Jak odstawiłam córkę od piersi po pierwszej nieudanej próbie

Wszystko jedno jak długo karmisz piersią, w końcu przychodzi taki moment, kiedy zaczynasz myśleć o odstawieniu. WHO nie wskazuje granicy karmienia piersią, skład pokarmu zmienia się wraz z potrzebami małego ssaka i z piersi nigdy nie leci „sama woda”, więc idealny moment na odstawienie nie istnieje.

Od czego zależy więc długość karmienia piersią? Od decyzji dziecka, które czasem samo rezygnuje z piersi. A także od decyzji matki, która bierze pod uwagę nie tylko dobro dziecka, ale również swoje (które jest równie ważne w myśl hasła „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”).

Ja założyłam sobie, że jedno i drugie dziecko będę karmić do drugiego roku życia (poniżej wyjaśnię dlaczego), ale trochę się przeciągnęło

Niecałe dwa tygodnie temu zakończyłyśmy z Irenką karmienie piersią. Oczywiście chciałam zakończyć naszą „mleczną drogę” jak najłagodniej i w duchu rodzicielstwa bliskości. A musicie wiedzieć, że pierwsze podejście do odstawienia miałyśmy już w marcu, ale wtedy się nie udało. Opowiem Wam dziś jak to u nas wyglądało.


Próba nr 1

Na przełomie lutego i marca wyjechaliśmy na narty. Irka jako wyrośnięty egzemplarz high need baby bardzo przeżywa wszelkie wyjazdy. Do tego stopnia, że nie je. Pewnie jest to jakiś głęboko zakorzeniony antropologiczno-ewolucyjny atawizm, aby nie próbować nowych rzeczy w nieznanym środowisku. Albo po prostu klasyczny cycoholizm Tym razem też tak było i podczas wyjazdu pożaliłam Wam się na Facebooku, że o ja głupia, myślałam, że odstawienie tuż tuż, a tymczasem Irka na wyjeździe zajada tylko „tuti” i jabłka.

Kolejnego dnia Irkę dopadła jelitówka, zatrucie czy inne cholerstwo. Wymęczyło i przenicowało naszą biedulkę na obydwie strony. Prawdopodobnie złapała to paskudztwo w sali zabaw w naszym hotelu, która była super sprawą dla rodziców z maluchami, ale jednocześnie – basen z kulkami to zdradziecka wylęgarnia choróbsk.

Podczas zatrucia karmiłam Irkę kilka razy, ale w niedzielę już nie chciała piersi. Po chorobie apetyt wrócił, ale ochota na „tuti” już nie. Postanowiłam pójść za ciosem i nawet specjalnie jej nie namawiałam. Myślałam, że odstawienie stało się faktem, ale po powrocie do zdrowia, Warszawy i normalnego rytmu dnia, Irka znów przypomniała sobie o „tuti”, a ja nie miałam serca jej odmówić ze względu na niedawno przebytą chorobę.

Choroba to zły moment na odstawienie. U nas to była w pełni inicjatywa Irki. Ja początkowo nalegałam, wielokrotnie w ciągu doby proponowałam jej pierś, ale kiedy gorączka spadła, a Irka zaczęła jeść i pić, puknęłam się w łepetynę: kobieto, to jest Twoja szansa! Jeśli dziecko podejmie decyzję o samoodstawieniu to super, ale w pozostałych przypadkach lepiej nie odstawiać dzieci w czasie choroby. Tym bardziej w czasie zatrucia czy grypy żołądkowej, kiedy karmienie piersią często jest najlepszym (lub wręcz jedynym) sposobem, aby nawodnić i odżywić organizm dziecka.



Próba nr 2,
czyli jak „to” zrobiłam?

W zeszły weekend wyjechałam na dwie noce na konferencję branżową do Łodzi, a Irka została w domu z Tatą i Romkiem. Obyło się bez zaklejania piersi plastrem i smarowania musztardą lub żelem przeciwko obgryzaniu paznokci. Nie było też przekonywania Irki, że „jest już za duża na karmienie”. W jej przypadku taka gadka byłaby bezcelowa, bo Irka twierdzi, że jest „malutka” i nie pogadasz

Co podziałało? Spokojna rozmowa i zaufanie. Kilka dni przed wyjazdem mimochodem zapytałam Irenkę czy wie, że dzieci nie piją z „tuti” przez całe życie. Dodałam, że wkrótce wyjeżdżam na dwie noce, więc może kiedy wrócę, Irka też już nie będzie chciała pić mleka, tylko się przytulać. Córka na to ochoczo kiwała głową

Potem jeszcze przez kilka dni wspominałam o tym, żeby sobie utrwaliła (ale już tak dosłownie jednym zdaniem, bez wałkowania tematu). Irka kiwała głową i już.

Po moim powrocie pamiętała o naszej „umowie”. Zresztą była zachwycona moim powrotem: ściskała , że mnie za szyję, dotykała twarzy, dokładnie oglądała i „podziwiała” moje włosy, nos, usta, zęby itd. Mega wzruszające


Zaufanie

Oczywiście, że się bałam. Moje dzieci należą do kategorii cycoholików, totalnie zakochanych w „tuti”. Takich, co to nie tylko piją mleczko, ale z piersiami mamy rozmawiają, tulą, śpiewają im (!) i traktują trochę jak odrębne byty, niezależne od matki. Nie raz i nie dwa miałam ochotę odczepić cycki wyjść do drugiego pokoju.

Z odstawieniem mogło być różnie. Psychicznie byłam więc przygotowana na złość, histerię i szarpanie bluzki. Ale jednocześnie miałam ogromne zaufanie do córki i łączącej nas więzi. Irenka przez większość życia była high need baby, przyklejonym do mnie na amen. Nigdy nie uśmiechała się do obcych, sprawiała wrażenie wiecznie naburmuszonej, w towarzystwie totalnie nieufna, obserwująca otoczenie z kamiennym wyrazem twarzy lub marsowym czołem.

Jednak dzięki wspierającemu wychowaniu i podejściu „nic na siłę” zaczęła się otwierać i dziś jest to zupełnie inne dziecko. Rozkręciła się, potrafi złapać głupawkę i śmiać się do rozpuku, a wśród dzieci walczyć o swoje. Nie zawsze dobry przykład brany z Romka oraz towarzystwo dzieci w żłobku z pewnością też się do tego przyczyniły.


Wybierz odpowiedni moment

Nie bez znaczenia jest fakt, że wybrałam dobry moment na odstawienie. Irka prawdopodobnie zakończyła jeden ze skoków rozwojowych i przez kilka ostatnich tygodni jest w iście szampańskim humorze. To na pewno pomogło. Warto obserwować dziecko i podjąć próbę odstawienia właśnie w takim „słonecznym oknie” rozwoju dziecka. Każdy maluch ma lepsze i gorsze okresy i nie warto łączyć odstawienia od piersi z inną poważną zmianą np. jednym ze skoków rozwojowych, pożegnaniem ze smoczkiem, odpieluchowaniem, adaptacją w żłobku, narodzinami rodzeństwa itp.

Dlatego warto ufać w to, co łączy Ciebie i dziecko. Bo nawet jeśli przez ostatnie miesiące i lata myślałaś, że jesteś dla niego tylko parą cycków na dwóch nogach, to łączy Was znacznie więcej!


Jak zatrzymać laktację?

Nastąpiło dość bezboleśnie, na zasadzie: nie ma popytu, nie ma podaży. Dlatego naprawdę lepiej wyjechać, co najmniej na 1-2 noce. Nie tylko po to, aby dziecka „nie kusiło”, ale też, żebyś Ty go nie słyszała i nie widziała. Nie wiem czy tak jest u wszystkich karmiących mam, ale u mnie płacz dziecka połączony z rozmaitymi stresującymi sytuacjami zawsze skutkował nadprodukcją i zastojami. Przez ostatnie 2,5 roku co najmniej raz w miesiącu miałam zastój pokarmu i już nauczyłam się z tym żyć (tu przeczytasz artykuł na ten temat).

Podczas wyjazdu niezawodny okazał się tu laktator i napar z szałwii, który piłam 3-4 razy dziennie. Poszło błyskawicznie, bo po pierwszych 24 godzinach poza domem odciągnęłam 150 ml pokarmu, a po 48 godzinach już niecałe 50 ml. Pokarm należy odciągać tylko do uczucia ulgi, żeby nie zwiększać produkcji.

W sumie przez 2 tygodnie, które minęły od odstawienia użyłam laktatora tylko 4 razy i już więcej nie planuję (podaję te liczby jako przykład, u Was wyciszenie laktacji może przebiegać nieco inaczej, więc stosujcie według potrzeb ).


odstawienie dziecka od piersi


A może poczekać, aż dziecko samo się odstawi?

Łącznie karmiłam dzieci prawie 5 lat, każde przez 2 lata i 5 miesięcy. Wiem, że niektóre karmiące mamy czekają, aż dziecko samo się odstawi. Podziwiam je za świetną kondycję i samozaparcie (podobnie jak mamy, które karmią w tandemie lub rodzą dzieci rok po roku), ale przyznaję się bez bicia, że ja nie miałam tyle cierpliwości.

W teorii wiedziałam, że samoodstawienie jest możliwe, ale w praktyce nie wierzyłam, że kiedykolwiek nastąpi Owszem, znam mamy, których dzieci zrezygnowały z piersi w 9 czy 11 miesiącu życia, ale wydawało mi się, że jeśli moje dzieci tego nie zrobiły, to pozamiatane, będą pić do osiemnastki!

U nas liczba karmień niestety nie malała, do końca było to 2-4 karmień w nocy plus co najmniej 2 w ciągu dnia.


Przesypianie nocy

Trudno w to uwierzyć, ale zanim nie odstawiłam Irki od piersi, nie przespała ani jednej nocy w swoim życiu. Budziła się na karmienie przez 2 lata i 5 miesięcy. Co noc budziła się na karmienie od 2 do 4 razy. Kto by nie skorzystał?

Kiedy wyjechałam na weekend to były dwie pierwsze noce w życiu Irki, które w całości przespała Od odstawienia minęły już prawie 2 tygodnie i w tym czasie obudziła się tylko raz, więc pomału się przyzwyczajamy, choć jeszcze niedowierzamy.

Jedyna różnica polega na tym, że wcześniej Irka spała do 8, a teraz tylko do 6. W pierwszych dniach po odstawieniu próbowałam namówić ją, żeby jeszcze pospała, ale wtedy przypominało jej się karmienie i rączka wędrowała w kierunku „tuti”, bo wcześniej tak właśnie zasypiałyśmy. Zaczynamy dzień 2 godziny wcześniej, no ale trudno! Jestem w stanie ponieść tę cenę

W III trymestrze ciąży też nie spałam, ale pomijając te 32 miesiące, kiedy to nie przespałam w całości ani jednej nocy…


Karmienie mnie nie ogranicza

Karmienie nie kolidowało z moim powrotem do pracy. Gdy Romek miał 6 miesięcy wróciłam na cały etat i karmiłam go przez prawie 2,5 roku. W przypadku Irki byłam cały czas aktywna zawodowo – podczas „urlopu” macierzyńskiego i wychowawczego cały czas robiłam jakieś zlecenia. Tak więc karmienie w żaden sposób mnie nie ograniczało.

Za winkiem też nie tęskniłam Od ponad 10 lat w ogóle nie piję alkoholu, więc temat dla mnie nie istnieje.

Jednak muszę przyznać, że karmienie zabiera czas i energię, a mały ssak wysysa z organizmu matki to co najlepsze W przypadku starszego syna po 2,5 roku kp czułam się kiepsko, totalnie wyeksploatowana. Wprawdzie odżywiam się zdrowo, ale bardzo nieregularnie, a podczas karmienia jem dwa razy większe porcje i mam mega apetyt na słodycze. Od drugiego porodu minęło prawie 2,5 roku, a ja nadal noszę 10 kg nadbagażu. Mam nadzieję, że po odstawieniu Irki zadbam o swoje zdrowie tak, jak tego wymaga.


Karmienie piersią to mój osobisty sukces

Karmienie uważam za piękne i praktyczne. Coś, o co warto powalczyć. W klasie maturalnej miałam operację lewej piersi – wycięto z niej duży guz i przez te wszystkie lata martwiłam się czy w przyszłości będę mogła karmić piersią.

Będąc w obydwu ciążach robiłam wszystko, aby urodzić naturalnie, ale dwukrotnie skończyło się na cesarskim cięciu. Straszono mnie, że po cc trudniej rozkręcić laktację, ale udało się bez problemu, z tym, że żadna w tym moja zasługa To Romek i Irka od początku wiedzieli co robić.

Później, gdy karmiłam Romka nie miałam żadnych problemów. Podczas karmienia Irki co najmniej raz w miesiącu zdarzały mi się zastoje (pisałam o tym tutaj). Tak czy siak uważam moje karmienie za mój osobisty sukces. Jestem szczęściarą.


Kolejne poziomy bliskości

Być może teraz wsadzę kij w mrowisko (taki cienki patyczek na samym skraju kopca), ale nie uważam, że karmienie piersią to najwyższa forma bliskości, coś magicznego i niezwykłego. Traktuję karmienie jako coś bardzo praktycznego, wygodnego i naturalnego. Natomiast jeśli chodzi o bliskość i budowanie relacji z dzieckiem – wachlarz możliwości jest ogromny. Dlatego niepokoiłam się, gdy Irka w każdej trudnej sytuacji prosiła o „tuti”. To z pewnością doskonała forma na pocieszenie dziecka, ALE:

Bez dwóch zdań ogranicza kontakt dziecka z tatą, babcią, dziadkiem itd. Gdy dziecko karmione piersią ma w zasięgu wzroku matkę, w trudnej sytuacji zawsze zwróci się do niej. A raczej do jej biustu A przecież fajnie, aby wzmacniało relację z pozostałymi członkami rodziny, przekonując się, że tata, babcia i dziadek też potrafią świetnie pocieszyć.

Najbardziej kontrowersyjny punkt dla zwolenniczek karmienia piersią (za którą sama się uważam): czy pocieszanie dziecka piersią nie przyczynia się do kształtowania niebezpiecznych nawyków żywieniowych? Do pocieszania się jedzeniem? Jeśli macie dostęp do wiarygodnych badań i opinii ekspertów na ten temat, dajcie znać, chętnie przeczytam.

Kolejna sprawa to budowanie relacji. O tym mało się mówi i pisze, ale zauważyłam, że nawet gdy proponowałam inne sposoby, to dopóki karmiłam Romka i Irkę, oni zawsze wybierali kp jako sposób na przytulenie się, wyciszenie się, ukojenie emocji itd. To nie jest złe, ale z czasem warto wyjaśnić dziecku, że mama jest fajna nawet bez mleka Chciałabym „pójść dalej” i budować relację z córką na gruncie innym niż karmienie.

Tyle spraw praktycznych. A co z emocjami?


Emocje po odstawieniu dziecka od piersi

Karmienie piersią nie tylko było najlepszym rozwiązaniem dla zdrowia moich dzieci, ale też ratowało tyłek takiej nieogarniętej, wiecznie zmęczonej i zapominalskiej matce jak ja Wielokrotnie powtarzałam, że podziwiam mamy, które ogarniają logistykę karmienia butelką.

Na pewno przeżywam to bardziej niż Irka. Dlatego, że czas tak szybko zleciał i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że już nie będę karmić piersią. Taki paradoks: dni się dłużą, ale lata pędzą jak szalone. W kolejnych latach dzieci z pewnością zapewnią mi masę wrażeń. To jasne, że koniec karmienia to nie koniec rodzicielstwa ;) Jest wzruszenie, sentyment i mały smutek, ale też ogromna, rozpierająca radość i duma, że poszło tak gładko i bezboleśnie.

Z przyjemnością zacznę znów nosić bieliznę i koszule nocne nie uszyte z myślą o karmieniu Otarłam już łezkę żalu. Można gratulować! To co, teraz już tylko wojaże, tatuaże i hulaj dusza piekła nie ma?


Jak zakończyłyście karmienie piersią? Lub jak planujecie je zakończyć?
Czy W Waszym przypadku to była decyzja mamy, dziecka czy wspólna?
Dajcie znać w komentarzu!


Udostępnij ten tekst, jeśli masz wśród znajomych Mamę, która go potrzebuje:



Miłego dnia!

Renia-podpis

Chcesz poczytać więcej?
Polub blog na Facebooku:

To Ci się spodoba:



Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline