Faworyzowanie jednego dziecka jest powszechne wśród rodziców – to naukowo udowodnione!


Gdy decydujemy się na więcej niż jednego potomka, jesteśmy przekonani, że wszystkie dzieci będziemy kochać i traktować jednakowo. I staramy się to robić. Och, jak się staramy!


Jednak prędzej czy później zetkniemy się z tematem faworyzowania jednego z dzieci. Być może zwróci nam na to uwagę ktoś z rodziny. Być może to dziecko zarzuci nam niesprawiedliwość. A być może sami zaczniemy się zastanawiać, czy traktujemy (a nawet: czy kochamy!) obydwoje dzieci „po równo”.


Na czym polega faworyzowanie

Podobno większość rodziców ma swoje „ulubione dziecko”. Jak się to objawia? Jakie profity otrzymuje faworyzowany potomek?

• więcej czasu spędzanego z rodzicem/rodzicami
• więcej zainteresowania
• więcej czułości
• więcej cierpliwości, wyrozumiałości pobłażliwości, a mniej zakazów
• więcej wsparcia finansowego

Takie faworyzowanie może mieć opłakane skutki w przyszłości, łącznie z depresją „pokrzywdzonego” dziecka lub zerwaniem kontaktów pomiędzy rodzeństwem.

Rodzicom niezwykle trudno jest przyznać, że jedno z dzieci dostaje od nas więcej cierpliwości, sympatii czy miłości. Przecież miłość rodzicielska powinna być sprawiedliwa i bezwarunkowa!

Jakie są powody faworyzowania?


Potocznie

Potocznie mówi się, że faworyzowane jest dziecko:

• najbardziej podobne do mamy lub taty pod względem wyglądu lub charakteru
• najmłodsze… lub pierworodne



• najgrzeczniejsze, najweselsze, najlepiej dogadujące się z rodzicami… lub na odwrót: dziecko sprawiające najwięcej problemów (wtedy rodzice mogą „czuć się potrzebni”)
• zdarza się, że rodzice faworyzują dziecko, które w pierwszych latach życia dużo chorowało
• mówi się również, że o „córeczkach tatusia” i „synkach mamusi” (tymczasem badania wskazują coś przeciwnego – o tym poniżej)

Tych powodów jest mnóstwo, a jedne często wykluczają drugie, bo przyczyna faworyzowania zależy przede wszystkim od nastawienia rodzica. Gdy ktoś zarzuci nam faworyzowanie jednego z dzieci, zazwyczaj gorąco zaprzeczamy. Jednak statystyka jest bezlitosna Naukowcy od dawna pochylają się nad tematem.


Naukowo

Badacze z Uniwersytetu Kalifornia przez 3 lata monitorowali 384 rodziny, w których różnica wieku między rodzeństwem wynosiła 4 lata lub mniej (źródło). Aż 74% matek i 70% ojców faworyzowało jedno z dzieci. Badano stronniczość, oznaki różnego traktowania rodzeństwa przez rodziców oraz wpływ tych zachowań na poczucie własnej wartości dzieci. Wyniki opublikowano dawno temu – w 2005 roku, lecz całkiem niedawno (w 2016 roku) media potraktowały je jako gorącego njusa

Z kolei badania z 2017 roku wykazały, że rodzic identyfikuje się z dzieckiem tej samej płci, dlatego matki częściej wydają pieniądze na córki, a ojcowie na synów (źródło). Nawet, gdy rodzicom biorącym udział w badaniu wydawało się, że wydają po równo na dzieci obojga płci – analiza ich wydatków wskazywała na co innego.

Inny projekt badawczy wykazał, że faworyzowanie jest bardziej istotne dla młodszych dzieci (źródło). Badanie przeprowadzono w ponad 300 rodzinach z dwójką nastoletnich dzieci. Niezależnie od tego czy pierworodne dziecko czuło się faworyzowane, czy nie, nie miało to wpływu na jego relację z rodzicami. Natomiast, gdy młodsze dzieci czuły się faworyzowane (a rodzice potwierdzili, że są one ich „oczkiem w głowie”) relacja rodzic-dziecko na tym korzystała, więź była silniejsza. Natomiast jeśli rodzice nie potwierdzili faworyzowania, relacja rodzic-młodsze dziecko była osłabiona. Według naukowców wynika to z faktu, że młodsze rodzeństwo kładzie większy nacisk na porównywanie się ze starszym rodzeństwem.


A jak posiadanie rodzeństwa wpływa na dzieci?

Po tym jak przez 3 lata badano 308 rodzeństw w wieku nastoletnim, okazało się, że zarówno chłopcy, jak i dziewczynki korzystają na posiadaniu rodzeństwa – dzięki temu rozwijają się u nich cechy takie jak współczucie i altruizm (źródło). Jednocześnie badanie wykazało, że dla dziewczynek przyjaźń jest ważniejsza niż dla chłopców. Z kolei u chłopców, którzy mają wrogie relacje z rodzeństwem, łatwiej o egoizm. Tym bardziej istotna jest tu rola rodziców, aby traktować dzieci sprawiedliwie.

Alexander Jensen, współautor badania wspomnianego powyżej, również to podkreśla: „Faworyzowanie traci na znaczeniu, gdy rodzice kochają i wspierają. Niektórzy rodzice myślą: „muszę traktować dzieci tak samo”, ale nie o to chodzi. Powiedziałbym raczej: „Nie, powinniście traktować ich sprawiedliwie, ale nie po równo”. Jeśli skupicie się na tym, aby traktować dzieci indywidualnie, ponieważ są innymi ludźmi i mają różne potrzeby – to jest okej.”

A dla rozładowania atmosfery dodam jeszcze tylko, że według najnowszych badań to zwierzęta domowe (a nie rodzeństwo), są najlepszymi przyjaciółmi dzieci Nawet biorąc pod uwagę, że zwierzę nie potrafi zwerbalizować swoich uczuć, poziom bliskości jest nie mniejszy niż w relacji rodzeństwem. Co więcej: fakt, że zwierzę nie rozumie, ani nie potrafi odpowiedzieć, może być nawet bardziej korzystny, ponieważ zwierzę to przyjaciel, który nigdy nie ocenia. Badacze z University of Cambridge wykazali, że dzieci czerpią więcej satysfakcji i przyjemności z relacji z psem lub kotem niż z bratem lub siostrą (źródło). Tak że ten… wiecie, co robić!



Nawet, gdy bardzo się starasz…

Od dwóch lat jestem podwójną mamą i przyznam się Wam, że to codzienna walka i niekończące się rozkmina. Rozkmina, jak nauczyć Romka i Irkę pokojowej komunikacji. Jakie zasady wprowadzić (i jak je egzekwować), aby żadne z dzieci nie czuło się pokrzywdzone.

Bardzo wiele dała mi lektura „Rodzeństwa bez rywalizacji” Adele Faber i Elaine Mazlish. To tam dowiedziałam się, aby nie traktować dzieci SPRAWIEDLIWIE, tylko WEDŁUG POTRZEB. Sprawiedliwie, czyli „po równo” nie wystarczy.

Kolejna żelazna zasada, której się trzymamy: pod żadnym pozorem nie porównujemy dzieci. Oczywiście dostrzegamy różnice w ich charakterach, zachowaniu, postępach w rozwoju i wyglądzie. Razem z Mężem mamy niesamowitą radochę z tego poznawania i „odkrywania” naszych dzieciaków. Jednak w codziennych sytuacjach unikamy uwag typu: „Popatrz, jak Irka ładnie zjadła kolację”, „Zobacz, jak Romek szybko się ubrał” itd. To niepotrzebne nakręcanie rywalizacji.

Jednak niestety nie mogę powiedzieć, że „wygrałam w podwójne rodzicielstwo” i w naszym domu nie ma czegoś takiego jak zazdrość i rywalizacja Gdy zastanawiam się jak to jest u nas (będę z Wami szczera do bólu!), to z pewnością kocham każde z dzieci inaczej, ale nie jestem w stanie powiedzieć, które mocniej.

I nawet w takiej sytuacji – gdy kochamy dzieci jednakowo mocno i traktujemy je sprawiedliwie – to nie oznacza, że one odczuwają to w ten sam sposób. Duński pedagog, Jesper Juul, potwierdza, że to wielka sztuka.


Przeczytaj: >> Jesper, co z Ciebie wyrośnie?


Jako przykład sytuacja, która praktycznie codziennie ma miejsce pod naszym dachem: Romek jako starszy brat czuje się pokrzywdzony zawsze, kiedy zwracamy mu uwagę, że zachował się nie fair wobec Irki. Stajemy na głowie, aby nie miał powodów do zazdrości, ale nie możemy też pozwolić, aby szarpał, straszył i przeganiał młodszą siostrę.

Co Romek sobie o nas myśli? Że faworyzujemy Irkę, dlatego że jest młodsza, że jeszcze nie wszystko rozumie, że trzeba jej bronić…? Pewnie tak. Nic nie wskazuje na to, że syn dostrzega „winę” u siebie. Ech. Podwójne rodzicielstwo to ogromne wyzwanie.

Z kolei Irka, która przez prawie 2 lata była ze mną w domu, uważa mnie za swoją własność. Jest bardzo zaborcza i odpycha brata i tatę, kiedy uzna, że za bardzo się do mnie przytulają.

Takie kwiatki. Nasze dzieci mają mocne charaktery, nie ma to tamto!


Mam wątpliwości

Wracając do wyników badań, mam mieszane uczucia. Badania, w których to dzieci i rodzice oceniają jakość swoich relacji, uważam za ciekawe i wartościowe. Natomiast nie podobają mi się te, w których przyjęto jakieś wydumane, sztuczne wskaźniki.

Bo czy miłość rodzicielska to coś, co można zmierzyć sumą wydanych pieniędzy czy nawet ilością spędzonego czasu? To często sprawy niezależne od nas. Moim zdaniem badania bazujące na takich wskaźnikach są trochę bez sensu. Taka sztuka dla sztuki i nauka dla nauki
A jak Wy uważacie?
Dajcie znać w komentarzu!

Trzymajcie się!

Renia-podpis


Cytowane badania:

1) Shebloski B., Conger K.J., Widaman K.F. (2005) „Reciprocal links among differential parenting, perceived partiality, and self-worth: a three-wave longitudinal study” Journal of Family Psychology >> LINK

2) Nikiforidis L., Durante K.M., Redden J.P., Griskevicius V. (2017) „Do Mothers Spend More on Daughters While Fathers Spend More on Sons?” Journal of Consumer Psychology >> LINK

3) Jensen A.C., McHale S.M. (2017) „Mothers’, fathers’, and siblings’ perceptions of parents’ differential treatment of siblings: Links with family relationship qualities.” Journal of Adolescence >> LINK

4) Harper J.M., Padilla-Walker L.M., Jensen A.C. (2014) „Do Siblings Matter Independent of Both Parents and Friends? Sympathy as a Mediator Between Sibling Relationship Quality and Adolescent Outcomes.” Journal of Research on Adolescence >> LINK

5) Cassels M.T., White N., Gee N., Hughes C. (2017) „One of the family? Measuring young adolescents’ relationships with pets and siblings.” Journal of Applied Developmental Psychology >> LINK

Źródło zdjęć: pixabay.com



Polub lub udostępnij ten artykuł:


…albo zostaw komentarz poniżej ↓
Dziękuję!




To również może Cię zainteresować:



Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline