Fińskie domki na ul. Jazdów. Czy warto wybrać się tam z dziećmi?
Skandynawski Czwartek #56


Zamykają się za nami drzwi autobusu. Wysiedliśmy przy Placu Na Rozdrożu. Przechodzimy przez zatłoczony Park Ujazdowski i przez małą furtkę na tyłach trafiamy nagle do innego świata. To osiedle drewnianych domków fińskich przy ul. Jazdów, położone pomiędzy Aleją Armii Ludowej a budynkami ambasad Francji i Niemiec.

Jest tu dziwnie zielono i zacisznie, nie słychać rejwachu centrum. W końcu można spuścić ze smyczy psa (dzieci też! ). Ćwierkają ptaki, szumi wietrzyk. Ktoś ćwiczy grę na wiolonczeli, dzieci zbierają mirabelki, a w ogrodzie obok ktoś zaprasza na plener malarski.



Zazdroszczę dzieciakom, które chodzą do tutejszego przedszkola nr 29 (i ich rodzicom). A jeszcze bardziej zazdroszczę ludziom, którzy mieszkają tu na stałe – kilka fińskich domków jest przeznaczonych do zwiedzania i działalności społeczno-artystycznej, a pozostałe budynki są zamieszkane. To wyjątkowa enklawa w samym centrum Warszawy!



Skąd fińskie domki w Warszawie?


Historia fińskich domków sięga 1939 roku, kiedy fiński cieśla Tuomas Paavolainen zaprojektował konstrukcję z gotowych elementów, która pozwalała dorosłemu mężczyźnie wraz z dwoma pomocnikami zbudować cały dom w czasie nie dłuższym niż dwa tygodnie. Pod koniec II wojny światowej i zaraz po niej nastał największy popyt na domy tego typu, ze względu na gigantyczny kryzys mieszkaniowy w wielu krajach powojennej Europy. Fińskie domki były łatwe i szybkie w budowie, przy jednoczesnym zachowaniu świetnych parametrów użytkowych i wyjątkowo taniej eksploatacji.

Osiedle Jazdów, składające się z 90 domków tego typu, powstało w 1945 roku jako rozwiązanie tymczasowe dla zburzonej, powojennej Warszawy. Było to pierwsze osiedle mieszkaniowe jakie w ogóle powstało w powojennej Warszawie. Domki oddano do użytku w pierwszą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Budynki skonstruowane z drewnianych prefabrykatów, pochodziły z reparacji wojennych, które po II wojnie światowej Finlandia była zmuszona świadczyć na rzecz ZSRR. Domki trafiły najpierw do Moskwy, a stamtąd – do Warszawy, gdzie brak mieszkań stanowił palący problem. Początkowo w domkach mieszkali pracownicy Biura Odbudowy Stolicy z rodzinami.

Było to rozwiązanie tymczasowe, które miało przetrwać 10 lat, lecz przetrwało do dziś. Obecnie około połowa domków jest zamieszkana, a reszta – otwarta do zwiedzania oraz działalności społecznej, kulturalnej i edukacyjnej. Obecnie działają tam 22 organizacje, w jednym z domków mieści się siedziba Towarzystwa Polska-Finlandia. Podobne domki można spotkać w Gdańsku oraz na Górnym Śląsku.



Atrakcje dla dzieci


Wioska Bullerbyn – półkolonie i obozy dla dzieci, budowanie i malowanie tipi, zajęcia edukacyjne oraz spotkania dla rodziców zainteresowanych wolną edukacją i unschoolingiem. Program dostępny tutaj >> bullerbyn.org.pl



Otwarty ogród Państwo Miasto



Smykowizje – przedstawienia, koncerty i warsztaty dla rodzin z dziećmi 0–5 lat w pobliskim Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Program dostępny >> TUTAJ.


Jak smakuje sztuka? – warsztaty dla rodzin z dziećmi w wieku 5–10 lat w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Program dostępny >> TUTAJ.


Inne wydarzenia (w tym również skierowane do dzieci lub rodzin) organizowane przez Otwarty Jazdów, czyli społeczność osiedla domków fińskich, prowadzącą ogólnodostępne działania społeczne, kulturalne i edukacyjne. Lista wydarzeń jest dostępna >> TUTAJ.



Albo po prostu na rodzinny spacer z historią w tle. Dzięki bezpiecznej okolicy mamy szansę na miły i spokojny spacer (a wiem co mówię, bo z naszymi dziećmi bardzo trudno o ten stan – to typowe dzikie dzieci, które nie powinny żyć w mieście, bo nie słuchają, uciekają i chowają się w krzakach).

Napiszcie w komentarzu czy planujecie odwiedzić fińskie domki na ul. Jazdów, a może już je znacie?


Trzymajcie się!

Renia-podpis


Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:

Udostępnij ten tekst, jeśli masz wśród znajomych osobę, której może się przydać:




To Ci się spodoba:



Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline