Skandynawskie sny z Mus Mus + KONKURS na Dzień Dziecka
Skandynawski Czwartek #20

Mam dziś dla Was coś wyjątkowego – historię przedsiębiorczych mam. Ania, wraz z przyjaciółką Mariolą, stworzyły polską markę Mus Mus.  Szyją piżamy i bieliznę dla dzieci, koszule nocne dla kobiet oraz komplety pościeli, wszystko z organicznej bawełny.

Od pierwszego wejrzenia zachwyciły mnie ich jasne i subtelne wzory. Już dawno nie widziałam tak fajnych produktów, utrzymanych w stylu skandynawskim! Dlatego dziś, w ramach okrągłego Skandynawskiego Czwartku (to już #20!), a także z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka, mam ogromną przyjemność Wam je pokazać… i sprezentować!


Zapraszam do udziału KONKURSIE, w którym z okazji Dnia Dziecka możecie wygrać komplet dziecięcej bielizny w wybranym przez Was wzorze (KLIK).


Szczegóły podam na końcu wpisu, a teraz zapraszam Was na inspirujący wywiad z Anią ­– jedną z musmusowych mam


mus-mus-02

mus-mus-01

Prawa do zdjęć kolekcji „Woodland Stories” należą do marki Mus Mus.


Renia: Jak się zrodził pomysł na stworzenie marki MUS MUS? Jak wyglądała Twoja droga do miejsca, w którym dziś jesteś?


Ania z Mus Mus: Jestem z zawodu architektem i przepracowałam w kilku biurach parę lat, ale nigdy mnie to nie fascynowało. W końcu stało się nieprzyjemną rutyną. Właściwie to płakałam mężowi w ramię, że ja tego nie chcę robić, że tak bym chciała zająć się czymś innym, ale nie wiem czym, bo się do niczego nie nadaję Teraz już wiem, że wszystko rozbijało się o moje niskie poczucie własnej wartości.

Potem urodziłam córkę, pierwsze miesiące macierzyństwa były dla mnie ogromnie trudne. Skończyło się na terapii u psychologa – to kompletnie odmieniło moje życie i sposób patrzenia na świat. Zawsze myślałam o sobie, że jestem mało kreatywna, tak mało umiem, a gdy na terapii w końcu uwierzyłam w siebie, do głowy zaczęło mi przychodzić tyle pomysłów, że nie byłam w stanie wszystkich przerobić

Zaczęłam od szycia drobnych rzeczy na maszynie: pluszaków, ubrań dla córki. Potem było jeszcze milion różnych pomysłów. W końcu przyjaciółka, która też bardzo chciała zrobić coś bardziej kreatywnego, niż oferowała jej praca w banku, zaproponowała, żebyśmy coś razem stworzyły. Mariola wcześniej szyła na małą skalę kocyki i pościel dla dzieci, więc miała już jakieś doświadczenie.  Tak się zaczęło…. już 2 lata temu… Proces produkcji trwał tak długo, bo obie zaszłyśmy w drugie ciąże. Zresztą musiałyśmy się wszystkiego od nowa nauczyć.


mus-mus-02


R: Co było najtrudniejsze podczas rozkręcania własnego biznesu? Przygotowanie kolekcji czy może sprawy urzędowe? Czy napotkałyście jakieś problemy?


A: Najtrudniejsze były dla nas doświadczenia ze szwalniami. Znaleźć dobrą szwalnię, to jak wygrać los na loterii… My po drodze podejmowałyśmy współpracę z czterema czy pięcioma i dopiero ta piąta spełniła nasze oczekiwania. Być może wynikało to z tego, że bardzo zależało nam na jakości i zwracałyśmy uwagę na wszelkie drobiazgi. Zawsze rozpisywałyśmy dokładnie wszelkie szczegóły, jak dany element ma wyglądać po uszyciu, a panie w szwalni i tak robiły po swojemu. Potem w większości przypadków efekt końcowy wyglądał koszmarnie

Zdecydowałyśmy się na piżamki i bieliznę, bo z nimi nie trzeba się wstrzelić w jakiś konkretny sezon, a nie wiedziałyśmy, o jakiej porze roku wystartujemy. Potem dodałyśmy jeszcze pościele do oferty. Te nasze duże nadruki na frontach pościeli okazały się niezwykle kłopotliwe technicznie do wykonania. W Polsce jest tylko jedna drukarnia cyfrowa, która może wydrukować  taki duży 2-metrowy raport na kołdrę. Niestety dużo się przy tym zdarza błędów, dlatego sporo strat mamy na materiale przy tych pościelach.

Z tą bawełną organiczną też nie raz chciałyśmy się poddać – w Polsce jest jeszcze mała świadomość, co to w ogóle jest – czasem nawet w fabrykach produkujących tkaniny osoby kontaktowe nie słyszały o bawełnie organicznej. Wielokrotnie przekonywano nas, że to bez sensu, nikt tego nie kupi… Dzianinę na piżamki można na szczęście zdobyć w Polsce (tureckiej produkcji), ale tkaniny na pościel same sprowadzamy z Turcji.


R: No właśnie, w Waszych produktach wykorzystujecie bawełnę organiczną z certyfikatem GOTS (Global Organic Textile Standard). Ten certyfikat gwarantuje, że dzianiny i tkaniny powstały w sposób etyczny i przyjazny środowisku.

Oznacza to, że bawełnę pozyskano z upraw ekologicznych, gdzie nie stosuje się nawozów sztucznych ani toksycznych środków ochrony roślin. Taka uprawa nie narusza lokalnych ekosystemów, nie zanieczyszcza wody, a także nie ma negatywnego wpływu na zdrowie pracowników plantacji. Tu dochodzimy do aspektu etycznego. Certyfikat GOTS oznacza także, że pracownicy mają zapewnione bezpieczne warunki pracy, a przy produkcji nie wykorzystano dzieci jako taniej siły roboczej.

Wspominam o tym wszystkim, bo często spotykamy się z różnymi certyfikatami, a tak naprawdę nie wiemy, co one oznaczają. A są to ważne sprawy, które warto brać po uwagę przy dokonywaniu konsumenckich wyborów. Zgodnie z ideą slow fashion zamiast 10 tańszych piżam z popularnych sieciówek, uszytych w Bangladeszu przez nieletnich za głodową stawkę, lepiej mieć 23 komplety piżam świetnej jakości, wyprodukowanych z poszanowaniem praw człowieka i dbałością o środowisko.

Takie podejście jest mi bardzo bliskie i gorąco wierzę, że w ramach Waszej działalności ta idea obroni się sama. Jednak klienci nie zawsze są świadomi swoich konsumenckich wyborów. Niestety w dzisiejszych czasach rynek jest bezlitosny pod tym względem. Czy nie obawiacie się, jak to wpłynie na Waszą działalność?

A: Świadomość konsumentów z roku na rok się podnosi. W Polsce wciąż mało jest zwolenników bawełny organicznej, lecz np. w Skandynawii mają bzika na jej punkcie. Na pewno wynika to po części z większej zamożności tamtych społeczeństw. Bawełna organiczna jest bowiem droższa od konwencjonalnej.

Ja jestem taka ekozakręcona, dlatego bardzo chciałam, żeby nasz biznes był jak najmniej szkodliwy dla środowiska, żeby nie pogarszać i tak już niewesołej kondycji naszej planety. Staramy się być najbardziej eko, jak to w danym momencie jest możliwe, choć jeszcze trochę mamy do dopracowania.

Nasze materiały posiadają certyfikat GOTS. Taki certyfikat mają też farby, którymi farbowane są piżamy. Jednak nadruki już eko nie są. Wspomniana drukarnia używa farb wodnych, ale dla mnie to trochę za mało. Chciałabym, żeby były „GOTS certified”…  Istnieje taka możliwość, gdyby materiały były nadrukowywane w Turcji, gdzie powstaje materiał. Jednak ilości, które musiałybyśmy zamówić, są ogromne: 1500 metrów bieżących materiału w jednym wzorze. Na razie nie możemy sobie pozwolić na takie zamówienia.


mus-mus-04


R: Wzornictwo Waszych produktów mnie oczarowało! Kojarzy się z tak modnym ostatnio skandynawskim designem, jednak wyróżnia się na tle innych dostępnych na rynku produktów tego typu.

Wzory MUS MUS są urocze, proste, kojarzą się z lasem i Skandynawią, a całość jest utrzymana w subtelnej kolorystyce pasteli i szarości. Czy możesz powiedzieć kilka słów o tym, skąd taki pomysł, jak powstały Wasze wzory?


A: Dziękuję Reniu, bardzo mnie cieszy Twoja reakcja na naszą stylistykę Jeśli chodzi o design, to lubimy prosto i czysto. Poza tym stwierdziłyśmy, że piżamy powinny być stonowane, nie pobudzające zmysłów, lecz wyciszające przed snem. Oczywiście lubimy też soczyste kolory, ale w przypadku piżamek bardziej na miejscu wydawały nam się takie jasne, pastelowe kolory. Jeśli chodzi o pościele, to chciałyśmy, aby były białe z subtelnym nadrukiem. Dziecięce pokoje są najczęściej bardzo kolorowe, wręcz pstrokate. Nasza pościel daje sygnał –  tu jest spokój, strefa wyciszenia, tu się śpi.

Mnie ta moja architektura jednak  dużo dała, bo ukształtowała we mnie umiłowanie prostoty. Przydaje mi się też „miarka w oku”. Wystarczy, że coś jest o milimetr nierówne, i ja to widzę

Nasza pierwsza kolekcja ma tytuł „Woodland Stories” i jak dobrze zauważyłaś, kojarzy się z lasem. Pochodzę z mazurskiego miasta położonego wśród jezior i lasów i ten las zawsze był w moim życiu obecny. Teraz, gdy mieszkam w Warszawie, bardzo mi go brakuje. Ostatnio raz w tygodniu pakuję dzieciaki do samochodu i jedziemy za miasto, żeby pobyć trochę w ciszy i zieleni. Chyba nie tylko we mnie drzemie taka tęsknota za lasem…


R: Własny biznes to odważny krok i duża odpowiedzialność, zwłaszcza w przypadku młodej mamy. Czy miałaś obawy i wątpliwości przed uruchomieniem firmy?

A: Ja jestem taka niecierpliwa dość, wrze we mnie, gdy coś się nie udaje, chcę rzucać wszystko w cholerę Zawsze muszę się z problemem przespać, żeby podejść do niego na chłodno. Sto razy już rzucałam pomysł własnego biznesu. Miotałam się między „nie dam rady, przecież ja nie umiem” a „no przecież mogę wszystko, pokonam wszelkie trudności”. Ile razy płakałam z wściekłości na innych, na siebie…

Te emocje brały się też z ciągłego niewyspania, bo jednak dużo musiałam pracować w nocy. W ciągu dnia udawało się zaledwie 1–2 godziny, gdy Jeremi spał. Ja podziwiam te wszystkie młode mamy, które zakładają swoje biznesy, gdy mają malutkie dzieci. Wiem, ile siły potrzeba, ile wyrzeczeń za tym idzie. Ja mam ogromne szczęście, bo męża mam cudownego. On mnie zawsze wspierał, pozwalał się w ten rękaw wypłakać, pocieszał. I jak kolejna szwalnia lub konstruktorka odzieży zawodziła, powtarzał: „czym ty się martwisz, przecież to tylko pieniądze” (mimo że czasem nam nie starczało do pierwszego). Teraz, jak coś się nie udaje, to taką mam myśl pierwszą (no drugą może…) – jak jest zdrowie, to problemów nie ma, są tylko wyzwania.


mus-mus-01


R: Co jako mama, jako kobieta, zyskałaś dzięki tak potężnej zmianie w Twoim życiu zawodowym? Czy mogłabyś coś doradzić kobietom, które myślą o podobnej zmianie?


A: Bardzo mnie zmieniła ta praca. Na początku bałam się nawet rozmów telefonicznych z ludźmi, których nie znałam. Trzęsłam się cała, jak miałam zadzwonić do urzędu czy do jakichś producentów materiałów. Teraz nie mam z tym problemów, choć wolę się spotkać. Powoli uczę się też, że mało jest rzeczy niemożliwych. Ograniczenia najczęściej są tylko w naszych głowach. W większości przypadków to nie jakieś obiektywne przeszkody sprawiają, że tkwimy w nielubianej pracy, lecz strachy, które w nas siedzą.

Wiesz, tak wiele jest wokół mnie wspaniałych kobiet niespełnionych zawodowo, zajmujących się rzeczami, które ich nie interesują. Kobiet, które myślą o sobie „jestem taka mało ambitna, mało kreatywna, do niczego się nie nadaję”.  Ja wiem, że ich potencjał nie został przez nie wydobyty. Na swoim przykładzie staram się je motywować najlepiej, jak potrafię. Pewnie, że na początku nie jest łatwo, że wiele razy trzeba zacisnąć zęby, zrezygnować z wolnego czasu. Ja ciągle jeszcze jestem na początku tej drogi, ale wierzę, że prawie każde doświadczenie (nawet niepowodzenie) bardzo nas wzbogaca i daje wiedzę i siłę, żeby iść dalej.


R: Aniu, dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Twoja historia może stanowić inspirację dla wielu kobiet i mam, chcących spełniać swoje marzenia. Trzymam kciuki za Wasz dalszy rozwój!



KONKURS

Kochani, razem z marką Mus Mus zapraszam Was na konkurs z okazji Dnia Dziecka!
Nagrodą jest komplet dziecięcej bielizny: podkoszulka + figi, bokserki lub kalesony Laureat będzie mógł samodzielnie wybrać wzór na stronie Mus Mus.


Zasady konkursu:
1. Polub fanpage Mus Mus (KLIK)
2. Odpowiedz w komentarzu pod tym wpisem na pytanie konkursowe:

Które zwierzę z musmusowych wzorów piżam najbardziej pasuje do Waszego dziecka i dlaczego?
Sowa, królik, łoś, wilk, a może niedźwiedź?


Odpowiedzi zgłaszajcie od 26 maja do 2 czerwca 2016 roku, wyłącznie w komentarzu pod tym postem. Dziewczyny z Mus Mus wybiorą najciekawszą z nich. Wysyłka nagrody będzie możliwa tylko na terenie Polski.


Mus Mus KONKURS 02


Wyniki pojawią się na fanpage Ronja.pl w dniu 5 czerwca – bądźcie czujni!

Trzymam kciuki, powodzenia!
.Renia-podpis

.

.

PS.
Pst, przypominam, że wzór nagrody możecie wybrać sami! Który podoba się Wam najbardziej? Ja jestem totalnie zakochana w tych trójkątach ♥ 

tr-mus-mus

Prawa do zdjęć kolekcji „Woodland Stories” należą do marki Mus Mus.

mus-mus-03

mus-mus-05

Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline