Top 10 muzyki z Islandii – idealnej dla zmęczonych matek
Skandynawski Czwartek #54


Znacie jakieś stereotypy na temat Islandczyków? O mieszkańcach Islandii mówi się, że są alkoholikami i wywyższającymi się ksenofobami. Że mówią w języku orków i wierzą w elfy. Że islandzkie kobiety są tak niezależne, że uważają feminizm za krok wstecz. A Islandczycy jedzą tylko policzki dorsza, bo reszta jest za brzydka Nie wiadomo ile jest prawdy w tych stereotypach. Być może równie mało, jak w stwierdzeniu, że każdy Polak to pijak i złodziej. Dziś przybliżę Wam islandzką muzykę, również postrzeganą stereotypowo.

Na wstępie jestem winna wyjaśnienie wszystkim, którzy podejrzewają, że oto kreuję się na głęboko alternatywne dziewczę, zgrywając fankę islandzkiej muzyki. Kochani, ja nie słucham tej muzyki dlatego, że jest „ambitna”. Może tak było 17 lat temu, ale jestem w takim wieku*, kiedy naprawdę już nie muszę nikomu niczego udowadniać. Dziś wystarcza mi odmóżdżający chill out z tekstem, którego nawet nie staram się zrozumieć

Dlaczego to muzyka idealna dla matek? Bo matki nader często dopada taki stan, kiedy z jednej strony potrzebują totalnego chill outu, a z drugiej – wcale nie chcą zastanawiać się, o czym śpiewa wokalista. Może jest tak, że słuchamy tej rzewnej islandzkiej muzyki – której towarzyszy przepiękny, lecz totalnie niezrozumiały tekst – i wyobrażamy sobie, że oto wokalista śpiewa coś mega odkrywczego i głębokiego o najcenniejszych duchowych wartościach. A tak naprawdę tym natchnionym głosem śpiewa o lawie, wódce, elfach i dorszach? Whatever! Jak dla mnie może śpiewać nawet o śledziach w galarecie!

Wiecie jak to jest: dwie osoby mogą słuchać tej samej piosenki i odczuwać zupełnie co innego, w zależności od swojego nastawienia do świata. Dla jednego jesień to głęboka depresja i jeszcze głębsze własne wnętrze, trawione przez demony. A dla drugiego to przytulny kłębek z koca, czysty romantyzm i nadzieja na wiosnę. Właśnie tak rozumiem islandzką muzykę – nawet jeśli jest tam drugie dno, to ja widzę tylko to jasne, niczym kibelek świeżo wyszorowany Domestosem.

Mogłabym jeszcze trochę porozwodzić się nad różnorodnością islandzkiej muzyki. Albo nad tym, jakim cudem naród liczący niewiele ponad 300 000 obywateli, jest tak twórczy. Ale prawda jest taka, że żadna ze mnie znawczyni gatunków muzycznych, a obfitujący w ekstremalne bodźce żywot matki nie idzie w parze z black metalem Misþyrming, ani nawet z minimal techno pod szyldem Kiasmos. Nie znajdziecie tu również żadnych nowinek muzycznych, bo ja jestem zajęty człowiek. Lubię to, co znam i nie mam czasu na śledzenie trendów.

Ale do brzegu – jak powiedziałby Islandczyk, kierując swój trawler pełen dorsza w stronę fiordu.

Oto moje mocno subiektywne TOP10 islandzkiej muzyki. Idealne, optymistyczne dźwięki, aby zagłuszyć kłótnie dzieci w niedzielny poranek, albo wyczillować się z mężem na kanapie, kiedy wspomniane dzieci raczą w końcu zasnąć. Do każdego wykonawcy dodałam jedną lub dwie piosenki z You Tube. To z pewnością za mało, aby pokazać pełen przekrój ich twórczości, ale dzięki temu możecie zorientować się co w trawie w lawie piszczy.

Zacznijmy od czegoś oczywistego, a z czasem będzie coraz ciekawiej i weselej, obiecuję!


10. Sigur Rós

Pamiętacie, co pisałam o jesieni? To macie tu coś optymistycznego:



A tu coś, co jest w stanie zasmucić nawet największą optymistkę… ale tylko na chwilę, bo przecież te dorsze!



9. 
Björk

Można być idealistą i wierzyć, że Islandczycy wychowani na dobrej muzyce i złej pogodzie, wykształcili w sobie wyjątkową wrażliwość, nieosiągalną dla muzyków, którzy wychowali się na kontynencie – w warunkach cieplarnianych, lecz mało inspirujących. A można być cynikiem i stwierdzić, że „wszystko to samo” i wszyscy islandzcy artyści papugują od Bjork lub Sigur Ros, a najczęściej od  jednego i drugiego jednocześnie. Ale nie bądźcie tacy, ładnie proszę, bo podobno ból doopy i malkontenctwo są bardzo zaraźliwe.



8. Low Roar


7. Sóley


6. Ólafur Arnalds


5. Pascal Pinon


4. Emilíana Torrini

Być może Was zaskoczę, ale ten pełen pozytywnej energii popularny kawałek, wykorzystany w niezliczonych serialach i reklamach, również jest owocem pracy islandzkiej artystki – Emilíany Torrini Davíðsdóttir Wprawdzie jej ojciec jest Włochem, ale mama – Islandką do szpiku kości, a Emilíana urodziła się i wychowała w Reykjavíku.



Inny znany utwór w wykonaniu Emilíany Torrini to „Gollum’s Song” z „Władcy Pierścieni. Dwie wieże”:



3. 
Júníus Meyvant

Uwielbiam takie nawiązania do lat 60. Posłuchajcie koniecznie!



2. 
Múm

„Prophecies & Reversed Memories” to nasza ulubiona piosenka na sobotnie i niedzielne poranki.
Doskonale zagłusza kłótnie dzieci. Polecam



1. 
Of Monsters and Men

A przy tym kawałku od lat odprawiam z dziećmi dzikie rytualne śpiewy i tańce. Nasz numer jeden:




* W tym roku zdmuchnę 35 świeczek na torcie, więc jeśli mieliście mnie za najstarszą hipsterkę na kontynencie, to należy Wam się medal z ziemniaka


Mam nadzieję, że przekonałam Was dziś, że muzyka z Islandii to nie tylko głęboka deprecha, mróz lodowca i mrok wnętrza wulkanu. Wbrew stereotypom Islandczycy też się czasem uśmiechają. Od święta. Raz do roku. Żeby nagrać płytę


Udostępnij ten tekst, jeśli masz wśród znajomych Mamę, która go potrzebuje:



Miłego dnia!

Renia-podpis

Chcesz poczytać więcej?
Polub blog na Facebooku:

To Ci się spodoba:



Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline