Na złość mamie odmrożę sobie uszy!

Ileż razy słyszeliśmy te słowa, zanim wyprowadziliśmy się od rodziców! Oczywiście wszystko dla naszego dobra i po to, aby potem nie usłyszeć: a nie mówiłam?

Zawarty w tytule związek frazeologiczny stosuje się, kiedy ktoś robi coś niekorzystnego dla siebie tylko po to, aby podkreślić swoją niezależność lub zrobić komuś na złość, rozdrażnić, dokuczyć… byle nie ustąpić.

Oczywiście uwagi naszych rodziców nie zawsze odnosiły się do braku czapki na głowie, jednak dziś potraktuję ten frazeologizm dosłownie.



Bo kiedy zostajesz rodzicem, karma wraca

W paskudny, ponury jesienny poranek, kiedy nawet ulubiona kawa wypina się na Ciebie, smakuje jakoś kwaśno i nie jest w stanie postawić Cię na nogi, Twoje dzieci tuż przed wyjściem do żłobka lub przedszkola oświadczają, że sweter jest do bani, rękawiczki są passé, czapka gryzie, szalik powoduje odruch wymiotny, a kurtka to już w ogóle szczyt wszystkiego! Aaaa!

Zatykasz uszy, aby nie słyszeć tego wrzasku i liczysz do dziesięciu, bo zaraz szlag Cię trafi. Za jakie grzechy? – myślisz. Nie dość, że jesień totalnie Cię w tym roku zaskoczyła i poczęstowała bezlitosnym ciosem poniżej pasa, to jeszcze czekają Cię negocjacje z trudnym przeciwnikiem. Bo na siłę przecież nie ubierzesz, nie po drodze Ci z tym. Tylko czy te kochane dzieciaczki choć raz nie mogłyby ubrać się bez awantur?


Jest też alternatywna wersja tej historii:

Zdążyłaś już trochę poznać swoje dzieci i więc wiesz, co im służy. Masz 100% pewności, że nie jest to ani czapka, ani rękawiczki. Hartujesz je, dbasz o ich odporność, przetrwaliście we względnym zdrowiu kilka jesienno-zimowych sezonów i na własnej skórze przekonałaś się, że przyczyną przeziębienia o wiele częściej jest przegrzanie niż wychłodzenie.

Dlatego szlag Cię trafia, kiedy teściowa tuż przed wyjściem na niedzielny spacer, pełna dobrej woli wciąga przez głowę protestującemu brzdącowi dodatkowy puchaty sweterek. I już nawet nie zwracasz uwagi, kiedy sąsiadka kolejny raz truje, że dziś bardzo wieje, a Twoje dziecko wychodzi z domu bez czapki.


Czy zawsze wiemy lepiej?

W naszej kulturze mocno zakorzeniło się ignorowanie odczuć dziecka dotyczących temperatury. Oczywiście kieruje nami troska oraz lęk przed przeziębieniem, zapaleniem płuc i odmrożeniami i to dlatego narzucamy dziecku swoje zdanie: Brr! Ależ mi zimno. Tobie na pewno też. Ubieraj się szybciutko. Gdzie Twoja czapka i rękawiczki?


hartowanie dzieci



Zimą często widujemy na ulicach dzieci ubrane tak grubo, że trudno im się ruszać. Tymczasem spocone dziecko jest bardziej narażone na przeziębienie.

Niechęć do ubierania się to wbrew pozorom dość powszechna sprawa u dzieci. Zresztą nie tylko temperatura może grać tu główne skrzypce. Dlaczego dziecko nie chce się (ciepło) ubrać? Zazwyczaj z 3 powodów:


1) Pierwszy i oczywisty: dziecku jest za ciepło

Każdy z nas ma nieco inny zakres tolerancji temperatur. Dziecko zimnolubne może mieć mamę zmarzlucha i na odwrót.

Po co nam te wojny o sweter, czapkę i rękawiczki? Czy nie lepiej czasem wyluzować i zaufać dziecku? Ono potrafi i ma prawo decydować o sobie, w swoim zakresie tolerancji temperatur. I o ile z niemowlakiem raczej nie pogawędzisz na ten temat, to już dwu- lub trzylatki potrafią jasno zakomunikować czy jest im za zimno czy za gorąco.

I nie, nie chodzi o to, żeby, cytuję: pozwalać dziecku na wszystko czy nie zakładać kurtki, butów ani czapki przy – 20 stopniach mrozu, tak jak kilka osób zasugerowało pod tym tekstem (część na blogu, ale o wiele więcej w kilku grupach na Facebooku). Chodzi o to, aby kierować się zdrowym rozsądkiem i wyznaczyć równie rozsądne granice. Dać dziecku możliwość wyboru w tych ramach – zdecydowanej większości dzieci to naprawdę wystarczy.

Takie zasady stosowane są m.in. w wielu mądrze prowadzonych przedszkolach, w tym w placówkach Montessori, o których więcej pisałam tutaj:

>> Montessori – wolność czy samowola? Czy brak kar i nagród oznacza brak granic?

>> Jak dzieci z Bullerbyn

W przedszkolach tych często nie stosuje się systemu kar i nagród. Obowiązują natomiast jasno sformułowane i powszechnie znane wszystkim dzieciom zasady, za których złamanie grożą naturalne lub logiczne konsekwencje. Na pewno Wy również stosujecie je w domu na co dzień, choć być może nieświadomie

W przypadku temperatury świetnie sprawdzają się konsekwencje naturalne, na przykład: jeśli nie ubierzesz się ciepło, zmarzniesz. Takie konsekwencje wynikają w sposób naturalny z sytuacji i wymagają od rodziców niewielkiego zaangażowania, poza – być może najtrudniejszym – powstrzymaniem się od wyręczania dziecka i ratowania sytuacji Dzieci mają okazję uczyć się na własnych błędach.

Kiedy dziecko nie chce założyć czapki czy rękawiczek – okej, niech wyjdzie na dwór bez nich, ale wspólnie ustalmy, żeby czekały one w pogotowiu w kieszeni dziecka lub rodzica. Jeśli na zewnątrz rzeczywiście jest zimno, nie upłynie minuta, a dziecko poczuje to na własnej skórze i samo poprosi o brakujące elementy garderoby Spróbujcie!


2) Ubranie „gryzie” dziecko

Dziecko może być również wyjątkowo wrażliwe – wówczas ubranie gryzie jego ciało lub jego wybrane części, krępuje ruchy itp.

W tym tygodniu uczestniczyłam w warsztatach na temat wrażliwości u dzieci prowadzonych przez Agnieszkę Stein. Niechęć do ubrania, wrażliwa skóra, wrażliwość na dotyk, dźwięki, zapachy, podobnie jak specyficzne upodobania dotyczące ulubionej temperatury, to tylko kilka przykładów takiej wyjątkowej wrażliwości.

Nie wszystkie wrażliwe dzieci wymagają terapii, jednak jeśli zachowanie potomka wyjątkowo Was niepokoi, warto wybrać się na diagnozę w kierunku zaburzeń integracji sensorycznej.


3) Dziecko chce podkreślić swoją niezależność

W 1966 roku Jack W. Brehm  opublikował teorię reaktynacji, inaczej teorię oporu psychicznego, mówiącą, że im więcej swobody i możliwości działania odbierzemy człowiekowi (w tym przypadku – małemu człowiekowi), tym większym oporem zareaguje.

Na złość mamie odmrożę sobie uszy! A co, niech ma, niech powie: „a nie mówiłam?”. Nie będzie mi rozkazywała, niech się martwi i niech ma za swoje.

Chcielibyśmy wierzyć, że nasze dzieci nigdy nie zaszkodzą same sobie z powodu głupiej przekory, ale niestety często to my sami zasiewamy nasiona tej przekory, decydując za dzieci w każdej dziedzinie życia, stawiając zbyt wąskie i restrykcyjne granice.

Czasem to trudne dla rodzica, ale warto dać dziecku wybór. Nie podważać jego zdania, pozwolić mu poznać sygnały, które wysyła mu ciało i decydować o nim.

A po drugie – warto hartować dziecko.


Hartować, hartować i jeszcze raz hartować

W Finlandii wizyty w saunie to rodzinny rytuał. Rodzice hartują już kilkumiesięczne dzieci, na przemian w saunie i zimnej wodzie. Nieco starsze dzieci wybiegają z sauny i dają nura wprost do śnieżnej zaspy!


hartowanie dzieci


Z kolei w skandynawskich przedszkolach dzieci większość dnia spędzają na zewnątrz, niezależnie do pogody. Przeczytajcie wywiady z mamami z Norwegii i Szwecji:

>> Polka na dalekiej północy – wywiad z Martą ze Szwecji

>> Polka na dalekiej północy – wywiad z Magdą z Norwegii

U nas w domu to ja jestem zmarzluchem. Natomiast Mąż, Romek i Irka są wyjątkowo zimnolubni. Muszę uważać na krany w łazience i kuchni, bo woda, która dla mnie ma idealną temperaturę, parzy resztę rodziny jak wrzątek ;) Mąż od urodzenia hartował nasze dzieci po swojemu, a ja przystałam na to z radością. W przypadku Romka efekty są rewelacyjne – choruje naprawdę rzadko i lekko przechodzi choroby. Przez cały zeszły rok opuścił w przedszkolu maksymalnie 5 dni. Irka od urodzenia (czyli od lutego) w ciągu dnia śpi na balkonie, kapie się w chłodnej wodzie i często pełza na golasa. Jednak ma dopiero 8,5 miesiąca i wciąż jest karmiona piersią, więc jeszcze niewiele mogę powiedzieć o jej odporności.

Jakie dzieci Wam się trafiły: zimnoluby, zmarzluchy, a może wyjątkowo wrażliwe egzemplarze? Jak sobie z nimi radzicie? I jakich argumentów używacie w rozmowach z troskliwymi babciami?

Trzymajcie się ciepło
.Renia-podpis
.

Fot. tytułowa – Adobe Stock (CC)


Udostępnij ten tekst!

Będzie mi miło Dziękuję!



To również może Cię zainteresować:




 


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)