SONY DSC

Jeśli odwiedzaliście mojego „starego” bloga o jakże niewdzięcznej i mylącej nazwie DzikieZiemniaki.pl, to zapewne wiecie, że był tam cały dział „Matka Egoistka”. Po zmianie adresu mocno przebudowałam menu bloga i zmieniłam nazwę tej kategorii na „Rodziców”, wielkodusznie wpuszczając w jej progi Pana S, czyli męża matce i ojca dzieciom.

Nadal jednak uważam, że warto być Matką Egoistką! Dziś przedstawię Wam na to 5 dowodów, które możecie śmiało wykorzystać jako argumenty w dyskusji, kiedy wsiądzie na Was jakiś świętoszkowaty moralizator (choć niestety bardziej prawdopodobne, że będzie to świętoszkowata moralizatorka).

Pierwsze wrażenie? „Matka Egoistka” ma nieco pejoratywny wydźwięk, ale – trochę z przekory – to właśnie na nią się zdecydowałam. W pamięci miałam następujące słowa:

Należy zaspokajać potrzeby dziecka, ale nie wolno wyrzekać się własnych. Kto bowiem neguje własne potrzeby, wkrótce poczuje, że życie go przerasta, a winę za to zrzuci na dziecko.

Jesper Juul - NIE z miłości -

To proste, ale genialne słowa Jespera Juula, rewelacyjnego duńskiego pedagoga i terapeuty rodzinnego. W ostatnim czasie jest dość popularny… i całe szczęście! W Polsce wydano już 10 poradników jego autorstwa. Mam nadzieję, że dzięki temu więcej rodziców dowie się co nieco o modelu rodziny dość powszechnym w krajach skandynawskich. To model, który pozwala rodzicom wrzucić na luz – zaufać kompetencji dzieci, przy jednoczesnym spełnieniu potrzeb rodziców-egoistów

Chodzi o uszanowanie integralności i spełnianie potrzeb KAŻDEGO członka rodziny i taką organizację życia rodzinnego, aby nie odbywało się to kosztem dziecka. Paradoksalnie powinnyśmy postępować w ten sposób nie tylko z pobudek egoistycznych, ale dla dobra naszych dzieci, mężów, bliskich etc. – a to z kilku prostych powodów:

1) Dzieci nas naśladują

Jeśli chcemy, aby w przyszłości nasze dziecko było asertywne, dbało o swoje potrzeby, nie dało się wykorzystać i skrzywdzić – słowem, aby potrafiło powiedzieć „nie”, to my musimy go tego nauczyć. Na własnym przykładzie

2) Szacunek i strefa komfortu

Jesteśmy egoistami również po to, aby nasz szkrab szanował „strefę komfortu” innych ludzi. Tylko kiedy konfrontujemy dziecko z naszymi potrzebami i granicami, dajemy mu możliwość doświadczenia „równorzędnej relacji opartej na wzajemnym szacunku” (och i ach!), co z kolei daje mu możliwość wykształcenia prawidłowych kompetencji społecznych. Podobno dziecko nie jest w stanie nauczyć się tego w żłobku, w przedszkolu, ani od opiekunki, ponieważ wówczas jest jedynie „obsługiwane”. A jak twierdzi Juul „dziecko, które jest tylko obsługiwane, staje się ZIMNE”, brrrrr…

3) Poczucie bezpieczeństwa

Nie będę się gimnastykować, tylko po raz kolejny zacytuję Juula:

Umiejętność troszczenia się o własne potrzeby – bez lekceważenia potrzeb dziecka – charakteryzuje dobre przywództwo w rodzinie. Daje ono dzieciom poczucie bezpieczeństwa i gwarantuje związek oparty na jednakowym szacunku dla obu stron. Związek taki wyróżnia się tym, że obie strony mają jednakową godność – a nie tym, że mają jednakowe prawa i obowiązki, czyli że mogą tyle samo.

-

4) Stop frustracji

Sprawa oczywista: dbanie o siebie, spełnianie własnych potrzeb zapobiega frustracji. To jasne jak słońce: jesteśmy wtedy bardziej zadowoleni z życia, mniej zgryźliwi/ upierdiliwi/ uciążliwi we współżyciu – po prostu milsi dla otoczenia… Korzyści dla wszystkich zainteresowanych stron są niezliczone.

Ach, jak wygodnie! Co za ulga! W końcu mogę przestać udawać, że nie jestem egoistką – mam fantastyczne wymówki! ;) Dlaczego nikt jeszcze nie zrealizował akcji „Cała Polska czyta Juula”?! Ekhm, na chwilę jeszcze przywróćmy poważny ton.

W świecie realnym i wirtualnym coraz częściej spotykam matki, które czują się, jakby nie istniały. Przytłoczone nie tylko przez rzeczywiste obowiązki, ale i przez wizję idealnej matki narzuconą przez społeczeństwo. Mamy żyją pod nieustanną presją, miotając się pomiędzy opieką nad dzieckiem a własnymi potrzebami, marzeniami, ambicjami… Do tego wszystkiego dochodzi krytyka bliższego i dalszego otoczenia, wizerunek matki promowany przez media, rywalizacja o tytuł „Matki Roku”, własne wątpliwości i wyrzuty sumienia – i już można strzelać sobie w łeb!

Cóż, trzeba po prostu mieć jaja. Lub je sobie wyhodować. Aby przekonać otoczenie, że „matka to też człowiek”, niezbędna jest spora doza asertywności. Jednak zazwyczaj pierwszą i najcięższą batalię matka musi stoczyć Z SAMĄ SOBĄ, bo ogromna miłość do dziecka i wyrzuty sumienia robią swoje. Zastanawiam się, czy to wychowanie w duchu martyrologii, czy wpajany od kołyski ideał „Matki Polki”, czy też czysta fizjologia, dość upierdliwe działanie hormonów, ale my matki już tak mamy, że lubimy się poświęcać (a potem jeszcze liczymy na to, że ktoś to doceni, ha!). Tymczasem powinnyśmy robić to jak najrzadziej

Na własnej skórze przekonałam się, że macierzyństwo nie zawsze jest różowe, słodkie, ociekające lukrem. Na pewno znacie ten obrazek z reklam mleka modyfikowanego: siedzisz w czyściutkim pokoju, wypełnionym słoneczną poświatą i różowym obłokiem, tulisz dziecko, a ono z ufnością patrzy Ci głęboko w oczy… Owszem, zdarzają się takie magiczne momenty i to one pozwalają nam przetrwać pozostałe 80%, w tym: bezsenne noce, trwanie w stanie ciągłej gotowości, tę samą żmudną rutynę dzień w dzień. Wszystko to potafi dać w kość. Zwłaszcza kiedy matka wraca do pracy, z marszu musi pracować na cały etat (lub dłużej) i jakimś cudem pogodzić to z życiem rodzinnym. U mnie tak było i chwilę potrwało zanim przestałam się użalać i małymi krokami wprowadziłam słowa Juula w życie.

Ech! To jeden z moich pierwszych tekstów, dopiero uczę się blogować i przyznaję bez bicia, że nie wiem jak spuentować i zakończyć ten wpis. Ale, ale! Przyszedł mi do głowy jeszcze jeden powód, który warto dopisać do powyższej listy:

5) Być matką i pozostać sobą

Mamy, które to czytacie, pamiętacie jakimi dziewczynami/ kobietami byłyście zanim zostałyście matkami? Warto po latach odszukać tamtą osobę – przypomnieć sobie jej najciekawszą, najradośniejszą, najcenniejszą cząstkę, troskliwie pielęgnować nieco już przykurzone pasje, marzenia, wartości, aby potem pokazać je naszym dzieciom. To chyba dobre zakończenie


Wpis pochodzi z mojego „starego” bloga DzikieZiemniaki.pl



To ja z Synkiem w brzuchu. Tuż po tym, jak dostałam od gina pierwsze zdjęcie USG z widoczną buzią Potomka. Widzicie ten wielki nos i usta glonojada zasysające wody płodowe? To był dla mnie najpiękniejszy widok na świecie!

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Choć nie mam jeszcze dzieci, to „być matką i pozostać sobą” wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem. Piękne zdjęcie!:)

  • Bardzo mądry post i zupełnie się z Tobą zgadzam. Dziecko jest bardzo ważne ale nie wolno zapomnieć o sobie, bo może się to odwrócić przeciwko nam a gorzej przeciwko miłości do potomka.

    ps. cudne zdjęcia

  • odrobinaraju.pl

    Jesteś śliczną matką oraz piszesz tak jak właściwie jest i co wnioskujesz. Nie jest to proste na pewno być rodzicem, aczkolwiek z drugiej strony zapewne jest to naturalne jak wdychanie powietrza. Nie wiem, mamą nie jestem. Ale nie jest to proste być przykładem dla dziecka, nie chodzi tu oto aby być idealną, ale aby dziecko wyniosło najwięcej tego co dobre. Pozdrawiam

  • „Sprawa oczywista: dbanie o siebie, spełnianie własnych potrzeb zapobiega frustracji. To jasne jak słońce: jesteśmy wtedy bardziej zadowoleni z życia, mniej zgryźliwi/ upierdiliwi/ uciążliwi we współżyciu” – dokładnie!
    Nie jestem matką, ale zgadzam się z Tobą w 100%!

  • OkiemMamy

    Genialne, pięknie to ujęłaś. Szczęśliwa mama to szczęśliwa rodzina

  • Punkt 3 – cytat z Juula, Odpowiednie słowa na ujęcie mysli o tym jak wygląda zdrowa partnerska relacja w rodzinie. Na linii rodzice–dzieci.

  • Podpisuję się pod tym tekstem obiema rękami:-) Ja chyba również jestem matką egoistką. Co prawda, zdecydowałam, że na razie nie wrócę do pracy, aby móc więcej czasu spędzić ze swoją córką, ale nie oznacza to, że poświęcę całą siebie. Denerwują mnie ludzie, którzy krzewią obraz matki polki, mówiąc (oczywiście za moimi plecami): „została w domu, to powinna poświęcać cały swój czas dziecku, a ona zajmuje się jakimiś głupotami” (uwielbiam rękodzieło i spędzam nad tym dużo czasu). Kocham swoje dziecko najbardziej na świecie i (niestety) zdarzają się dni, że muszę jej poświęcić 100% mojego czasu, ale szczerze mówiąc nie lubię tego. Po takim dniu (szczególnie jeśli na dodatek jestem po nieprzespanej nocy) jestem wyczerpana i mam serdecznie dość mojego dziecka, co nie jest dobre ani dla mnie, ani tym bardziej dla niej. Uważam więc, że dla dobra relacji, warto jest być egoistką:-) To nie wyklucza bycia wystarczająco dobra matką.

Inline
Inline