero gdy sama zostałaś Mamą, zrozumiałaś własną Mamę. Byłaś pewna, że to się nigdy nie stanie, że NIE POTRAFISZ… a jednak!

Już teraz zaczynasz rozumieć, że jako matka zrobisz wszystko, aby Twój syn lub córka byli szczęśliwi… ale nie zawsze tak będzie. W końcu się z tym oswoisz, nawet gdy za każdym razem serce będzie pękało jak dziesiąta szklanka, którą dziecko rozbiło dziś rano.

A kiedy choćby na chwilę odnajdziesz harmonię, będzie pięknie! Wiesz jak długo drżałam przed każdym rodzinnym weekendem, a potem zaciskałam zęby, aby go przetrwać? Prawie dwa lata zajęło mi, aby nauczyć się doceniać ten czas.

I nie wystarczyła „zmiana myślenia”, bo to nie była kwestia nastawienia czy elastyczności. Och, jaka ja byłam elastyczna! Jak guma w poporodowych majtkach Ale to nie wystarczało moim dzieciom. Cokolwiek robiliśmy (lub czegokolwiek NIE robiliśmy), zawsze kończyło się płaczem, najczęściej w duecie. To nasze dzieci musiały dojrzeć, dogadać się i przejść swoje najtrudniejsze okresy rozwojowe, aby przestać rujnować nasze plany. Czasem po prostu „wystarczy” przeczekać

Tymczasem poprzeczka tkwi wysoko i ani drgnie. Oddałaś już tak wiele swojej przestrzeni, energii, czasu – tak wiele swojego życia i wolności… a nadal NIE POTRAFISZ! Nie potrafisz przeżywać macierzyństwa lekko, radośnie i z uśmiechem. Bo podobno tak to robią ogarnięte mamy?

Ogrom cierpliwości i empatii, stawianie granic, analizowanie potrzeb dziecka, raz ograniczanie, a raz dostarczanie bodźców, pielęgnowanie więzi i poczucia własnej wartości, opisowe pochwały, rozmowy o uczuciach, praca z emocjami… to wszystko wydaje się takie nieosiągalne! Zwłaszcza, kiedy Twoim największym sukcesem jest fakt, że dotrwaliście do wieczora w jednym kawałku. Jakoś. Cieszysz się z tego, i słusznie!

Dać nowe życie… gdyby to było takie proste! A tak naprawdę wtedy dopiero się zaczyna się jazda. Wszystko jedno czy byłaś gotowa na macierzyństwo czy nie – zaskoczyło Cię, że tak wielu rzeczy NIE POTRAFISZ.

Odnalezienie spokoju i harmonii potrwa. Czasem trzeba pogodzić się z myślą, że przez najbliższe kilkanaście lat po prostu ich nie odnajdziesz. Zwłaszcza, gdy masz dzieci w wieku tak różnym, że „zawsze coś”.

Chcę Ci obiecać jedno: będzie trudno, być może po drodze będziesz potrzebować wsparcia, wskazówek, szerszego spojrzenia, na pewno będziesz potrzebować mnóstwo odpoczynku, totalnego resetu i czasu dla siebie. Ale cokolwiek się wydarzy, to Ty kochasz, znasz i rozumiesz  swoje dzieci jak nikt inny. To Ty byłaś, jesteś i będziesz najlepsza matką dla swoich dzieci.

POTRAFISZ.

Potrafisz to i znacznie więcej!


Udostępnij ten tekst, jeśli masz wśród znajomych Mamę, która go potrzebuje:



Trzymajcie się!

Renia-podpis

Chcesz poczytać więcej?
Polub blog na Facebooku:

To Ci się spodoba:



Fot. tytułowa: pexels.com

Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline