Gluten to nie zuo?!
Czyli dlaczego będę ograniczać pszenicę w naszej kuchni, pomimo że mity o upiornym glutenie zostały obalone.

Stało się. Mit o złowrogim, niszczycielskim glutenie został obalony. W lutym pojawiło się sporo artykułów, które rozprawiły się z tą arcygroźną mieszaniną białek (oby raz na zawsze, choć jakoś w to nie wierzę). Ja trafiłam na artykuł w „Polityce” – klik: Trucie o glutenie.

W skrócie: zespół naukowców, który w 2011 roku opublikował wyniki badań potwierdzających szkodliwość glutenu, powtórzył badanie w 2013 roku i wycofał się z poprzednich wyników (wyniki obydwu badań możecie znaleźć tu: 2011 i 2013). Niestety w międzyczasie wydano mnóstwo artykułów i książek (m.in. ogromnie popularną „Dietę bez pszenicy” Williama R.Davisa omawianą w „Polityce”), które nakręciły modę na dietę bezglutenową, a w następstwie rozwój rynku produktów bezglutenowych. 

Gluten istotnie jest szkodliwy… dla chorych na celiakię (około 1 % populacji) lub alergików (szacunkowo 5-10 % populacji). Mogą go nie tolerować również osoby chorujące na silną grzybicę ogólnoustrojową, wywołaną jednym z grzybów z rodzaju Candida. W pozostałych przypadkach lęk przed glutenem jest nieuzasadniony.


Jednak ja nadal zamierzam ograniczać pszenicę w naszej kuchni. Ograniczać, nie eliminować. Dlaczego? Ponieważ wierzę w takie oto magiczne słowo:

Urozmaicenie, ewentualnie: różnorodność

Kiedy byłam jeszcze małą, głupiutką Renią, Tata tłumaczył mi, że najzdrowiej jeść produkty jak najbardziej różnorodne (i jak najmniej przetworzone). Pozdrawiam, Tatusiu!
Całe lata nie stosowałam tej zasady, pewnie nawet nie rozumiałam jej w pełni. Jednak kiedy wyleciałam z rodzinnego gniazda i stałam się dużą Renią (nadal trochę głupiutką), a zwłaszcza kiedy planowałam wege ciążę, znów trafiłam na tę prostą zasadę i stopniowo uczyniłam ją głównym prawem rządzącym naszą kuchnią.
Tutaj możecie znaleźć przykładowy tygodniowy jadłospis 2-latka, oparty na tej zasadzie: Prowiant do żłobka.

Nie opychamy się do znudzenia kaszą manną czy kuskusem. Do wyboru jest przecież kasza:

lub ryż: jaśminowy (klik), brązowy, czerwony, czarny itd.

collage01

To samo dotyczy warzyw: nie wcinamy w kółko ukochanych ziemniaków, tylko mnóstwo innych warzyw, niekoniecznie ekologicznych (klik: Kiedy warto kupić ekologiczne warzywa i owoce, a kiedy to zwykła strata kasy?).
Tej zimy staramy się jeść przede wszystkim sezonowe warzywa i owoce, jak deklarowałam w tym wpisie: 3 czarne magiczne książeczki. Za „Sezonownikiem 2015” w marcu są to:

collage02 collage03

Do czego zmierzam? Analogicznie nie będziemy dzień w dzień wsuwać pszenicy. Istnieje przecież mąka gryczana, kukurydziana, jaglana, amarantusowa, ryżowa oraz te o obniżonej zawartości glutenu: orkiszowa, żytnia, owsiana czy jęczmienna.
Tak, tak, zboża takie jak orkisz, pszenżyto, żyto, owies i jęczmień również zawierają gluten, jednak jest on mniej „stężony” niż ten w pszenicy.
„Stężonym” glutenem straszył nas pediatra, u którego leczyliśmy Synka z przerostu candidy. Twierdził, że w wyniku metod uprawy występujące w Polsce popularne odmiany pszenicy zawierają wyjątkowo dużo glutenu w porównaniu np. do starej odmiany pszenicy, jaką jest orkisz. Nie weryfikowałam tego – czy ktoś z Was wie, jak rzeczywiście z tym jest?

Gluten, białko zwierzęce i sacharoza

Trafiłam na informację, że gdyby rozłożyć na czynniki pierwsze dietę „statystycznego Polaka”, przeważały by w niej 3 składniki: gluten, białko zwierzęce i sacharoza. Oczywiście pod postacią niezliczonej ilości różnego rodzaju pieczywa, mięs, nabiału i słodyczy, jednak z chemicznego punktu widzenia to wciąż te same 3 składniki.

To właśnie o takiej diecie dietetycy mówią: UBOGA. Pomimo, że pacjent je dużo pod względem objętości, jego pokarm jest ubogi w składniki odżywcze.


Coś w tym jest… Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że warzywa i owoce traktowane są wciąż jako dodatki do diety, a nie jako jej podstawa. No chyba, że ktoś żre trawę, tak jak wegetarianie i weganie.

Co z tagami?

Ach, te tagi, czy z nich w ogóle korzystacie? Tagi na blogu nie ulegną zmianie: tak na wszelki wypadek, gdyby zabłąkała się tu jakaś duszyczka chorująca na celiakię (tag: bezglutenowo) lub która, tak jak ja, ogranicza spożycie pszenicy (tag: bez pszenicy).

Zapasy

Taka filozofia gotowania w kratkę wymaga oczywiście odpowiedniego zaopatrzenia. Dlatego mamy zapasy, jakbyśmy szykowali się na oblężenie Stalingradu. Spokojnie, zwykle nic się nie marnuje.

Możecie zresztą rzucić okiem do moich kuchennych szuflad, ale uprzedzam: nie zawsze jest tam tak czysto i pięknie! Te fotki cyknęłam tuż po generalnych porządkach, kiedy to startowałam w castingu na Perfekcyjną Panią Domu. Niestety wygrała jakaś Małgorzata Rozenek.
collage

Foto tytułowe: unsplash.com (CC)


Wpis pochodzi z 06.03.2015 r. z mojego „starego” bloga DzikieZiemniaki.pl


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Akurat na gluten nie jestem uczulona, ale siostra mojego przyszłego jest alergiczką i zaczyna ograniczać wszystko, nawet to co jej nie szkodzi

  • Jak dla mnie przebiłaś Rozenek ;).
    Co do anty-gluten craze to ja miałam caly czas dystans do tego upatrując to jako kolejna mode.Fakt monotonnia szkodzi ale gluten nie zabija. Teraz w środowisku trenerskim jest jeden człowiek który zbija niesamowity hajs na szkoleniach (i profitów z koncernów farmaceutycznych) i tłucze osiłkom do głowy że gluten to zabójstwo- i oni idą i szerzą tą wiedzę ślepo wierząc swojemu guru..ehh..A ja wcinam owsiankę na śniadanie i żyję

  • Justyna Borucka

    No te szufladki to rzeczywiście na miano perfekcyjnej zasługują jestem zachwycona a post bardzo przydatny, nigdy się nie zastanawiałam bo u nas nie ma nikogo z alergią, ale chętnie poczytałam

  • Trening Z Głową

    Świat oszalał!
    To zadziwiające, że od czasu kiedy ludzie dowiadują się, iż gluten jest szkodliwy odczuwają dolegliwości brzuszne, podczas gdy wcześniej ich nie odczuwali. Zresztą sam australijski gastroenterolog Peter Gibson, który pierwszy wykazał szkodliwość glutenu u ludzi bez celiakii po kilku latach zrobił badania ponownie i stwierdził, że jednak nie ma żadnego związku pomiędzy dietą zawierającą gluten a dolegliwościami brzusznymi. Wskazał wtedy na aspekt mentalny leżący u podstaw tych dolegliwości. Proszę poszukać w necie jego badań.
    Niestety korporacje podchwyciły temat, machina poszła w ruch i teraz sprzedaje się nawet bezglutenowe cornflakesy i bezglutenową nospe. Świat oszalał – tyle w temacie!

    #Trenujciezglowa

Inline
Inline