Nie ma jedynej słusznej drogi macierzyństwa, więc najwyższa pora zakończyć wojny matek!


Wojna matek trwa w najlepsze:
Rodzić SN czy CC? (uwielbiam te skróty )
Karmić piersią czy butelką? Krótko czy długo?
Szczepić czy nie szczepić?
Spać razem czy osobno?
Wozić w wózku czy nosić w chuście?
Na spacer w czapce czy bez czapki?

Rozszerzanie diety, gluten, smoczek, pieluchy, nocnik, powrót do pracy, żłobek, odporność, suplementy, antybiotyki, kosmetyki – matki potrafią pokłócić się o wszystko! Pozorna anonimowość w sieci sprawia, że te swoje radykalne opinie wyrażają w chamski, często okrutny sposób. Dotyczy to zwłaszcza matek, które mają kategoryczną opinię na dany temat. Bo te, którym już się ulało, które zmądrzały, których macierzyństwo nauczyło pokory – te matki już wypisały się ze wszystkich grup i forów i nie angażują się w takie dyskusje.

Skąd się bierze cały ten hejt i internetowe wojenki pomiędzy matkami?
Z potrzeby przynależności?
Z niskiej samooceny?
Z przekonania o własnej nieomylności?
Z wychowania w duchu perfekcjonizmu?
Z zaściankowości i zero-jedynkowego spojrzenia – nie tylko na macierzyństwo, ale na cały świat?
No cóż, najczęściej ze wszystkiego na raz.


Matka zaszufladkowana

Nieważne do jakiej dyskusji dołączysz, od razu jesteś szufladkowana do jakiejś kategorii. Takie czarno-białe myślenie to efekt polaryzacji poglądów na macierzyństwo. Widać to zwłaszcza na początku, kiedy szukamy najlepszego rozwiązania, dokonujemy najlepszych wyborów, a z braku doświadczenia wydaje nam się, że wszystko jest czarne albo białe. Dopiero gdy otworzymy się na doświadczenia innych matek, albo gdy własne macierzyństwo da nam w kość, okazuje się, że jest jeszcze mnóstwo odcieni szarości.


Perfekcjonizm mamy we krwi

Z pewnych schematów bardzo trudno się wyzwolić. Wiele z nas zostało wychowanych w duchu perfekcjonizmu:
„Zrób to porządnie, albo nie rób wcale.”
Nieświadomie przenosimy to podejście na macierzyństwo wierząc, że gdy stajemy przed wyborem, tylko jeden z nich jest słuszny, a jego konsekwencje – nieodwracalne.


Macierzyństwo nie jest zero-jedynkowe

Co ja Wam tu z truizmami wyskakuję! Macierzyństwo nie jest zero-jedynkowe, bo w ogóle życie nie jest zero-jedynkowe. Jeśli na śniadanie posmarujesz chleb masłem zamiast margaryną, to nie znaczy, że Twoja dieta jest zbilansowana. Jeśli urodzisz dziecko siłami natury, to nie znaczy, że jesteś lepszą matką, bo masz jeszcze milion okazji, żeby wszystko spieprzyć.

Te wszystkie możliwości tworzą ogromny labirynt wyborów, powiązań i krętych ścieżek, z których żadna nie jest ani lepsza, ani gorsza. Zwłaszcza jeśli za tym wszystkim stoi miłość. A miarą miłości nie jest to jak rodzisz, karmisz, śpisz czy pracujesz, tylko to jak reagujesz na potrzeby dziecka i jaką relację budujesz z nim przez kolejne kilkanaście lat.

Macierzyństwo daje tyle okazji i możliwości, że z perspektywy czasu naprawdę nie jest ważne jak dziecko przyszło na świat. Bo co z tego, że kobieta urodzi siłami natury, jeśli przez kolejne 18 lat życia dziecka postępuje tak, że nie zasługuje na miano matki?


Nie ma jedynej słusznej drogi macierzyństwa

To jak w końcu powinnyśmy rodzić, karmić, spać i tak dalej?

Mam na to wszystko jedną odpowiedź: to zależy. Od rodziców, od dziecka, od zdrowia, od warunków, od potrzeb. Za niektórymi rozwiązaniami przemawiają korzyści zdrowotne, ale zawsze znajdą się jakieś wyjątki.

Jedyna istotna rzecz, to traktować z szacunkiem potrzeby dziecka oraz pozostałych członków rodziny i starać się je pogodzić. Poza tym… wszystko wolno! :) Oczywiście nie neguję tu potrzeby edukacji i rodzicielskich wyborów zgodnych z aktualnymi zaleceniami medycznymi.


Przeczytaj również: >> Intuicja jest przereklamowana?


Nie ulega wątpliwości, że zdrowiej jest ograniczać telewizję i słodycze, bezpieczniej zrezygnować z wisiadła i fotelika samochodowego innego niż RWF. Jednak jest cała masa sytuacji, gdy te wybory nie są tak oczywiste. Albo, gdy zwyczajnie nie mamy wyboru.

Dlatego jako matka po dwóch cesarskich cięciach czytam, że to nie narodziny tylko „wydobyciny”, już mnie to nie rusza. Mam własne problemy, o wiele poważniejsze niż internetowe wojenki. I naprawdę mam gdzieś jak mnie ktoś oceni. Przez ponad 6 lat macierzyństwa wyhodowałam sobie skórę tak grubą, że żaden pumex jej nie ruszy Kiedy znów gdzieś trafię na hasło „wydobyciny” co najwyżej się uśmiechnę. Pobłażliwie, nie szyderczo.

Tylko jak przekonać hejtujące matki, że „jedyna słuszna” droga macierzyństwa nie istnieje?


Bądź świadoma, że nie znasz całej historii

W rodzinie i wśród znajomych mam mnóstwo kobiet, które reprezentują każdą możliwą „stronę barykady”, każdą możliwą ścieżkę macierzyństwa i uwierzcie mi na słowo – każda z nich miała ku temu poważne powody.

Problem w sieci polega na tym, że nigdy nie znamy całej historii i zamiast uszanować czyjś wybór, z automatu zakładamy czyjeś złe intencje. Mogę ująć to elegancko: „Nie znasz całej historii” albo mniej elegancko: „W dupie byłeś, gówno widziałeś!”

Nie mamy prawa oceniać innych matek, bo bardzo trudno poznać całą historię i wszystkie motywy. To się nie mieści w komentarzu czy poście na Facebooku, nawet gdy jest bardzo długi Dlatego nawet jeśli nie znam konkretnej matki, to wierzę, że jej decyzja wynikała z konkretnych powodów
i to szanuję.


Kto „idzie na łatwiznę”?

Często spotykam się z zarzutami, że cesarskie cięcie, albo karmienie mlekiem modyfikowanym to „pójście na łatwiznę”. Serio? Z mojego punktu widzenia to karmienie piersią jest łatwiejsze i wygodniejsze. Opieka nad dziećmi potrafi być tak wyczerpująca, że podziwiam matki, które ogarniają te wszystkie butelki, smoczki, wyparzanie, mieszanie itd. Szacun! Pisałam o tym ponad 3 lata temu, o tutaj >> Blisko z natury

Jak wiecie, karmiłam Romka i Irkę piersią, ale z tego powodu wcale nie uważam się za „lepszą” matkę. Raczej za szczęściarę. Owszem, edukacja na temat karmienia piersią jest bardzo potrzebna, ale nie można jednocześnie stygmatyzować Mam, które karmią butelką – wszystko jedno czy tak chcą, czy tak muszą, czy z innych powodów. Pamiętajcie, nigdy nie znamy całej historii! Matka, która daje dziecku mleko modyfikowane nie jest „gorsza”, tak samo jak matka, która urodziła przez cesarskie cięcie. Mleko modyfikowane to nie trucizna. Czasem jest tzw. mniejszym złem, a czasem ratującym życie dobrodziejstwem.

Znajome Mamy karmiące swoje dzieci mm, opowiedziały mi o jeszcze jednym problemie: braku wsparcia, które towarzyszy hejtowi i stygmatyzacji. Gdy moje koleżanki próbowały dowiedzieć się więcej na temat właściwego żywienia dziecka (np. dokarmiania butelką, odpowiedniego składu mm, zagrożenia odwodnieniem podczas „walki” o karmienie piersią), miały ogromne problemy z uzyskaniem informacji od pediatrów i doradców laktacyjnych. Nie wspominając już o grupach i forach dla mam – tam zamiast odpowiedzi na konkretne pytanie na temat składu mleka modyfikowanego, zamiast wsparcia i pomocy, dostawały pytania dlaczego nie karmią piersią, a ich rzeczowe pytanie błyskawicznie przeradzało się w pełną hejtu dyskusję. To chore!

A przecież to nie jest tak, że Mama, która karmi butelką idzie na łatwiznę, nie zwraca uwagi na skład mleka, nie dba o zdrowie dziecka i zaniedbuje je. Nie wszystkie mleka modyfikowane są takie same, warto zwrócić na przykład uwagę na poziom DHA. Zresztą gdy karmiłam moje dzieci piersią, też suplementowałam DHA, a po rozszerzeniu diety podawałam dzieciom roślinne DHA z witaminą D.


Bądź mądra!
Otwórz oczy, głowę i serce

Mądry człowiek nie zamyka się w swoich sztywnych poglądach i przekonaniach. Mądry człowiek uważnie poznaje świat, ciągle się ucząc. Mądry człowiek jest ciekawy świata, obserwuje go i doświadcza w taki sposób, aby wzbogacić siebie i poszerzać swoje horyzonty.

Mądre kobiety rozumieją, że krytykowanie innych kobiet nie czyni ich lepszymi. Wręcz przeciwnie.

Nie obrażając nikogo – tolerancja, otwartość i ciekawość świata jest miarą inteligencji. A także pokora (słynne „wiem, że nic nie wiem”), bez uprzedzeń, oceniania i jedynych słusznych racji.

Z drugiej strony są ludzie, którzy być może sporo widzieli, ale nie potrafią z tego korzystać. Być może dużo podróżują, ale nadal postrzegają świat przez pryzmat własnych stereotypów. Zamiast poszerzać swoje horyzonty, są ograniczeni do własnych „jedynych i słusznych” racji i ciągle szukają w świecie ich potwierdzenia. Tak właśnie działają hejtujące matki.

Żeby było jasne, ten hejt nie dotyczy tylko matek. Po prostu obracamy się w tym środowisku i obserwujemy je na co dzień. Jednak tyle samo hejtu pojawia się w innych grupach tematycznych: miłośników kotów, psów, gier, muzyki i seriali. To dotyczy każdej grupy, której członkowie są mocno wkręceni w swoją pasję, a przy tym mają wybór i możliwość zajęcia stanowiska.


Pozbądź się poczucia niższości

Według psychologów podobno krytykujemy innych, gdy czujemy się ze sobą źle. Gdy czyjaś samoocena kuleje, taki człowiek ze wszystkich sił może obwarowywać się na swoim stanowisku, aby potwierdzić, że on i tylko on ma rację. Taki paradoks.

W celu zbudowania autentycznego poczucia własnej wartości trzeba pokonać wiele wyobrażeń i uprzedzeń. Ten wysiłek jest wart Twojego czasu, ponieważ ostateczna nagroda to poczucie większej wolności i spełnienia w życiu.


Nie jesteś lepsza, ani gorsza

Nie jesteś LEPSZYM rodzicem, gdy wyślesz dziecko do prywatnej szkoły za miliony złotych monet.
Nie jesteś NADZWYCZAJNĄ matką, gdy Twoje dziecko zacznie chodzić i mówić szybciej od rówieśników (sorry, ale taka jest prawda).
Nie jesteś BARDZIEJ matką, gdy karmisz piersią.
Nie jesteś LEPSZĄ matką, kiedy urodzisz siłami natury.
Ba! Ty nie musisz nawet URODZIĆ dziecka, aby zostać matką. Doskonałym przykładem są tu mamy adopcyjne.

Proszę, starajmy się dyskutować konstruktywnie i kulturalnie, zamiast oskarżać, hejtować i krytykować. Postarajmy się zrozumieć i wspierać!
Niezależnie od Twoich poglądów – szanuję Cię i życzę Ci dobrze.


Daj znać w komentarzu czy zostałaś kiedykolwiek zhejtowana za swoje macierzyńskie wybory?
Jak myślisz, skąd bierze się ten hejt i jak można zlikwidować jego przyczynę? Czy chodzi o mądrość, otwartość, nabranie pewności siebie, a może o coś zupełnie innego?


Udostępnij ten artykuł, jeśli masz wśród znajomych Mamy, którym ten tekst pomoże:



Wpis powstał we współpracy z marką mlek modyfikowanych Enfamil Premium.


Trzymajcie się!

Renia-podpis

Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:

Przeczytaj koniecznie:
 Pocieszając płaczące dziecko, zwiększasz jego odporność na stres w dorosłym życiu
 8 naukowych faktów o więzi mamy i dziecka: noszenie i bliskość, mentalizacja, zsynchronizowane mózgi i inne najnowsze badania
 Priorytetem w rozwoju noworodka i niemowlęcia NIE jest ruch – wywiad z fizjoterapeutą Pawłem Zawitkowskim
 10 popularnych mitów na temat Rodzicielstwa Bliskości
 Jeden ważny powód, aby nie zmuszać dzieci do jedzenia, ubierania się i rozdawania buziaków
 Synu, błagam, ten jeden raz ugryź się w język!
 10 dowodów na to, że moda skandynawska to styl idealny dla matek


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline