Go, girls! O kompleksach, które powstrzymują nas od działania

Wbijam zęby w Dzień Kobiet z nieco innej strony. Rok temu pisałam o feministycznym Dniu Kobiet w krajach skandynawskich. Dziś pogadamy o marzeniach, kompleksach, kompetencjach i wierze we własne siły… a raczej jej braku. A także o powieściach kryminalnych! Będzie ciekawie, zapewniam

My, kobiety, potrafimy przenosić góry. Ale zwykle dla kogoś innego: dla dzieci, partnera i krewnych, dla przyjaciółek, sąsiadek i innych kobiet w potrzebie. Ta kobieca siła, a zwłaszcza kobieca solidarność, jest czymś fantastycznym i wzruszającym. Jednak kiedy przychodzi do realizacji naszych własnych marzeń, perspektywa ich osiągnięcia staje się tak mglista jak poranek na Zielonym Wzgórzu nastoletniej Ani Shirley.

Bo zawsze jest coś ważniejszego. Ktoś ważniejszy.

Kiedyś na pewno spróbujesz! …ale jeszcze nie teraz.

Bo nie czujesz się wystarczająco kompetentna.

Załóżmy, że uwielbiasz powieści kryminalne i od lat chodzi Ci po głowie napisanie własnej. Lista wydłuża się o kolejne wymówki:

Bo wszystko już było.

Bo za dużo grafomanii na półkach księgarni.

Bo nikt tego nie przeczyta.

Bo się ośmieszę.

Co gorsza, te bezsensowne wątpliwości, to onieśmielające poczucie niekompetencji, nigdy się nie kończą. Nawet kiedy daleko zajdziesz, kiedy wiele osiągniesz, nie mówisz „zapracowałam na to”, lecz umniejszasz swój wysiłek słowami „miałam szczęście”. 

Przyznam się Wam, że ja też to często powtarzam. O wiele łatwiej jest mi stwierdzić „po prostu mam szczęście”, niż że do miejsca, w którym jestem w życiu prywatnym i zawodowym, doszłam ciężką pracą i wytrwałością.

Nasze szczęśliwe małżeństwo to nie tylko miłość od pierwszego wejrzenia. To przede wszystkim intensywna praca nad charakterem, dojrzała komunikacja, sztuka kompromisu, budowanie solidnych fundamentów rodziny, którą dziś tworzymy. To przełamanie bariery językowej, dwa lata związku na odległość, walka z biurokracją…

Czujemy wdzięczność, jasne. Choć tak naprawdę wszystko zawdzięczamy sobie, a nie jakiemuś tam szczęśliwemu losowi czy innej sile wyższej, która odwaliła za nas czarną robotę. Musimy sobie o tym często przypominać.

Przykłady z życia zawodowego? Proszę bardzo: nie doceniam, że w pracy nie zawaliłam nigdy żadnego deadline’u, że wszystkie egzaminy na studiach zdawałam w pierwszym terminie, że potrafię zarwać niejedną noc, kursując pomiędzy ząbkującym dzieckiem a świecącym w ciemności komputerem, aby dokończyć zlecenie na czas.  To się samo nie wydarzyło. Nie dostrzegam, że jestem niezawodna.

Niezawodna, ale zawsze dla kogoś. Dlaczego nie dla siebie?

Całe życie uczono nas jak dbać o innych, zakładając, że posiadamy wrodzony egoizm, który należy zdusić w zarodku. Nikt nie uczył nas jak zadbać o to, jak siebie postrzegamy. Jak być silną i pewną siebie.

Tej grzecznej i pokornej dziewczynce, cichutkiej prymusce, nie wypada przecież powiedzieć „zapracowałam na to”. To takie nieskromne! Wyszczekanej „buntowniczce bez powodu” też nie wypada (bo nie zapracowała). Wszystkim dziewczynkom pomiędzy – tak samo.

A historia nauczyła nas, że wybitne postaci, takie jak Maria Skłodowska-Curie, to błąd statystyczny w świecie zdominowanym przez mężczyzn i efekt Matyldy. Kobiecy brak wiary we własne siły pokutuje głęboko w naszej świadomości i naznacza sposób, w jaki podchodzimy do wyzwań. Nie tylko w dziedzinie nauki – w innych dziedzinach również zbyt łatwo stwierdzamy, że jeśli coś nam się udało, to tylko i wyłącznie psim swędem.

Kobiety dopiero uczą się robić kariery i popadają w skrajności: od totalnie zaniżonej samooceny, do skrajnego braku samokrytycyzmu i przebojowości typu „po trupach do celu”. Jeszcze wiele lat zajmie nam wypracowanie zrównoważonych postaw.

To nie jest tak, że mężczyźni nigdy nie mają podobnych wątpliwości, jednak ze względu na dzisiejsze święto to nam – kobietom – poświęcam całą uwagę.



W życiu dorosłym byłą buntowniczkę, byłą prymuskę i wszystkie dziewczynki pomiędzy – dręczą te same kompleksy. Zaniżona samoocena, lęk przed brakiem kompetencji i cały arsenał pomniejszych kompleksików.

Masz pomysł, masz marzenie, ale nie wierzysz, że osiągniesz zadowalający efekt w tym momencie życia, w którym teraz się znajdujesz. Wszystko odkładasz na przyszłość, a Twoje marzenie oddala się coraz bardziej.

Ulubioną torturą i karą za ambicje twórcze, jaką wymierzają nam nasze kompleksy jest złudna obietnica, że kiedyś w mglistej przyszłości przyjdzie czas na tworzenie. Płonna nadzieja, że kiedy nastąpi kilka z rzędu wolnych dni, zacznie się dynamiczny wir pracy twórczej. Nie dajmy się zwieść. Kompleksy nie mają takich intencji. Chcą tylko zdusić i zagłuszyć twórczy impuls. Słyszymy także inne podszepty: tylko po doktoracie będziesz coś warta, dopiero kiedy dostaniesz odznaczenie od królowej, dopiero po takiej czy innej nagrodzie, jeśli wydrukują twój artykuł w takim czy innym czasopiśmie, jeśli to, jeśli tamto etc. Takie myślenie jest jak zapychanie duszy pustymi kaloriami.

Clarissa Pinkola Estes „Biegnąca z wilkami”

 


Warsztaty pisania
z Katarzyną Puzyńską

W zeszłą sobotę uczestniczyłam w warsztatach pisania powieści kryminalnych, prowadzonych przez utalentowaną polską pisarkę, Katarzynę Puzyńską. Kasia okazała się przesympatyczną dziewczyną, z którą można gadać godzinami – o kryminałach i nie tylko

Wiecie jak to jest: kiedy kogoś podziwiacie, czytacie czyjeś książki lub słuchacie czyjejś muzyki, nieświadomie budujecie wokół tego twórcy taką celebrycką otoczkę niedostępności. A potem, kiedy spotykacie tę osobę na żywo, przemiłym zaskoczeniem jest, że jest taka otwarta, przyjazna i „zwyczajna”.




Warsztaty zostały poprowadzone bardzo profesjonalnie. Fajnie było wyrwać się z domu, odetchnąć od codziennej rutyny i spędzić kilka godzin w miłymi towarzystwie w Hotelu Sofitel Warsaw Victoria. Zawarłam kilka nowych znajomości i w końcu poznałam na żywo Anię z bloga Nieidealna Anna.

W maju wybieram się na kolejną blogerską imprezę – Blog Conference Poznań. Tym razem z całą rodziną, bo konferencja trwa dwa dni, a ja nadal karmię Irkę. Sieć Accor Hotels ma fajne warunki dla rodzin z dziećmi, więc planujemy zatrzymać się w Hotel Mercure Poznań Centrum na Roosevelta. Tak, tak! To tam, gdzie toczyła się akcja Jeżycjady Na pewno poszukamy kamienicy Borejków i kamienicy z wieżyczką z mojej ukochanej „Szóstej klepki” ♥ Ale przecież miało być o kryminałach!


Jak napisać kryminał, który wymiata?

Oto co zapamiętałam z warsztatów, w telegraficznym skrócie:

• Powieść kryminalna to taki gatunek, w którym liczy się nie tylko lekkie pióro i humanistyczny umysł. Najważniejszy jest tu logiczny ciąg wydarzeń. Ta informacja to promyczek nadziei dla osób takich jak ja – umysłów ścisłych, które tak naprawdę nie lubią pisania samego w sobie i uważają tę czynność za „zło konieczne” do osiągnięcia innego celu.

• Powieść kryminalna powinna być przede wszystkim doskonale skonstruowana. Mile widziane są wszelkie narzędzia budujące napięcie i ciekawość Czytelnika, między innymi: zawieszenie akcji (cliff-hangers), zwroty akcji, co najmniej dwóch podejrzanych, kilka motywów i sposobności, retrospekcja, odliczanie w oczekiwaniu na zbrodnię, fałszywy alarm, a także „klucze” dla Czytelnika pozostawiane w całej książce (niezbyt oczywiste, ale jednocześnie dające poczucie uczestniczenia w rozwiązaniu zagadki).

• Jak zacząć? Na miejsce akcji pierwszej powieści czy opowiadania najlepiej wybrać środowisko, które dobrze się zna. Przygotować plan fabuły oraz szczegółowe kwestionariusze postaci. Przede wszystkim jednak pisać, pisać i jeszcze raz pisać Wyrobić sobie nawyk pisania z weną i bez niej, ponieważ…

• …pisarz to przede wszystkim rzemieślnik. Zawód jak każdy inny. Praca trudna i wyczerpująca. Nie ma się co łudzić, że napisanie książki to rzecz prosta i każdy może się jej podjąć. Jednak jeśli pisanie nie znudzi Ci się po kilku dniach – przyj (pozwólcie, że posłużę się taką porodową metaforą :)). Nie zrażaj się. To całkowicie normalne i „zdrowe”, że autor nigdy nie jest w pełni zadowolony z efektów swojej pracy. To motor, aby cały czas doskonalić warsztat i się rozwijać. 


Dlaczego odpoczywamy przy kryminałach?

Lubię się zresetować przy dobrym kryminale. Cenię autorów, którzy obok wątku poświęconego samej zbrodni, rozprawiają się ze współczesnymi problemami społecznymi. Doceniam zarówno skandynawskich, jak i naszych polskich autorów. Amerykańskich jeszcze nie miałam czasu dobrze poznać, a z brytyjskich znam głównie twórczość Agathy Christie (lubię, ale bez fajerwerków – jest zbyt przewidywalna).

Kryminały to nie literatura piękna, to nie literatura wysoka, ale przyjemna lektura, przy której można fenomenalnie odpocząć. Głównie dzięki temu, że świat zagadkowych zbrodni tak bardzo różni się od naszego codziennego żywota (nieważne, czy jesteś mamą pracującą, czy tak jak ja – kurą domową z wyboru, na urlopie wychowawczym).

A przy okazji kryminały dostarczą Ci przyjemną dawkę główkowania i dreszczyku emocji, jeśli urodziłaś się z żyłką detektywistyczną, albo wciąż nie pożegnałaś marzenia o pracy agentki służb specjalnych


Czy napiszę własną powieść kryminalną?

Nigdy nie miałam tego w planach, ale podczas warsztatów zakiełkował pomysł, który nie daje mi spokoju. Myślę o historii osadzonej  w środowisku polskich emigrantów zarobkowych w jednym z krajów skandynawskich. Tego jeszcze nie było!

Tylko ciii, zdradzam Wam mój koncept w zaufaniu Zresztą chyba i tak nie spodziewalibyście się po mnie innej tematyki? Teraz tylko muszę trzymać kciuki, aby przez najbliższe kilka lat ktoś nie wpadł na podobny pomysł… i pisać, pisać, pisać


To co, działamy?!

Mniejsza o marzenie. Nieważne, czy chcesz napisać powieść, od której nie można się oderwać, nauczyć się robić zachwycające zdjęcia, wyemigrować do Skandynawii, czy otworzyć własny biznes. Pierwsze, co musisz zrobić, to podzielić swój wielki cel na małe kroczki, zacząć działać i uwierzyć, że się uda…

Stój, chwileczkę! Przecież ja Cię podpuszczam!

Nie, że „się uda”, „się zrobi”, „się wydarzy”… Język polski nas zwodzi sugerując, że to dzieje się samo. Dlatego lepiej powtarzać sobie, że to Ty na to zapracujesz i zasłużysz. Uwierz w to w końcu! You go, girl!


Renia-podpis

Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:


Spodobało Ci się?
Będzie mi miło, jeśli polubisz
ten tekst:


…albo zostawisz komentarz poniżej 
Dziękuję!



To również może Cię zainteresować:


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Chętnie przeczytałabym taką książkę

  • Trzymam kciuki za książkę i już ustawiam się w kolejce po autograf!

  • Macierzynstwo-raz!

    Trzymam kciuki i od razu wpisuję się na listę oczekujących do przeczytania!

  • mania

    Renatka! Pisz, będziemy czytać

  • Ale czad Reniu! kKilka dni temu odezwała się do mnie znajoma z podstawówki i przesłała mi fragment swojej książki – kryminału. Ona ma trójkę dzieci, a znalazła czas by to napisać! Przesłałam ten tekst ku inspiracji Dzięki

    • To tak samo jak z blogowaniem – pewnie pisała po nocach Opieka nad dziećmi to fantastyczna sprawa, ale po pewnym czasie mózg sam się prosi o jakieś wyzwanie intelektualne. Pozdrowienia dla koleżanki! Trzymam kciuki za znalezienie wydawcy!

  • e-milka

    A ja napisalam. Wlasnie o Polce studiujacej w Niemczech, ktorej kolezanka ginie w niewyjasnionych okolicznosciach. Zajelo mi to dwa lata. Nie, nie znalazlam wydawcy. Byc moze bylo za wczesnie, bo jeszcze przed „wielka fala” emigracji, czyli opisywane problemy mialy stosunkowa mala grupe potencjalnych odbiorcow. A moze po prostu tez bylo slabe dzielo. Ale redaktor z duzego i znanego wydawnictwa napisal mi kilka osobistych linijek, ktore mnie ucieszyly, bo odbiegaly od standardu (standardem jest notabene brak odpowiedzi). Nie zaluje – to byla moja terapia po smierci Mamy i emigracji. Dowiedzialam sie tez dzieki temu, ze jestem dobra w krotkich formach. Dobrze mi idzie pisanie krotkich spuentowanych form, a nie duzych epickich projektow. Na razie chlone zycie, ale kto wie, moze kiedys… Reniu, zycze wytrwalosci, bo to dlugotrwaly projekt. Rzeczywiscie trzeba jak wielu pisarzy codziennie usiasc i pisac.

    • Ja też raczej nie liczę, że ktokolwiek mnie wyda
      Choć może właśnie to te kompleksy przeze mnie przemawiają… Tak czy siak, tak jak mówisz: już samo pisanie „do szuflady” może być terapią, przyjemnością, pasją, więc w sumie to nie robi mi różnicy.

      • e-milka

        Dokladnie. A jesli chodzi o wydanie, to trzeba pamietac, ze kunszt to jedno, a ekonomia drugie. I chociazby z tego powodu nie nalezy wpedzac sie w kompleksy, bo nie wszystko zalezy od autora. Ilu autorow wydalo przeciez dopiero drugie lub trzecie dzielo, bo pierworodnego nikt nie chcial. A Twoj temat jest ciekawy – malo wiem o tym, jak sobie radza rodacy „na dalekiej polnocy”. Dzieki blogowi tworzysz tez pewna podstawe i nie jestes zupelnie anonimowym tworca. Pewnie, ksiazek jest wiele, ale przeciez zapotrzebowanie na nowe historie ciagle jest.

  • Renia bardzo fajnie ugryzlas temat ❤ twoj warszrat pisarski jest bardzo konkretny. Nikt nie potrafi tak zgrabnie jak ty poruszyc w jednym tekscie tematu kompleksów, macierzynstwa i kryminalow. Trzymam kciuki za ciebie i mam nadzieje do zobaczenia szybciej niz na konfie w Poznaniu 😘

Inline
Inline