10 popularnych mitów na temat Rodzicielstwa Bliskości

Wraz z rosnącą popularnością Rodzicielstwa Bliskości (dalej RB) narosło wokół niego wiele mitów i nieporozumień. Zazwyczaj wynikają one z niewystarczającego zrozumienia tej koncepcji lub mylenia jej z tzw. bezstresowym wychowaniem. Rozprawiam się dziś z dziesięcioma z nich. Oto najbardziej popularne mity na temat rodzicielstwa bliskości:


Mit nr 1

Aby być rodzicem RB musisz urodzić naturalnie, karmić piersią, nosić w chuście i spać z dzieckiem.

To krzywdzący mit, który siłą rzeczy już w przedbiegach skreśla wiele matek i ojców. Cesarskie cięcie czy problemy z karmieniem po pierwsze często są niezależne od matki, a po drugie w żadnym wypadku nie dyskwalifikują jej jako rodzica, który może stosować RB.

Powyższe warunki nie są niezbędne, aby zbudować bliską więź z dzieckiem. Owszem, są one pomocne, w wielu przypadkach ułatwiają zarówno budowanie więzi, jak i samo rodzicielstwo. Zwłaszcza kiedy mama wraca do pracy, „narzędzia RB”, takie jak przytulanie i noszenie dziecka, wspólne spanie czy karmienie piersią, pozwalają mamie i dziecku „nadrobić” czas spędzony oddzielnie. Jednak nie są to żadne „punkty obowiązkowe”. Wystarczy zresztą spojrzeć na ojców, którzy są w stanie zbudować fantastyczną więź z dzieckiem, pomimo że z punktów wymienionych powyżej dotyczy ich co najwyżej noszenie w chuście.



Już Searsowie, którzy sformułowali 7 filarów rodzicielstwa bliskości, pisali w swojej książce, że jedne z nich można stosować, a inne nie – wszystko zależy od potrzeb i możliwości danej rodziny.

(…) z pewnością nie jesteś złą matką, jeśli nie śpisz ze swoim dzieckiem. Jest wiele wspaniale się rozwijających niemowląt i rodziców, którzy śpią w osobnych pokojach i mają wspaniałe relacje. Rozważ Filary RB jako punkty wyjściowe do twojego rodzicielstwa. Weź z nich to, co działa w przypadku twoim i twojej rodziny, i pozbądź się reszty. A kiedy ty i twoje dziecko poznacie się, stworzysz własną listę narzędzi bliskości – rzeczy, które robisz, aby zbudować swój kontakt z dzieckiem. Chodzi o to, żeby dowolnym sposobem nawiązać więź.

William i Martha Sears
„Księga Rodzicielstwa Bliskości”


RB zakłada ogólne ramy budowania relacji z dzieckiem, lecz tak naprawdę dostarcza bardzo niewiele „prawd uniwersalnych”. Zaleca wręcz wypracowanie rozwiązań dopasowanych do danej rodziny, a także słuchanie własnej intuicji.


Mit nr 2

Rodzicielstwo Bliskości to metoda wychowawcza

RB nie jest metodą wychowawczą. To raczej podejście czy też filozofia, którą rodzice kierują się w relacji z dzieckiem. To szacunek do dziecka jako pełnowartościowego człowieka, mającego prawo do własnych potrzeb i emocji, a przede wszystkim – do ich manifestowania. Rodzic rozpoznaje te sygnały i reaguje na nie empatią i wsparciem, a jednocześnie wysyła informację zwrotną o swoich potrzebach i emocjach – w ten sposób wyznaczając granice.

W ten pełen szacunku i wzajemnego zrozumienia sposób, rodzic komunikuje się z dzieckiem i buduje silną, bezpieczną więź.


Mit nr 3

Dzieci wychowywane w duchu RB rządzą rodzicami, a RB polega na spełnianiu każdej zachcianki dziecka.

Krytycy RB insynuują, że dzieci wychowywane w tym duchu są egoistami, a ich rodzice zmieniają się w niewolników. Tymczasem RB zakłada, że dziecko jest uczone szacunku do granic rodziców oraz innych ludzi. Jednak wyznaczanie tych granic to element, z którym w praktyce rodzice mają największe problemy i prawdopodobnie stąd wziął się ten mit.

Dlatego tym bardziej istotne jest, aby właściwie zrozumieć założenia RB i nauczyć się komunikować z dzieckiem – mówić o swoich granicach z szacunkiem i empatią. Stanowczo, lecz bez wyrzutów sumienia (to bardzo ważne!).

W RB dzieci nie rządzą rodzicami, ale też rodzice nie rządzą dziećmi. Kiedy mowa o więzi, współpraca na linii rodzic-dziecko (i na odwrót) staje się o wiele ważniejsza, niż tradycyjnie rozumiane posłuszeństwo. Rodzice RB respektują wybór, upodobania i uczucia dziecka, starają się wypracować kompromis, a jeśli postępują wbrew woli dziecka, to z szacunkiem, a nie autorytarnie.

Panuje przekonanie, że dziecko wychowywane w duchu RB jest nie tylko nieczułym egoistą, ale wręcz małym tyranem, który może robić na co ma ochotę i dyktować warunki pozostałym członkom rodziny.

Jednak w rzeczywistości RB zaspokaja podstawowe potrzeby emocjonalne dziecka: poczucie bezpieczeństwa, bliskość, miłość. Dzięki tym solidnym fundamentom dziecko lepiej radzi sobie z trudnymi sytuacjami, w tym z odmową realizacji jego zachcianek przez rodziców lub rówieśników.


Mit nr 4

Dzieci wychowane w duchu RB są dobrze wychowane, grzeczne i posłuszne

Przeciwko RB wysuwane są nie tylko krytyczne zarzuty. Można spotkać się również z pozytywnymi, hurraoptymistycznymi stwierdzeniami, że dzieci wychowane w duchu RB będą „dobrze wychowane, grzeczne i posłuszne”.



Tymczasem celem RB nie jest żadna z powyższych cech. Nie chodzi tu o posłuszeństwo, karność, dobre wrażenie, lecz o wychowanie człowieka, który będzie świadomy swoich emocji i potrzeb, a dzięki temu będzie mógł stać się spełnionym i szczęśliwym dorosłym. Osobą, która wierzy, że każdemu człowiekowi należy się szacunek, miłość i zrozumienie – ponieważ sama tego doświadczyła.


Mit nr 5

Dzieci wychowywane w duchu RB mają problem z samodzielnością.

Ten mit wymaga szerszego omówienia i odwołania się do etapów rozwoju neurobiologicznego dziecka. Zaspokajanie potrzeb dziecka w pierwszym okresie jego życia przekłada się na większą samodzielność w starszym wieku – tak pokazują badania. Dziecko, które ma troskliwą opiekę, którego potrzeby są zaspokojone, które w ten sposób buduje poczucie bezpieczeństwa oraz zaufanie do rodziców, jest bardziej zrównoważone, lepiej radzi sobie ze stresem i odważniej podejmuje rozmaite samodzielne próby.

Pewne etapy rozwoju dziecka i tak będą miały miejsce, np. lęk separacyjny występujący pomiędzy 7 a 12 miesiącem życia. Wczesna separacja noworodka czy niemowlęcia od rodziców to w rzeczywistości próba wymuszenia samodzielności i niezależności. Rozwój dziecka na poziomie neurobiologii i świadomości biegnie swoim torem, w swoim tempie i nie ma możliwości przyspieszenia go (np. uczenie malucha samodzielnego zasypiania poprzez wypłakiwanie).

Dziecko potrzebuje tego początkowego okresu bardzo silnej zależności od rodziców, tego bezpiecznego fundamentu, aby z czasem stać się niezależne. Aby zrozumieć, że rodzic, którego nie widać, nie zniknął na zawsze. Mózg KAŻDEGO niemowlęcia potrzebuje czasu, aby nauczyć się przenosić swoje przywiązanie z matki na innych opiekunów. Aby pojąć, że jest ono odrębną istotą (a nie „jednością z matką”), aby zrozumieć stałość istnienia drugiej osoby, aby tworzyć w pamięci mentalny obraz matki i zrozumieć, że „mama zawsze wraca”.

Nauka samodzielności to stopniowe budowanie zaufania: najpierw do opiekunów, potem do samego siebie. Z kolei wiara we własne możliwości prowadzi do umiejętności bycia samemu – cechy kluczowej dla niezależności dziecka. To nie wydarzy się w jeden dzień, tydzień czy miesiąc. Zalecane w niektórych poradnikach „tresowanie” dzieci i przyspieszanie tego procesu może skutkować nadszarpnięciem tego zaufania:

Uczenie dziecka, aby przestało cię w nocy potrzebować, wcale nie zmniejsza tej potrzeby. Uczy je tylko, że ty na nią nie odpowiesz.

Mayim Bialik „Nie tylko chusta”


Jest wręcz przeciwnie: to dziecku, które nie ma bezpiecznej więzi z matką, trudniej stać się niezależnym. Takie dziecko traci mnóstwo energii na radzenie sobie z własnym niepokojem, kurczowo trzyma się rodziców w obawie przed rozstaniem, a koncentracja na próbach zatrzymania przy sobie matki, przeszkadza mu w nauce samodzielności oraz w zdobywaniu innych ważnych umiejętności.




Mit nr 6

„Nie noś, bo się przyzwyczai”

To nieśmiertelne ostrzeżenie, które słyszą od otoczenia matki często noszące dzieci: reagują na płacz dziecka, biorą malucha na ręce, przytulają i kołyszą do snu lub w rozmaitych sytuacjach motają dzieci w chustę.

Nie da się przyzwyczaić dziecka do bliskości czy do noszenia, bo to nastąpiło już w okresie prenatalnym. Natomiast poza brzuchem mamy kołysanie również pełni masę zbawiennych funkcji, stymulując wszechstronny rozwój psychofizyczny dziecka.

Zdaniem dr Evelin Kirkilionis ludzkie dziecko należy do noszeniaków. Podobnie jak u innych gatunków ssaków naczelnych, dotyk i bezpośrednia bliskość jest dla dzieci potrzebą podstawową – tej samej rangi co jedzenie. Dziecko pozbawione dotyku i noszenia, odczuwa to jako zagrożenie życia, uniemożliwiając spokojny i harmonijny rozwój. Według dr Evelin Kirkilionis pomysł, że niemowlę można rozpieścić noszeniem, z perspektywy naukowej okazuje się absurdalny.

Gorzka prawda jest taka, że dzieci już są przyzwyczajone do noszenia, a tzw. „treserzy dzieci” próbują je od tego odzwyczaić, zalecając, aby noworodki i niemowlęta spędzały większość dnia w łóżeczkach, odizolowane od matek, ucząc się samodzielnego zasypiania. Reagując na płacz dziecka dajemy mu jasny i jednoznaczny sygnał, że może na nas liczyć.



Mit nr 7

RB jest dla matek, które mogą sobie pozwolić na urlop wychowawczy oraz dla rodziców, którzy mają dużo czasu.

Z jednej strony RB oszczędza sporo czasu, kiedy małe dziecko śpi z rodzicami i jest karmione piersią. Rodzice, którym odpowiada ten sposób sprawowania opieki nad dzieckiem, nie muszą wybudzać się, wstawać w nocy i podgrzewać butelek. Z drugiej strony poświęcają dziecku więcej czasu podczas zasypiania, a także na późniejszych etapach życia – na przykład, kiedy tuż przed wyjściem do przedszkola czy do pracy zaistnieje taka potrzeba. Trening samodzielnego zasypiania czy kategoryczny rozkaz być może rozwiązałby sprawę, jednak rodzice wychowujący dzieci w duchu RB traktują ten czas jak inwestycję.

A co z kwestią urlopu wychowawczego? Mnóstwo rodzin co dzień udowadnia, że można doskonale pogodzić RB i pracę zawodową. Oczywiście wymaga to pewnego wysiłku. Aby efektywnie wykorzystać czas spędzony z dzieckiem, rodzice RB po powrocie z pracy starają się zwolnić, otworzyć na dziecko i kłaść nacisk na jakość, a nie ilość spędzonych wspólnie chwil.


Mit nr 8

Bunt dwulatka i trzylatka

W przypadku Rodzicielstwa Bliskości, etapy rozwoju dziecka zwane „buntem dwulatka” i „buntem trzylatka” ukazują się w zupełnie nowym świetle. Pojęcie „bunt” zakłada przeciwstawianie się jakiejś władzy, tymczasem według psychologów dzieci w tym wieku nie tyle buntują się przeciwko władzy rodziców, co odkrywają swoje „ja”, swoją integralność i dążą do autonomii. Dla rodziców to trudny i zaskakujący etap rozwoju dziecka. Ważne, aby dostrzec tu punkt ciężkości: dziecko robi coś „dla siebie”, a nie „przeciwko rodzicom”.




