Naturalnie po cesarce? To możliwe! Ciąża
Czy znacie skrót VBAC? To „Vaginal Birth After Caesarean”, czyli poród drogami natury po porodzie przez cesarskie cięcie.
Wśród lekarzy, a co za tym idzie – wśród wielu nieświadomych pacjentek, wciąż pokutuje przekonanie, że jeden poród cc determinuje wszystkie kolejne. Czy rzeczywiście tak jest?

Lekarze ginekolodzy jak mantrę powtarzają hasło „Jeden raz cesarskie cięcie – zawsze cesarskie cięcie”. Jednak kiedy pociągniemy ich za język, część z nich przyzna, że jest to duże uogólnienie i poświęci czas, żeby wyjaśnić Wam, skąd się ono wzięło.

„Jeden raz cesarka – zawsze cesarka”. Ile w tym prawdy? Całkiem sporo. Poród siłami natury (dalej „poród sn”) po cesarskim cięciu JEST MOŻLIWY, ale obwarowany wieloma dodatkowymi warunkami, znacznie bardziej surowymi, niż w przypadku kobiety, która rodzi po raz pierwszy lub która poprzednie dzieci urodziła siłami natury.


Check lista

Jeśli miałaś cesarskie cięcie, a bardzo zależy Ci, aby kolejne dziecko urodzić siłami (i drogami) natury, oto warunki, które musisz spełnić:

• Cesarskie cięcie, które u Ciebie wykonano powinno być cięciem poprzecznym, w dolnym odcinku macicy (takie umiejscowienie blizny jest najmniej ryzykowane, biorąc pod uwagę „pracę” macicy podczas planowanego porodu sn)

• Blizna po cc powinna być odpowiednio gruba (minimum 3,5 mm).
Zalecenie to wynika bezpośrednio z ryzyka rozejścia się blizny po cesarskim cięciu i pęknięcia macicy, podczas wysiłku i napięcia, jakim dla mięśni macicy jest praca podczas porodu sn.
Jednak spokojnie – przy zachowaniu odpowiedniego odstępu pomiędzy kolejnymi ciążami, zdarza się to niezwykle rzadko! Według najnowszych badań ryzyko pęknięcia blizny wynosi zaledwie 0,5 %, natomiast 72-75 % podjętych prób VBAC kończy się sukcesem [źródło: Royal College of Obstetricians and Gynaecologists].

• Odstęp pomiędzy kolejnymi ciążami wynosi co najmniej 18 lub 24 miesięcy (źródła podają tu różne wartości, więc prawdopodobnie wytyczne Twojego lekarza również uplasują się w tych granicach)

• Ciąża powinna być pojedyncza (ciąża mnoga stanowi przeciwwskazanie do VBAC)

• Waga dziecka powinna wynosić poniżej 4 kg (czyli brak makrosomii płodu)

• Zalecane położenie podłużne główkowe dziecka (przeciwwskazanie stanowi położenie miednicowe i poprzeczne)

• Nie wystąpiły powtarzalne wskazania, które zadecydowały o cc w poprzedniej ciąży (np. nieprawidłowa budowa miednicy, kanału rodnego, nadciśnienie ciążowe grożące wystąpieniem stanu przedrzucawkowego i inne)

• Nie wystąpiło łożysko przodujące

• Poród odbywa się w terminie: ciąża jest donoszona (wiek ciążowy >37 tygodni), a zarazem nie jest przenoszona (wiek ciążowy <40 tygodni)

• BMI matki nie powinno przekraczać 30 (otyłość)

• Przeciwwskazaniem jest również zaawansowany wiek matki, lecz tu nie udało mi się znaleźć konkretnej „granicy wieku”


Pokaźna lista, prawda? Wcale nie tak łatwo spełnić wszystkie te warunki łącznie.

naturalnie-po-cesarce-01

Fot. Nana B Agyei (CC)


Bezpieczeństwo

VBAC traktowany jest jako poród podwyższonego ryzyka. Tak naprawdę powinniśmy mówić o PRÓBIE porodu waginalnego po porodzie przez cesarskie cięcie.

Jeśli ta próba się nie powiedzie, personel szpitala jest w pogotowiu – stale monitoruje stan matki i dziecka i jest gotowy na nagłe cesarskie cięcie (wynika to z rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego).

Jak wynika z cytowanych powyżej wyników badań Royal College of Obstetricians and Gynaecologists u wielu kobiet podjęta próba VBAC kończy się sukcesem.

Warto próbować! Ale, ale – tylko nie za wszelką cenę!


Za wszelką cenę?

Ja sama do niedawna byłam na maksa nakręcona na poród naturalny. Poznałam wszystkie jego niepodważalne zalety już w pierwszej ciąży, która niestety zakończyła się cesarskim cięciem (historia mojego porodu tutaj > klik). Byłam tym bardzo rozczarowana. Czułam, że moje ciało mnie zawiodło i obawiałam się, czy Synek nie będzie z tego powodu pokrzywdzony. Przecież wszyscy trąbią, że poród sn to „lepszy start” dla dziecka.

Już wtedy wiedziałam, co to VBAC i oczywiście postanowiłam sobie, że kolejne dziecko MUSZĘ urodzić w ten sposób. Za wszelką cenę, z uporem maniaka wierzyłam w to od 2012 roku. Jednak w miarę rozwoju drugiej ciąży moje szanse na VBAC maleją, a i ja nie patrzę na kwestię porodu sn tak ortodoksyjnie ;)

Bardzo pomogły mi mądre słowa jednej z Czytelniczek bloga (pozdrawiam serdecznie!). W przypadku wyraźnych wskazań medycznych nie warto upierać się przy porodzie drogami natury – ani przy decyzji o pierwszym cc, ani przy kolejnych. Gosia znalazła się w podobnej sytuacji i opisała mi swoją historię. W przypadku Gosi wskazaniem co cc było położenie miednicowe jej Synka. Ginekolog kwalifikujący ją do porodu, dał jej wybór pomiędzy sn a cc, bardzo rozsądnie dodając: Proszę pamiętać, że ma Pani w brzuchu zdrowego chłopca. Czy warto ryzykować poród naturalny wysokiego ryzyka „dla sprawy”?

Nie warto. Pomimo wszystkich niepodważalnych zalet porodu sn, biorąc pod uwagę pozostałe komplikacje wiążące się z VBAC – nie warto.


Rola pozytywnego nastawienia rodzącej

Nie zgodzę się, że decydującą rolę odgrywa tu nastawienie psychiczne przyszłej mamy (zwolenniczki VBAC głoszą w sieci, że przeszkody i źródła komplikacji leżą w psychice rodzącej, a pozytywne nastawienie psychiczne jest ważniejsze niż ww. wskazania medyczne).

Cóż, ja wciąż jestem bardzo pozytywnie nastawiona do porodu siłami natury. Jednak ani moje pozytywne nastawienie, ani sumienne przestrzeganie zaleceń lekarzy, nie są w stanie:
• w cudowny sposób powstrzymać makrosomii dziecka
• namówić córki, żeby z łaski swojej nie wylegiwała się w poprzek macicy
• albo „naprawić” mojego rozhulanego spojenia łonowego (klik > Najgorsza dolegliwość ciążowa, której możesz uniknąć).

Będę podwójną mamą, więc nie zaryzykuję pobytu w szpitalu i przykucia do łóżka na minimum 6 tygodni po porodzie (ze względu na leczenie zdewastowanej miednicy). Ograniczony do minimum kontakt z dziećmi, zerowa sprawność i mobilność – taki zabójczy koktajl zrujnowałby zarówno moją psychikę, jak i więź ze Starszakiem i nowonarodzoną Córką.

Nadal jestem całym sercem za porodem naturalnym! Niestety wszystko wskazuje na to, że jest to dla mnie marzenie nieosiągalne.

Jednak jeśli zależy Wam na jedynej w swoim rodzaju „magii” porodu siłami natury i uda Wam się spełnić wszystkie niezbędne warunki, próbujcie! Wierzę, że się uda i trzymam za Was kciuki! :)

.podpis01_200px cut

.

.


Zainteresował Cię temat VBAC?

• Przeczytaj historie kobiet, którym się to udało: portal, forum i grupa wsparcia „Naturalnie po cesarce”

• Zapoznaj się z The VBAC Educational Project (materiały dla rodziców: prezentacja i 3 e-booki w języku angielskim)

• Zajrzyj do mojej ulubionej Antoonovki, u której możesz przeczytać ciekawą rozmowę z położną m.in. o VBAC, a także o tym, w jakim czasie po cc można starać się o kolejne dziecko, jakie są przeciwwskazania i czy możliwe jest cc na żądanie: Ciąża i poród po cesarskim cięciu

• Poznaj hormonalne zalety porodu siłami natury na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku: Poród w ekstazieMechanizm hormonalny porodu

• Dowiedz się co mówić, a czego nie, kobietom po cc z artykułu wspaniałej douli, Gosi Boreckiej


Fot. tytułowa – Jlhopgood (CC)


Dzieci mają głos #14
Echo tygodnia #1 + linkowe party

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z prezentowanym określeniem. Ja byłam przerażona cc. Na samą myśl podwyższało mi się ciśnienie gdy wyobrażałam sobie, że moje dzieci ot tak, bez ostrzeżenia zostaną wyrwane z bezpiecznej przystani. Na moje szczęście zabrali mnie na salę już podczas akcji skurczowej, więc Bliźniaki wiedziały co je czeka :)
    Powodzenia! :*

    • Taka cesarka na zimno też mnie przeraża. Na zachodzie praktykuje się coraz częściej tzw. łagodne cesarskie cięcie – również planuję wkrótce wpis na ten temat.
      Niestety obawiam się, że w „moim” szpitalu wciąż uważają to za fanaberię, ale jestem dobrej myśli – może wyląduję na stole po pierwszych skurczach.

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Oo temat na czasie, bo ja mam na jutro w planach podobny post, ale o moim udanym vbacu :)
    Od początku ciąży myślałam o porodzie naturalnym (pierwszy szedł szybko, ale z uwagi na spadek tętna Polki- zaplątała się w pępowinę, konieczna była cesarka). Mój lekarz nie widział przeciwwskazań, wszystko zależało od lekarzy w szpitalu, jak już przyszłam z akcją prodową.
    Przez całą ciążę bałam się i jednego i drugiego. Nawet gdy szłam do porodu wahałam się czy sn to dobry wybór. Ale udało się i nie żałuję :) Jak było- przeczytasz jutro u mnie na blogu :)

    • Przeczytałam – piękna, wzruszająca historia!
      Mój ginekolog też na początku ciąży dawał mi zielone światło, ale w miarę rozwoju ciąży pojawiało się coraz więcej przeciwwskazań, z których decydujące okazały się poważne problemy ortopedyczne (pozostałe to kwestia dyskusyjna i zależna od poglądów lekarza).
      Tak mi jeszcze przyszło do głowy na podstawie Twojego porodu i kilku znajomych dziewczyn po VBAC: zdaje się, że małe dziecko to połowa sukcesu. Jakoś tak łatwiej się prześlizguje :)
      Niestety u mnie w rodzinie po kądzieli rodzą się same kolosy (powyżej 4, a nawet 5 kg), przy czym ja sama jestem raczej nieduża, 166 cm wzrostu w kapeluszu, więc gabaryty są przeciwko mnie ;)

  • W pierwszej ciąży byłam totalnie zafiksowana na poród sn. Przez jakąś połowę tej też, chociaż w tej to chyba bardziej ze strachu przed cc. Potem pojawiły się te wszystkie miednicowe sprawy sprawiające problemy i zaczęłam się zastanawiać.
    Dziś, na jakiś miesiąc przed porodem jestem chyba gotowa na obie opcje. Czeka mnie jeszcze kontrolna wizyta u ortopedy, zobaczymy. Już nie świruję z sn, chociaż przyznam, że wolałabym tę opcję, to jednak cc nie jest dla mnie już jakimś koszmarem. Też nie wyobrażam sobie być przykuta do łóżka z powodu tej nieszczęsnej miednicy.

    Swoją drogą – jak spojenie? ;) Uspokoiło się, czy rozhulało na maxa? :D

    • Oj rozhulało ;) Właściwie to cała miednica w rozsypce, bo doszły jeszcze stawy biodrowe. To dlatego zamiast spać odpisuję na komentarze o 2:30, bo łóżko stało się moim największym wrogiem ;)
      No ale pomału godzę się już z myślą o planowanym cc, bo najważniejsza jest dla mnie sprawność po porodzie i opieka nad dziećmi. Nie wyobrażam sobie pobytu w szpitalu ani leżakowania w domu. Zresztą w domu też nie miałby się mną kto zająć i pomóc, bo mąż i rodzice pracują.
      Szkoda mi bardzo tego porodu sn, bo byłam mega zafiksowana na jego punkcie… ale cóż, widocznie nie jest mi pisany, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
      W ogóle nie brałam pod uwagę, że w tej ciąży miednica odmówi posłuszeństwa. Nie mam pojęcia skąd ten mega problem ze spojeniem – w poprzedniej ciąży było wszystko okej, a przytyłam dokładnie tyle samo, więc miednica nie jest bardziej „obciążona”. Jedyne co mi przychodzi do głowy to wiek – starość nie radość ;)

      • U mnie stawy biodrowe też coraz gorzej, w ogóle to nie zachęcające :) Też nie wiem skąd teraz problemy, bo poprzednia ciąża wręcz podręcznikowa. Chociaż może wykończyły miednicę wtedy nadprogramowe kilogramy i dopiero teraz zgłasza uwagi (przytyłam wtedy 30 kg XD). ale tym razem mam trzy razy mniej na plusie. A łóżko moim wrogiem od czasu pojawienia się problemów ze spojeniem, czyli od… 16 tygodnia ciąży O_o
        Swoją drogą trafiłam na jakiegoś niewydarzonego ortopedę, który spojrzał na mnie jak na wariatkę i po badaniu stwierdził „no to przecież dla pani lepiej, że będzie luźniej, łatwiej pani dziecko wyskoczy” O_o Wiwat polska służba zdrowia, choć wizyta of kors prywatna ;]

  • Ja modliłam się, żebym urodziła naturalnie. Jestem słoikiem i nie mam w Wawie nikogo bliskiego oprócz męża, kto mógłby mi pomóc po cesarce. Rozumiem twoje chęci i trzymam mocno kciuki, a nóż sie uda! Podsyłam atrykuł koleżance, któa miałą pierwsza cesarkę i teraz jest w 2 ciazy.

    • Racja, cc to poważna operacja, niestety przez wiele kobiet niesłusznie uważana za „pójście na łatwiznę”.
      Pomoc zawsze się przyda, bo z gojeniem różnie bywa – u jednych się ślimaczy, u innych goi się „jak na psie” ;) Na dodatek świeżo upieczona mama często działa na adrenalinie, dziecko jest przecież dla niej najważniejsze, więc wbrew zaleceniom po operacji wcale się nie oszczędza (ja tak miałam).

  • Magdalena Hul

    Gratuluję fajnie napisanego artykułu:) Dobrze, że temat porodu naturalnego po cięciu cesarskim jest coraz częściej poruszany. Muszę jednak odnieść sie do kilku kwestii, bo nie do końca się z nimi zgadzam. 1) Grubość blizny po cc – wg rekomendacji PTG, blizna na macicy 4kg albo >4,5 kg, a nawet dopiero > 5 kg (w ciąży nieobciążonej cukrzycą). Z doświadczenia – wiele znam szczęśliwych porodów sn po cc (a nawet VBA2C) z dziecmi > 4 kg. Każdy przypadek rozważać należy oczywiście indywidulanie, ale bezwględnego przeciwwskazania z powodu „dużego dziecka” nie ma:)

  • Ja też się w ciąży naczytałam jaki to jest lepszy dla dziecka poród naturalny, a wiadomo, że matka chce dać dziecku wszystko, co najlepsze. Teraz uważam, że takimi stwierdzeniami niepotrzebnie stresują kobiety. Życie napisało mi inny scenariusz, cesarka ratująca życie, i co? Mój syn jest wspaniałym, wygadanym, energicznym i rezolutnym chłopcem i żadnego „gorszego startu” po nim nie widać, choć niestety pierwszą dobę jego życia spędziliśmy osobno. Tak samo z karmieniem piersią – oczywiście, jest najlepsze, ale też uważam, że wywiera się na kobiety zbyt dużą presję, bo czasem się po prostu nie da i trzeba to zaakceptować, a przez tę presję matka, która nie może karmić piersią czuje się gorsza, pokrzywdzona lub krzywdząca dziecko, itd. Ja bardzo się starałam, aż w końcu trafiłam do szpitala w takim stanie, że musieli mi dać leki na zatrzymanie laktacji. Wtedy przeżyłam koszmar, a teraz wiem, że niepotrzebnie aż tak to przeżywałam, niszcząc sobie radość z początków macierzyństwa.

    • To tzw. terror laktacyjny. No i terror porodu sn, choć zdaje się, że takie pojęcie jeszcze nie funkcjonuje ;) Każda świadoma matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej, a w tych sprawach trudno zachować dystans i spojrzeć zdroworozsądkowo. To dlatego mamy poczucie winy, kiedy tyle się naczytamy o „jedynej słusznej drodze”. A przecież ludzki organizm, ludzkie dziecko nie działa tak zero jedynkowo! Wiele braków (w tym cc lub karmienie mm), można „nadrobić” bliskością w innych sferach macierzyństwa. Nasi synowie są najlepszym przykładem ;)

  • Nigdy nie byłam w ciąży, ale jakoś na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że będzie mi to obojętne jak urodzi się moje dziecko. Tak właściwie to nawet trochę nie rozumiem tego, co to znaczy, że komuś może zależeć, żeby rodzić naturalnie? Chodzi o to, że jest krótsza rekonwalescencja po takim porodzie, czy jeszcze o coś innego? :)

    • Jest wiele zalet zdrowotnych porodu siłami natury, zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Cięcie cesarskie to poważna, inwazyjna operacja, dłuższa rekonwalescencja, wiele dni zastrzyków w brzuch i innych „przyjemności” dla matki, a dla dziecka również ryzyko wielu komplikacji – to dlatego cc powinno być traktowane jako ostateczność i ratowanie życia. Zresztą na pewno doczytasz co i jak, kiedy przyjdzie Twój czas ;) Powodzenia!

  • Wioletta S.

    W prawdzie ciążowa droga jeszcze przede mną, ale już dzisiaj wiem, że nie będę mogła urodzić naturalnie. Kilka lat temu przeszłam poważną operację i zaznaczono, że zdecydowanie powinnam zdać się na cięcie. Nie czytałam na temat różnic rozwoju dzieci w przypadku obu sposobów porodu. Jednak jestem pewna, że nie warto wierzyć w to, że tylko jedno rozwiązanie jest dobre, a drugie złe. Najważniejszy jest efekt końcowy :D

  • „magia” cóż… mnie spotkała… przeżyłam to już, więc cieszę się, że cesarka nie była potrzebna. Za to zweryfikowałam swoje plany z trójki dzieci do jedynaka…

  • Nie uważam, że poród naturalny to lepszy start dla dziecka. Usłyszałam kiedyś opinię, że dziecko które nie podjęło pierwszej walki, nie poradzi sobie w życiu. Mój wspaniały syn urodził się przez cc. Tak musiało być. Nie doświadczyłam ani jednego objawu zbliżającego się porodu, synek przestał się ruszać, istniało zagrożenie jego życia i konieczne było cięcie. Marzyłam o porodzie naturalnym, ale ciesze się, ze wszystko skończyło się dobrze. To było cudowne przeżycie, mimo, ze byłam tylko biernym obserwatorem. poród nie kojarzy mi się z bólem, bo takowego nie doświadczyłam.

    • Nasz Syn (urodzony przez cc) też zdrów jak ryba, ale znając wszystkie wady i zalety porodów sn i cc najadłam się mnóstwo nerwów zanim okazało się, że wszystko ok i nie ma żadnych „skutków ubocznych” cc ;)

  • Kkasiulka

    Ech, jaki niby lepszy start? Toż to bzdura. Tak samo jak wmawianie matkom, że coś zrobiły źle, że są niepełnowartosciowymi matkami, bo niby nie wiedzą co to ból porodu….. Na serio, to w jaki sposób nasze dzieci przyszły na świat, zupełnie nie ma znaczenia. Mam dwie córeczki, pierwszą rodziłam sn, drugą przez cc. Teraz znów jestem w ciąży i z powodów zdrowotnych muszę mieć znów cc, choć wołałabym rodzić naturalnie. Ale nie będę się tym martwić, oby tylko szczęśliwie przyszło na świat. Czego i Tobie życzę :-)

    • Dziękuję! Też mnie wkurzają te historie, który poród jest „lepszy”. Natura czasem nie pozostawia nam wyboru, a wysiłku i bólu fizycznego też nie ma co porównywać. Po cc nie jest przecież różowo – ani pod względem fizycznym, ani psychicznym.

    • dannymelnick

      witam , niestety ale ma znaczenie, być może do nadrobienia w przyszłości, a mianowicie to flora bakteryjna dziecka, u dzieci urodzonych przez cc jest ona znacznie uboższa i składa się oprócz tej powstałej w brzuchu mamy z drobnoustrojów bytujących na sali operacyjnej. Jest jednak na to sposób na zachodzie dosyć znany u nas chyba mało – to „nasączenie” chusteczki (czegoś w miare sterylnego) bakteriami z ujścia pochwy i wysmarowanie nią twarzy małego bobo. Nie jest to tak skuteczne jak przejście przez szyjke macicy ale porównywalne. no i nie wspomnę o stymulacji mózgu jakiej doznaje dziecko przeciskając się przez kanał rodny.
      Niestety, takie porody jakie czasy. nie mam nic do cc sama urodziłam syna tym „sposobem” po 24h. cc nigdy nie zastąpi porodu naturalnego.

  • eRzecznikHumana

    Dwa odwieczne tematy do „walki” między kobietami. Poród naturalny czy cesarka. Karmienie piersią czy butelką. Mam dwoje dzieci pierwsze urodzone SN udało się ale szału nie było, drugie CC też bez fajerwerków . Karmienie piersią no cóż córka do 5 miesiąca, syn przez 1,5 miesiąca. Pamiętam jak urodziłam syna i mówiłam, że CC koleżanki patrzyły po sobie z dziwnymi minami masakra. Ale to było nic w porównaniu z tym jak dodawałam, że karmię mm…to politowanie w oczach. A powiem jedno mam dwoje wspaniałych dzieci choć jedno przyszło na świat urodzone naturalnie a drugie przez cesarkę. Ich wspaniałości nie umniejsza fakt, że obydwoje przez większość swoje niemowlęctwa karmiona była mlekiem Humana i co w związku z tym się pytam. Są zdrowi córka chodzi do szkoły dobrze sobie radzi, syn bryka coraz bardziej. Kiedy kobiety w końcu zrozumieją, że najważniejszy jest uśmiech dziecka, nic innego.