Dzieci własnością państwa czy rodziców?
Skandynawski Czwartek #2
Opieka socjalna w krajach skandynawskich działa bardzo sprawnie. Imigranci, w tym Polacy, uważają wręcz, że nadgorliwie.
Podobno rodzice już nie mają nic do powiedzenia, gdy dziecko wpada w łapy państwa opiekuńczego – takie uroki socjaldemokracji. Czy rzeczywiście tak jest?


Dzieci – narodowy skarb

W krajach skandynawskich dzieci są traktowane jak skarb narodowy. Nie ma mowy o uderzeniu dziecka, długotrwały płacz w miejscu publicznym również jest źle postrzegany – rodzic ma obowiązek zaopiekować się dzieckiem tak, aby nie płakało.
Ślady przemocy domowej zauważone w przedszkolu czy szkole są natychmiast zgłaszane służbom socjalnym. Często zdarza się, że problem jest zgłaszany przez nauczycieli, sąsiadów lub znajomych.

8233086820_a27746fbbf_b

Fot. Mikael Wiman (CC)
Fot. tytułowa – Namelas Frade (CC)

Znieczulica vs. donosicielstwo

Nasuwa się pytanie: czy to jeszcze realna troska (przeciwieństwo znieczulicy, na którą wszyscy tak narzekamy), a może już donosicielstwo? Obywatele krajów skandynawskich patrzą na to inaczej niż my. Dorastali w państwach opiekuńczych, w związku z czym są bardzo „karni” – na porządku dziennym jest wiele zachowań „dla wspólnego dobra”. To jedna z poważnych różnic kulturowych, z którą muszą się zmierzyć imigranci.


„Niewinne” klapsy

Kolejna bardzo poważna kulturowa różnica to model skandynawskiej rodziny i stosunek do dzieci. Nieakceptowalne są metody wychowawcze” i zachowania typowe dla wielu polskich rodzin:

  • Kary cielesne, w tym niewinne” klapsy i szarpanie…
  • …A także samo grożenie przemocą, zastraszanie itp.
  • Krzyk i poniżanie
  • Agresywne kłótnie rodziców w obecności dzieci
  • Pozostawianie dzieci bez opieki
  • Brak reakcji na niebezpieczeństwa grożące dziecku – bezpośrednio lub pośrednio,
    w tym:
  • Picie alkoholu w obecności dzieci

Alkohol w obecności dzieci?

O ile kwestia przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci jest coraz lepiej nagłośniona, to ostatni punkt jest niepojęty dla wielu polskich rodzin żyjących na emigracji. Norweska służba zdrowia zaleca, aby w ogóle nie pić alkoholu w obecności dzieci. Jeśli planujesz rodzinne spotkanie czy wizytę znajomych, na której pojawi się alkohol, powinieneś zapewnić dzieciom opiekę i odizolować je od biesiadników. Według Norwegów dzieci po prostu nie powinny oglądać rodziców będących pod wpływem alkoholu.
Moim zdaniem to rozsądne i logiczne, jednak jednocześnie zupełnie obce naszym narodowym nawykom i tradycji biesiadowania

Learning to spin.

Fot. Mikael Wiman (CC)

Co z nich wyrośnie?

Sceptycy i miłośnicy dyscypliny od razu rzucą hasłem „bezstresowe wychowanie” – polecam wizytę w jednym z krajów skandynawskich! Jeśli nie przekonają ich życzliwi, spokojni dorośli, tworzący tamtejsze społeczeństwa, niech spojrzą na pokolenie wkraczające w dorosłość.
Wcale nie jest tak, że dzieci wychowane bez surowej dyscypliny wyrastają na rozwydrzone bachory. Rodzice w krajach skandynawskich również są wymagający, po prostu innymi metodami osiągają efekty. Z rozdziawioną szczęką obserwowałam nastoletniego chłopca w rodzinie mojego Męża – wszystkie obowiązki domowe wykonywał jak w zegarku, z własnej woli, pod nieobecność rodziców. Ja i mój brat nigdy nie wykazaliśmy takiego zaangażowania, pomimo sprawdzonej, polskiej metody dyscypliny, kar, nagród, zakazów i nakazów

9293519816_8410183738_b

Fot. Mikael Wiman (CC)

„Porządna” rodzina

Wielu imigrantom, wychowanym w „tradycyjnych, polskich domach” (gdzie klaps był na porządku dziennym, płacz traktowany zalecano jako „trenowanie płuc”, a kary typu time-out to już w ogóle mały pikuś), takie podejście nie mieści się w głowach. To wynik różnic kulturowych.

Wyobraźmy sobie przeciętną rodzinę, w której od czasu do czasu zdarza się klaps, a krzyk i straszenie są na porządku dziennym.
W rozumieniu Polaków to zupełnie normalna rodzina. Tradycyjna. „Porządna”. W końcu trzeba jakoś utrzymać dyscyplinę. Dzieci są grzeczne, znają swoje miejsce, przecież nie mogą wchodzić dorosłym na głowę…
Natomiast w rozumieniu skandynawskich urzędów, które są kilkadziesiąt lat do przodu w kwestii respektowania praw dziecka, to już czerwona lampka, że dziecko nie ma prawidłowych warunków do rozwoju. Może „początek patologii” to zbyt mocne określenie, ale dla opieki socjalnej to na pewno sygnał, że rodzina potrzebuje pomocy.


Dzieci odebrane rodzicom

Najgłośniejsze sprawy miały miejsce w Norwegii, gdzie obecnie mieszka już ponad 90 tys. Polaków, co stanowi 2% ludności i zarazem najliczniejszą grupę imigrantów (źródło danych). Media rozdmuchują pojedyncze przypadki polskich rodzin „niesprawiedliwie skrzywdzonych i dyskryminowanych ze względu na pochodzenie”. Jednak nie chce mi się wierzyć, że z tymi rodzinami było wszystko w porządku. Ani w to, że służby socjalne zabierają dziecko rodzicom bez sprawdzenia faktów. Nie wierzę również, że dziecko może bez powodu lub w ramach buntu opowiadać w szkole bajeczki, że jest bite w domu.

Poza tym na logikę: gdyby było aż tak źle, jak przedstawiają to media oraz oburzeni użytkownicy forów internetowych dla Polaków zamieszkujących kraje skandynawskie, czy wciąż siedziałoby tam tylu naszych rodaków?

All was ok after a short while.

Fot. Mikael Wiman (CC)

Interwencja MSZ w Norwegii

O interwencji polskiego rządu w Norwegii napisał dziś Newsweek (KLIK). Trafiłam przypadkiem na ten artykuł i świetnie się składa, ponieważ niniejszy wpis powstał już kilka dni temu i czekałam z jego publikacją na Skandynawski Czwartek

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w wystosowanej nocie dyplomatycznej dopomina się łagodniejszego traktowania polskich rodzin przez norweski Urzędu Ochrony Praw Dziecka, uwzględnienie kontekstu kulturowego i zaprzestanie stereotypowego postrzegania naszych rodaków. Podobno matka „ostrzegająca” dziecko, że „chyba je zabije” jeśli nie przestanie źle się zachowywać, to na polskiej ulicy całkiem normalny widok. Bez komentarza.

Nie chcę tu rozpoczynać dyskusji kto wyjeżdża za granicę za chlebem, kto reprezentuje tam nasz kraj i czy przynosi nam wstyd. Z pewnością nie jest to wyłącznie „patologia i margines”, które nie potrafią sobie znaleźć sobie miejsca w Polsce.
Jednak nie mogę nie przytoczyć tu danych z Wielkiej Brytanii, zgodnie z którymi Polacy stanowią najliczniejszą grupę obcokrajowców osadzonych w brytyjskich więzieniach, a głównym powodem ich odsiadki jest właśnie przemoc wobec własnych dzieci (źródło: The Daily Mail).

Formy pomocy

Norweski Urząd Ochrony Praw Dziecka (Barnevernet) oferuje rodzinom naprawdę sporo form pomocy: kursy dla rodziców, cykliczne spotkania z psychologiem, a także opłacenie dodatkowej opieki w świetlicy, zajęć pozalekcyjnych itd. Procedura sprawdzająca, o ile zostanie wszczęta, trwa 3 miesiące i składa się z kilku etapów, więc nie ma mowy o „bezzwłocznym wyrywaniu dzieci z domów rodzinnych”, jak lubią przedstawiać to media. Decyzja o trwałym pozbawieniu prawa do opieki to długotrwały proces.

8670783103_40aa68a9c3_k

Fot. Christer (CC)

Rodzicu, powiemy ci jak żyć

Skandynawskie instytucje REALNIE czuwają nad respektowaniem praw dziecka. W związku z tym mają prawo:
• mówić rodzicom, co wolno, a czego nie wolno, jak się opiekować, karmić, ubierać itd.
• przedstawiać potwierdzone badaniami konsekwencje błędów wychowawczych, takie jak problemy emocjonalne dzieci czy problemy z prawem w przyszłości
• proponować pomoc i współpracę
• …i w końcu sięgać po środki takie jak sądowne odebranie praw rodzicielskich
i przekazanie dzieci do rodziny zastępczej.


Dziecko nie jest własnością

Do kogo „należy” dziecko? Najbardziej oczywista odpowiedź to: do samego siebie Jednak zanim osiągnie pełnoletniość i względną samodzielność, kto ma prawo decydowania o jego losie? Czy decyzja powinna być po stronie rodziców czy państwa? Co w sytuacji, gdy rodzice naprawdę nie zapewniają dzieciom należytej opieki?

W wielu kulturach to rodzice są najważniejszą „instytucją”, a interwencje urzędników traktowane są jako „wtrącanie się” i podważanie władzy rodzicielskiej. Nie twierdzę, że norweski Urząd Ochrony Praw Dziecka nigdy nie popełnia błędów (bardzo smutną historię możecie przeczytać tutaj). Jednak jego istnienie jest zasadne, nawet za cenę błędów wynikających z pojedynczych przypadków nadgorliwości. Nie usprawiedliwiam surowego traktowania, po prostu ważniejsze jest to, ilu tragedii w ten sposób uniknięto.


Czyste sumienie

Zapewne niewiele jest rodzin, które nie mają sobie nic do zarzucenia i mogą pochwalić się kryształowo czystym sumieniem. Myślicie, że nigdy nie zdarzyło się nam krzyknąć na dziecko? Nie będę zgrywać świętoszka.
Połowa sukcesu to świadomość, że przemoc w postaci bicia, krzyku, zastraszania, szarpania nie powinna mieć miejsca, a jeśli się już zdarzyła – to nie powinna się powtórzyć.
Jeśli rodzina chętnie podejmuje współpracę i STARA SIĘ rozwiązać problem, a nie tylko ukryć go przed światem, nie ma się czego obawiać.

Głębokie przekonanie o władzy rodzicielskiej to przyczyna poczucia bezkarności, które może prowadzić do eskalacji przemocy wobec dzieci.
„To moje dziecko i mogę z nim robić co chcę!” – cieszę się, że istnieją instytucje, które udowadniają, że jednak NIE.
W kwestii respektowania praw dziecka mamy jeszcze kilka lekcji do odrobienia. Moim zdaniem skandynawska opieka socjalna jest demonizowana. Bardzo ciekawi mnie Wasze zdanie na ten temat – komentujcie śmiało.

podpis04_200px cut


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

Inline
Inline