Mit nr 9

RB sprawdza się tylko w przypadku małych dzieci

RB nie ma daty ważności, z tego się nie wyrasta. Nie tylko można (i warto!) stosować to podejście wobec starszych dzieci i nastolatków, ale wręcz można zacząć przygodę z RB nawet gdy mamy już starsze dziecko. Jak pisze Agnieszka Stein: „Kiedy dziecko jest małe, automatycznie akceptuje ten rodzaj opieki. Kiedy jest starsze, nagła zmiana może początkowo sprawiać trudności i rodzicom, i dziecku, ale zawsze warto próbować, bo relacje oparte na szacunku przynoszą w dłuższej perspektywie korzyści obu stronom”.

Dziecko w każdym wieku potrzebuje szacunku. Potrzebuje go także dorosły. Respektowanie emocji i potrzeb nastolatków i traktowanie ich poważnie, znacznie ułatwi rodzicom utrzymanie dobrej relacji w tym krytycznym okresie.


Mit nr 10

RB to współczesny wynalazek. RB trzeba uczyć się książek

To bardzo popularny mit, jednak RB nie jest pedagogicznym wymysłem ostatnich czasów. Owszem, od kilku lat panuje moda na wychowanie dzieci w tym duchu. Jednak sama idea rodzicielstwa opartego na przywiązaniu jest od lat znana i praktykowana w wielu kulturach, nie tylko w tzw. plemionach pierwotnych, ale też w cywilizowanych społeczeństwach, w tym również w Polsce. Sęk w tym, że dopiero kilkadziesiąt lat temu nadano mu nazwę: Rodzicielstwo Bliskości (ang. Attachment Parenting). Pojęcie to wprowadzili William i Martha Searsowie, nawiązując do teorii przywiązania Johna Bowlby’ego.

Faktem jest, że wartościowa lektura pomoże nam zrozumieć RB, jednak zarówno w naszym pokoleniu, jak i w poprzednich, spotkać można wielu rodziców wychowujących dzieci w duchu RB, którzy nie przeczytali ani jednego poradnika na ten temat i nie zetknęli się z tym pojęciem. To najlepiej świadczy o tym, że RB to idea głęboko zakorzeniona w naszej naturze – wystarczy tylko pozwolić jej dojść do głosu.


Przyglądając się dyskusjom toczącym się wokół RB można stwierdzić, że ma ono zarówno swoich zagorzałych krytyków, jak i fanatycznych „wyznawców”, traktujących poszczególne elementy tej koncepcji wyjątkowo restrykcyjnie. Jedni i drudzy przyczyniają się do budowania mitów, które często są szkodliwe, krzywdzące i niepotrzebnie zniechęcają innych rodziców do bliższego poznania, zrozumienia i wypróbowania w praktyce tego podejścia do budowania relacji z dzieckiem. W kontekście RB już o tym wspomniałam w innym artykule na blogu, ale powtórzę jeszcze raz:

Pamiętajmy, że żadna koncepcja wychowawcza nie zwalnia z myślenia

Warto podejść do RB zdroworozsądkowo, poznać ramy sugerowane przez literaturę i uzupełniać je własnym doświadczeniem.




Mój dzisiejszy artykuł przeczytacie również w najnowszym numerze Kwartalnika Bliskości SPLOT. Znajdziecie tam mnóstwo wartościowych artykułów, przygotowanych przez kobiety posiadające ekspercką wiedzę i serce we właściwym miejscu Gorąco polecam!



Kwartalnik bliskości SPLOT możecie pobrać i przeczytać ZA DARMO tutaj:

>> SPLOT nr 1 <<

>> SPLOT nr 2 <<


Natomiast wersję drukowaną Kwartalnika możecie kupić za 20 zł na stronie Wydawnictwa Moroszka (na razie dostępny jest tylko nr 1). Miłej lektury!




Dajcie znać w komentarzu z jakimi mitami na temat Rodzicielstwa Bliskości się spotkałyście? Które wkurzają Was najbardziej? Czy miałyście jakieś wątpliwości na temat RB i czy dzisiejszy tekst je rozwiał? 

Trzymajcie się!

Renia-podpis


Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:



Spodobało Ci się?
Będzie mi miło, jeśli polubisz lub udostępnisz ten tekst:


…albo zostawisz komentarz poniżej ↓
Dziękuję!


Fot. pixabay.com (CCO)



To również może Cię zainteresować:




Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Bardzo podobal mi sie ten cytat z początku, ze nie trzeba wszystkiego stosowac by być rodzicem RB. Ale przyznam ze duzo mi wyjaśniłas, wiele z tyvh mitow uwazalam wczesniej za fakty

  • nie słyszałam wcześniej o rodzicielstwie bliskości. Dla mnie bliskość to coś naturalnego i to po prostu jest między dzieckiem a rodzicem. Nie trzeba spełniać zachcianek, karmić piersią czy być z dzieckiem cały czas. To jest więź którą tworzymy my i nasze relacje

  • Najpierw stosowałam się do pt 1, a potem dowiedziałam się, że to nie mój matczyny instynkt tylko cała teoria! RB to naturalny sposób życia, co oczywiście nie oznacza, że jeśli ktoś pt 1 nie realizuje to jest rodzicem innego typu rodzicielstwa D

  • RB to mój ulubiony temat i myślałam, że już wiem wszystko, ale jednak punkt 3 i 6 mnie zmiótł Punkt 5 mnie wkurzył :-p Punkt 6 odwiecznie mnie bawi. Punkt 7 rozbawił, choć tak naprawdę świadczy o głupocie wypowiadających go osób. Nie no tak naprawdę to większość mitów jest irytująca i fajnie, że się z nimi rozprawiłaś. Najgorsze jest generalizowanie i przypisywanie jakiemuś trendowi, filozofii czy znanemu określeniu nowych teorii. Bliskość to bliskość, a rodzicielstwo bliskości ma na celu wzajemny szacunek do siebie przy zachowaniu wszelkich indywidualnych potrzeb.

  • Maggie S-B

    Własnie jestem w trakcie czytania „Baby book” Searsów i to najlepsze źródło wiedzy w tej kwestii.Ale co do punktu 7 wydaje mi sie, że oni obalili mit ‚quality time’, ze jednak wazniejsza jest jednak ilość czasu (wartościowego). Quality time został wymyślony w Ameryce, żeby uspokoić sumienie rodziców pracujących w kraju, gdzie nie ma urlopów macierzyńskich (a wiem, cos o tym bo mieszkam w USA).

  • Haha, dobre pytanie! A tak na serio, to myślę, że jestem za małym graczem, aby regularnie zarabiać na blogu. Blogi parentingowe mają tak ogromne zasięgi, że „konkurencja” jest naprawdę spora. Ale też nie czuję jakiegoś mega parcia na zarabianie. Dostaję trochę propozycji, ale 90% z nich odrzucam, bo zależy mi na utrzymaniu wysokiego poziomu bloga, a nie wszystkie produkty do niego pasują. Zależy mi, żeby wszyscy byli zadowoleni i zyskali z takiej współpracy coś ciekawego i wartościowego: Czytelnicy, przedstawiciele marki, no i ja

    A propos przedszkoli to są 3 rodzaje placówek:
    1) przedszkola bardzo sztywno trzymające się założeń pedagogiki Montessori (tych nie polecam, bo czasem wychodzą różne kuriozalne sytuacje)
    2) przedszkola, które troszkę unowocześniają tę metodę, podchodzą do niej „po ludzku”, bardziej współcześnie i życiowo – te placówki podobają mi się najbardziej
    3) przedszkola „z elementami Montessori”, które tak jak piszesz mają na stanie montessoriańskie pomoce, ale nie stosują całościowego podejścia do dziecka. Np. nauczyciele nie prezentują tych pomocy w formie lekcji trójstopniowej, nie wspierają samodzielności dziecka, nie dają mu możliwości wyboru, stosują nagrody i kary itd. – jest mnóstwo wariantów i okazji do odstępstw, bo każde przedszkole rządzi się swoimi prawami

Inline
Inline