Dzieci mają głos

Cykl „Dzieci mają głos” to próba utrwalenia złotych myśli R – naszego Synka. W przyszłości planuję tu zapisywać także teksty Panny Kijanki.

Te wiekopomne cytaty spisane są w kolejności od najnowszych do najstarszych, więc możecie obserwować ewolucję, zarówno elokwencji Potomka, jak i sprawności mojego pióra ;)

Dobrej zabawy!


Najnowsze teksty znajdziecie tutaj:


A starsze tutaj:


#11 – Jak jakiś bajbarzyniec!

4.08.2015 r.

Od kilku tygodni mój Mąż co noc śmieje się przez sen. Pewnie byłabym zaniepokojona… gdybym nie wiedziała co wygaduje nasz Syn! :)
Zapraszam dziś Was na kilka soczystych cytatów, czyli wakacyjne Kartofelki.

Po powrocie z roweru Potomek stwierdza:

– Dobrze, że kupiliśmy ten kask, bo już byłoby po Romku. A przecież jestem taaaki kochany!


– Synku, zjesz banana? – proponuję.

– Nie… dzięki… Albo tak, zjem! Zatrzimuję moje zdanie. Jak jakiś bajbarzyniec!


Tata i Romek sklejają rozerwany domek z kartonu.

– Wielka wichuja zniściła dom kujczaka! Czy go napjawimy, tata?

– Spróbujemy go skleić taśmą, ale nie daję żadnej gwarancji…

Na to Syn oburzony:

– Żadnej gwarancji! No to pięknie!


Przed zaśnięciem Potomek prosi o picie.

– Ok – odpowiadam. – Poczekaj tylko chwilę, doleję ci wody, bo wszystko już wypiłeś.

– No to pięknie! Zaraz wyschnę!


Romek o majonezie:

– Chcę do ziemniaków taki biały krem jajeczny. Smakuje mi. ROBI MI DOBRZE NA ŻOŁĄDEK.


Rzecz o fair play: bawimy się w wyścigi, a moje dziecko oznajmia:

– Mama, ja będę szybszy od Ciebie!

Po chwili dodaje:

-…tylko poczekaj na mnie! :)


Mały eko-oszołom segreguje śmieci:

– O nie, wypadła ta butelka PET. Tsieba ją przecieś zgnieść. Po pjostu koszmaj!


Dziecko kończy zimną kaszę, prosi o sok pomarańczowy, a przy okazji wprowadza w czyn aktorstwo level pro:

– Mama, mówiłem ci, że ta kasza jest sujowa. Mnie bajdzo jozbolał brzuch… Zwymiotuję zajaz… Potrzebuję duuużo soku… tejaz!


Monolog Potomka na temat Układu Słonecznego:

– Ziemia to nasza planeta. Nasza planeta nazywa się globus. Tak jak ten u Babci. A Jowisz to prawdziwy olbrzym. Mama, Jowisz to jajo, z któjego może wykluć się olbrzym.


Wychodzę do pracy, a Syn żegna mnie tymi słowy:

– Cześć, mamusiu. Miłej przygody!

– Ojej, dziękuję. Tobie też życzę miłych przygód w żłobku.

Na to Potomek, zawadiacko i radośnie:

– Dzięki! Postajam się!


Romek nadał swojemu parasolowi nazwę własną. Brzmi ona: Kapitalny Żagiel :)


Trochę lukru na koniec: Romek z reguły przesypia całą noc, ale tym razem obudził się o drugiej i prosi:

– Tatusiu, chcę spać z wami. W waszym łóżku.

– A dlaczego? Przyśniło ci się coś złego?

– Nie. Po pjostu bajdzo was kocham. ♥


SONY DSC

#10 – Szczypiące buziaki

8.03.2015 r.

Prawdopodobnie będę publikować powiedzonka Romka co 2 tygodnie, bo mniej więcej z taką częstotliwością Potomek produkuje nowe. Nie to, żebym naciskała, ale…

– Synku, chodź no tu. Proszę, powiedz coś zabawnego, potrzebuję Twoich złotych myśli na bloga! – proszę nieśmiało pierworodnego. A on na to:

– Ajk pajk. Hejka.

– Hm, chyba nie o to chodziło… Zwykle jesteś bardziej elokwentny. Proszę, powiedz coś niezmiernie błyskotliwego, żeby wszyscy Czytelnicy Dzikich Ziemniaków zobaczyli, jaki jesteś bystry chłopak.

– Napisz: ajk pajk. To wystajczy, mamusiu.


Wieczorne harce:

– Synku, zapraszam na kanapę, będziemy czytać przed snem.

– Opla!!! – rozbrykane dziecko skacze i ani myśli spać.

– Chodź, chodź, wybierz książkę i auto do snu.

– Czy mogę spać z tym autem z tysiącem lat?

– Tak. Z tym, że ono nie ma tysiąca lat. Auto wynaleziono tak około 140 lat temu.

– Sto trzydzieści pięć! A ja mam sto dwadzieścia!

– Eee…

– Napisz to na blogu, mamusiu!

Moje dziecko jak nic łaknie sławy. Oto kolejny dowód:

Zapisuję w notesie powyższe teksty. Syn zagląda mi przez ramię i dyktuje:

– Pisz: „zobaczcie na tego pędzącego samochoda!”.

– Mhm, dobrze.

– Napisałaś „pędzącego samochoda”?

– Tak.

Bawi się dalej i cały czas dyktuje relację z wyścigów, po czym odpytuje mnie:

– Napisałaś „szybkiego Darraqca” (klik)? Napisałaś o „ostjej maszynce”? Opisałaś wszystkie moje auta?


Potomek dostał nową zabawkę, tramwaj.

– I jak się spisuje twój tramwaj? – pytam.

– Nie wiem. On nie ma długopisu.


Terminologia motoryzacyjna na co dzień:

– Ta buła ma dziurę. Pękła. A nie, przepjaszam, SPAJCIAŁA! [sparciała]


Bawimy się w wyścigi samochodowe.

– A gdzie jest ta czajno-biała flaga?

– Nie wiem, Synku, a mieliśmy taką?

– Taaak… Może się zniszczyła? A może się złamała? A może pogjyzła ją Mia?

– Nie, raczej nie. Mia nie gryzie takich rzeczy.

– A może ktoś schował? A może ktoś zabjał? A może ktoś wyrzucił? A może ktoś ją zjadł? Mia albo ktoś inny. CIĘŻKO POWIEDZIEĆ…

Coś Wam powiem: nigdy nie mieliśmy takiej flagi.


Potomek podczas zasypiania daje mi buziaka i z rozanielonym uśmiechem wspomina:

– Kocham buziaki! Takie jak mi daje Bianka. ♥

(Bianka to najlepsza koleżanka ze żłobka)

Buziaki od Bianki to dla nas news, więc rano drążymy temat, a uśmiechnięty Synek wyznaje:

– To nie są takie nojmalne buziaki. Tylko takie SZCZYPIĄCE.


Tematycznie (wszak 8 marca zobowiązuje!): Syn uwielbia kwiaty – kiedy dostaję bukiet, zawsze dzielę go na pół i stawiam wazon w jego pokoju. Dziś dostałam bukiet tulipanów, Potomek przywłaszczył go sobie, z całej siły przytulił, zamknął oczy i westchnął:

– Mamusiu, powąchaj jakie są bajdzo ślićne!


Opowiadam Synkowi o kolorach tulipanów:

– Lubię białe tulipany… i czerwone… żółte też są ładne.

Na to Syn oburzony:

– CO TY OPOWIADASZ! Przecież najładniejsze są niebieskie!


Z cyklu „zaniedbane dziecko karierowiczów” – Potomek przy klawiaturze komputera:

– Mamusiu, tu napisałem Ci esmes. Muszę tutaj popjacować, żeby napisać więcej esmesów.


Patologiczne wege dialogi – Tata tłumaczy Potomkowi:

– Synu, trzeba się kąpać od czasu do czasu.

– A dlaczego?

– Bo można zacząć śmierdzieć od brudu.

– Jak co?

– Jak kupa.

– Nie, jak kujczak.


#9 – Chcę oglądać Czaka Czajkowskiego

14.02.2015 r.

Dialog walentynkowy:

– Gdzie te Walentynki? Mamusiu, gdzie one są?

Nie wiem co odpowiedzieć, więc fantazjuję:

– Eee… no to są wszystkie te serduszka, kwiaty… No i Walentynki są przede wszystkim w naszych sercach, bo jesteśmy rodziną i wszyscy się kochamy…

– Nie, mamusiu, ty nie wiesz gdzie są Walentynki. Trzeba je UGOTOWAĆ.


Klasyków ciąg dalszy:

– Synku, a w co bawiliście się dziś w żłobku na spacerze?

– W brud.


Chowamy się pod kocem i chichramy. Potomek zaprasza do zabawy Psinę:

– Mia, chodź do nas. Do nooogi. Wejdź na dach. Rzucimy ci piłeczkę.

Kłamał. Słodziutkim głosem.


Dziecko konsumpcjonizmu.

– Mama, tatusiowi zepsuła się djukajka, trzeba kupić nową.

– Niekoniecznie, najpierw spróbujemy ją naprawić.

– Ooo! To wspaniały pomysł! – woła Syn mega zaskoczony i podekscytowany. – Tatusiu, słyszałeś, mamusia WYMYŚLIŁA napjawić!


Potomek znalazł w szafie za małe kalosze.

– To moje piejwsze kalosze W ŻYCIU.


Krótkie wprowadzenie: „Chuck i przyjaciele” to jego ulubiona kreskówka o samochodach. Natomiast Mężu katuje Potomka muzyką klasyczną, snując marzenia o jego przyszłej karierze wirtuoza. Synek prosi:

– Chcę obejrzeć Czaka.

Tata na to:

– Okej, ale teraz leci muzyka. Słuchamy Czajkowskiego.

– Nie chcę tego Czajkowskiego. Chcę oglądać Czaka Czajkowskiego.


Proza życia: wycieram Synkowi nos z zaschniętej krwi. Potomek mnie odpytuje:

– Delikatnie wyciejasz?

– Tak.

– Ja byłem niedelikatny. Byłem szybki i dłubałem!


Potomek bawi się konikami:

– To mama, a to tata. Są smutni, bo nie mają synka.


Tata opowiada jak w trasie koncertowej jeździł pociągami, autobusami, latał samolotami, po czym wybiera się z Potomkiem do żłobka:

– Chodź, zbieramy się do żłobka.

– Nie, nie idę do żłobka. Ja dziś będę jechał pociągiem, autobusem i samolotem.

– Ale taką podróż trzeba zaplanować.

– Ja już zaplanowałem!


Po wizycie w wymarzonym przedszkolu Synek i Mężu zbierają się do żłobka. Potomek pyta:

– Tatusiu, jedziemy dziś do przedszkola?

– Jeszcze nie, musimy poczekać aż pani zadzwoni i nas przyjmie.

– Aha, dobrze, poczekamy.

Tego samego dnia podczas odbioru ze żłobka:

– Tatusiu, co dziś jobiłeś? Czy pani już zadzwoniła?

To będzie dłuuugie 7 miesięcy :)


Zamiast ich prostować, lepiej się powzruszać ;) Ojciec do syna:

– Jestem z Ciebie naprawdę dumny.

Syn do ojca, oburzony:

– Nie, tatusiu! To ja jestem z Ciebie napjawdę dumny! ♥


Precyzyjny (prawie) trzylatek. Bawi się w zderzenia samochodów:

– Zobacz, babciu, Gajbus uderzył w Dajaka rocznik tysiąc dziewięćset trzy!

Babcia w szoku, nic nie rozumie. A to skromniutki Darracq 1903, o taki:

media-100052-355039

Fot. Wheeler Dealers


#8 – Tylko nie przylutuj Synka!

24.01.2015 r.

Tata poza domem, ale zawczasu zanotowałam kilka dialogów z jego udziałem. ♥

Męskie zabawy: Mężu zajmuje się swoim hobby – lutuje syntezatory. Potomek przygląda się i nawiązuje taki oto dialog:

– Tatusiu, lutujesz?

– Tak.

– Chcę na kolanka, popatrzeć.

Mężu z tych na bakier z BHP, więc spokojnie wpuszcza Szkraba na kolana i po chwili słyszy:

– Tylko nie przylutuj Synka!


Wiecie, oni tak ciągle:

– Tatusiu, schowaj ten wielki ostjy nóż, bo się nim zajaz pobawię.

[Normalnie nie chce, ale musi! ;) ]


Ekhm. W sumie to nie wiem czy to pisać…

– Tatusiu, tutaj stoją wiertła. Schowaj je, bo się nimi zajaz pobawię. Wczojaj się pobawiłem i pękła mi skója.

[Dementuję!]


Tata: – Cho no, teraz trzeba zjeść śniadanko.

Syn: – Nie, tejaz trzeba się pobawić. To bajdzo ważne.


Potomek obserwuje piorącą pralkę. Pralka, jak to pralka, kręci się to w prawo, to w lewo. Przy zmianie kierunku Synek zaskoczony:

– O, kjęci w djugą stjonę, chyba pomyliła się ta pjalka!


Klasyk: Szkrab z zapałem wywija piruety, wykończył błędnik, upadł na pupę i zadowolony oznajmił:

– O-oooł, kjęci się dom!


Potomek:

– Zamknąłem oko, żeby wypuścić czkawkę.

Też tak robicie?! O_o


#7 – Bo to Wajszawa jest!
17.01.2015 r.

Potomek wyrasta na miszcza ciętej riposty!
Krótkie wprowadzenie: nasze życie rodzinne toczy się na kanapie. Wpadłam w szał porządków, aby ocalić moje narzędzie pracy:
– Słuchajcie, chłopaki, tablet nie może leżeć na kanapie. Tu się tyle dzieje, że zaraz go rozwalicie.
Na to Synek z niewinnym uśmieszkiem:
– Dzieje się, dzieje! Bo to Wajszawa jest!


Klasyk:
– Synku, w co chcesz się pobawić?
– W bałagan.


– Ojej, zniknęły czejwone ozdoby z choinki! – dziwi się Potomek.
– Hm, a co się z nimi mogło stać? – podpuszcza Tata.
– To mama zjadła, jest potwojem jakimś.


Opowieści ze żłobka:
– Stuknąłem się z Tymkiem głową, o tu. Tjochę bolało, a tjochę nie bolało. Byłem twajdy. Tjochę smutny, a tjochę wesoły.


 – Mam ząbek poklejony tojtem (tortem). Żeby tylko nie wyszła jakaś pjóchnica! 


Stomatologicznych trosk ciąg dalszy – Potomek uderzył zębami o moje kolano.
– Chcę picie. Boli mnie ząbek, chcę go polać wodą.


Dziecięca logika: Mężu wyciąga odkurzacz, a Synek dopytuje się:
– Tatusiu, co jobisz? Będziesz odkurzać?
– Tak.
– Aha. To było jasne.


Potomek przychodzi do naszego łóżka i oświadcza:
– Chcę się schować.
OK, chwilę buszuje pod kołdrą i nagle krzyczy dramatycznie:
– Pomocy! Pomocy! Zgubiłem się!


 Reakcja Synka na jego świeżo wyremontowany pokój:
– Mamuśku! Wspaniały pokój mój! Ucieszyłem się z radości!


Mężu w trakcie remontu narzeka:
– Jeszcze nie skończyłem planu na dziś.
Syn ochoczo się przyłącza:
– Ja też jeszcze nie skończyłem mojego planu.
– Taaak? A jaki Ty miałeś plan?
– Eee… biały!


Za oknem mróz. Tata poszedł na spacer z Psiną, a my podziwiamy jego dzieło – świeżo pomalowaną szafę. Synek mówi troskliwie:
– Mamo, tutaj śmiejdzi. Otwiejaj okno i szybko uciekajmy stąd, żeby Tata nie był zaskoczony, że zamieniliśmy się w lód!


 Bardziej wzruszająco, niż śmiesznie – wyznanie od serca:
– Mamusiu, jesteś ukochaną matką. ♥


Ze względu na długi wyjazd Taty wypożyczyliśmy psinę Babci i Dziadkowi (nie mogłabym wyprowadzać jej wieczorem, kiedy Potomek już śpi). Przy pożegnaniu Synek mocno płakał, a kolejnego dnia bardzo tęsknił:
– Chcę, żeby Mia wjóciła. Bajdzo kocham Miusię. ♥
– Wiem, kochanie. A co robisz, żeby jej to okazać?
– Bawię się z nią. Tak ładnie i dokładnie!

 I jeszcze mała wrzutka z blogowego Instagrama. Obserwujecie? :)


#6 – Zdziwiłem się nie spadając!
3.01.2015 r.

Bawimy się przed lustrem. Nagle Synek czule mnie komplementuje:
– Mamusiu, masz śliczne oczy… Jak małpa.


Standardowy sposób zadawania pytań:
– Djaczego? Djaczego? Bim-bam-boń? Panie Janie?


Z cyklu „Tata Superbohater”.
Wieczorem wyłączyli nam ciepłą wodę. Rano myję Synkowi ręce, a on komentuje:
– Ojej, zimna woda. Nie ma wody gojącej. A djaczego? Bim-bam-boń? Panie Janie? :)
Tłumaczę, że wyłaczyli i żalę się, jak to wieczorem musiałam się myć w zimnej wodzie:
– …i było mi bardzo zimno, brrrr! Strrrasznie!
– Ojeeej, stjasznie… – powtarza Synek ze współczuciem, a po chwili ożywia się i z entuzjazmem pociesza mnie:
– Mama, będzie gojąca! Tata na pewno kupi!


Dramatyczny monolog o piersiach mamy już jakiś czas po tym, kiedy skończyliśmy karmienie:
– Nie ma mleczka. Kończyło! Niknęło! Wyschło!


Potomek całkiem sprawnie porozumiewa się w języku chińskim:
– Cię-jan-gon-dzian-kę.


Spragniona przytulasków wołam Synka:
– Kochanie, chodź się przytulić.
– Niestety jestem zajęty. Tata, idź przytulić mamuśkę.
Zastępcę sobie znalazł! :)


Niedziela. Syn przychodzi do mnie do łóżka i bezceremonialnie rozkazuje:
– Mama, tata, synek, cójeczka! Chcie nowego dzidziusia, malutkiego. Tata psitulić do mamy!
Hmmm, i tu nasuwa się pytanie: skąd Potomek wie, skąd się biorą dzieci?!


Potomek skacze po kanapie jak wariat, cudem unika guza i kwituje:
– Zdziwiłem się nie spadając!


Potomek przez długi czas miał problem z dzieleniem się zabawkami, zwłaszcza w przypadku ukochanych samochodów. Na szczęście pomału z tego wyrasta, przede wszystkim dzięki „poważnym rozmowom” z nami i regularnemu kontaktowi z dziećmi w żłobku.
Znacie bajkę „Kitka i Pompon”? (screen poniżej)
Taka sytuacja: Synek dostał nowe autko – terenówkę Toyota. Bawi się nim całe popołudnie, po czym prosi Tatusia:
– Tato, włącz „Kitkę i Pompona”. Chcę pokazać Pomponowi terenówkę. Nie zabierze mi, jest kosmitą!


Mężu odbiera Synka ze żłobka. Szkrab i jego najlepszy kolega zjeżdżają na motorkach z górki, pomimo że „ciocie” na to nie pozwalają. Po chwili Synek rozmawia z Tatusiem, pokazuje na górkę i mówi:
– Nie wolno, dzieciom nie wolno zjeździać.
Po czym znów beztrosko stamtąd zjeżdża, więc Mężu pyta:
– A ty przecież zjeżdżasz, ty nie jesteś dzieckiem?
– Nie.
– To kto ty jesteś?
– POMPON!
No jasne – nadczłowiek ;)

Źródło: wotwots.com

wallpaper_2


#5 – Popłynął do kanonizacji
20.12.2014 r.

Odkąd R skończył 2 lata, jego wyobraźnia rozwija się z w szalonym tempie – cudownie jest obserwować ten proces. Potomek kmini, mędrkuje, wymyśla niestworzone historie, a potem opowiada je i uroczo się przy tym uśmiecha – doskonale zdaje sobie sprawę, że to „nie do końca prawda” ;)


Bawi się czajnikiem, zamyka i otwiera pokrywkę i mówi:
– Nie ma kamyczka. Czaji-maji, czajne mleko! A kuku!


Jedna z zabaw autkami na parkingu:
– Pojsze (porsche) celuje z miłością. Zepsute auto nie jedzie, tylko spacejuje. Citjoen wiezie z miłością do wajsztatu.


Potomek „pisze” po kartce:
– Tu napisane „piękny jisunek (rysunek) synka”.


Sampo bawi się syntezatorami Taty. Na prośbę Szkrab Mężu podłącza system do prądu, a Syn na widok kabla krzyczy:
– Cio to?! Cio to?! Cio to?! Czy to był wąż?


Potomek poszukuje brudu pomiędzy palcami u stóp:
– Nie ma bjudu. Wyczyściłem. Popłynął do KANONIZACJI.

SONY DSC


#4 – Spanie z takim autem to niezła zabawa!
12.12.2014 r.

Jak już wiecie Synek jest fanem czterech kółek. Dziś kolejna porcja motoryzacyjnych powiedzonek. Tak oto czytaliśmy razem „Lokomotywę” Juliana Tuwima – Potomek kończył każdy wers… po swojemu:
Ja: – W siódmym dębowe stoły i…
Synek: – …szafy!
– W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie…
– …żyjafy!
– W dziewiątym same tuczone…
– …świnie!
– W dziesiątym kufry, paki i…

– …skrzynie biegów!

Niedziela, już jakiś czas temu. Szkrab wypatrzył w tv ludzi pływających kajakami:
– Chcie takom łódkom płiwać. Machać łyżeczkami [wiosłami], powoooli, powoooli, powoooli… I plum do wody! Po pjostu zjobić awajię samochodową!


Typowa zabawa w straż pożarną. Pamiętajcie, że J=R :)
– To nie Pan, tylko Stjażak. To nie samochód, tylko wóz stjażacki. Pooożaj, pooożaj… Pomocy, pomocy! Jatunek, jatuneczku! Jedzie, jedzie Sam [strażak Sam]. Stjaż pożajna gasi: psik, psik, psik. Ujatował panią. Nie ma ogienia!


On chyba naprawdę zostanie zawodowym kierowcą albo mechanikiem…
– Ścigamy może? Ostje maszynki jadą w wyścigu!
Chwilę potem klasyk:
– Auto jedzie do wajsztatu. Skrzynia biegów tjochę ślizga się na jedynce.


Potomek uwielbia inscenizować dialogi autek, przydzielając nam role jak urodzony reżyser.
– Mamo, pobaw się Tojotą tejenówką, tylko takim innym głosem.


Synek dostał resoraka zmieniającego kolor w zależności od temperatury. Bawi się nim na okrągło i ma z tego ogromną radochę:
– Rodzice, popatrzcie, zmienia kolor – to niesamowite!
Kolejnego dnia chwali się:
– Taki kolor dzisiaj wybrałem. Spanie z takim autem to niezła zabawa!

SONY DSC


#3 – Jaka stjaszna kojozja!
04.12.2014 r.

Brzdąc zaczął mówić w wieku około roku. Odgrzebałam w zapiskach próbkę jego radosnego słowotwórstwa:

UMP – pępek

ŁEJA – rower

DAJNOZOJ – dinozaur

SZUUTI – żółty

I najlepszy jak dotąd neologizm: GITAJINA – gitara z plasteliny
Jednak bardzo szybko słownik Syna został zdominowany przez marki samochodów – już w wieku 1,5 roku rozpoznawał co następuje :)

OPEJ – Opel

JOTA – Toyota

MEDESE – Mercedes

ADI – Audi

FOJD – Ford

BEMWU – BMW

JENO – Renault

POJSZE – Porsche

CITJOEN – Citroen

BISZI – Mitsubishi

Odkąd odkrył resoraki, zawsze ma jakieś autko w rączce, nawet w nocy. Bawi się wyłącznie w brum-brumy. Często symuluje zderzenia i wypadki, ale równie często auta ratują się z opresji, dają sobie buziaki, albo Toyota mówi do Dodge’a „Tak bardzo cię kocham!” :) Cudownie to obserwować! ♥

Wraz z rozwojem umiejętności językowych Potomek poszerzał swój słownik o kolejne marki, a ponadto okazało się, że rozpoznaje je nie tylko po „znaczku” na masce, ale także z boku, po kształcie… Dla mnie – matki bez prawa jazdy, totalnego laika w dziedzinie motoryzacji – to jedno wielkie „nie-do-wiary”, ale wiecie, Mama Rodzicielka podziwia Syna zawsze i za wszystko, weźcie na to poprawkę ;)

Z wiekiem Szkrab porzucił oglądanie kreskówek na rzecz programu „Fani czterech kółek” („The wheeler dealers”). Nagraliśmy mu wszystkie sezony i już wkrótce zaczął sobie „zamawiać” odcinek, który w danym dniu chce oglądać, na przykład:

– Medese Gewagen, popjoszę.

– Popjoszę Medese malutki eselka… Adi tete… Ogójek malutki… Ogójek duży Kampej… itd.

Poza tym zafascynowała go budowa silnika i wszelkie naprawy w wykonaniu Edda China (zajefajnego mechanika z „Fanów”), co zaowocowało nowymi tekstami:

– Ojeeej, pompa nie działa!

– Nastąpił wyciek oleju ze krzyni biegów.

– Jaka stjaszna kojozja!

– Krzynia biegów tjochę ślizga się na jedynce!

– Woda w jampie, niszczona podsufitka, tajcza hamulcowa, polituja, przęgło… itd.

Całkiem naturalnie motoryzacja stała się największą pasją naszego Synka. Jako zwariowana matka snuję marzenia i przypuszczenia w jakim kierunku rozwiną się jego zainteresowania… Oczywiście (dość szablonowo i infantylnie) drżę na myśl, że Potomek mógłby zostać kierowcą rajdowym. Wolałabym, żeby kontynuował rodzinną tradycję i został inżynierem, albo godnym następcą Edda China. Tak – nie będę miała nic przeciwko, jeśli mój syn zapragnie być mechanikiem samochodowym. ♥

Jednak już dziś postanowiłam sobie, że kiedy przyjdzie TEN dzień – moment wyborów i podejmowania życiowych decyzji – nie będę miała nic do gadania. Zacisnę zęby i szczelnie zasznuruję nadopiekuńczą matczyną gębę, żeby w żaden sposób nie wpływać na wybory Syna. Obiecuję! Howgh! 

Landscape

Fot. New Old Stock


#2 – Dziadek Ananas
29.11.2014 r.

R jest ostatnio zafascynowany Babcią i Dziadkiem. Widzą się zazwyczaj w weekend, a Szkrab nie może się doczekać spotkania i chce się z nimi dzielić każdą codzienną radością.
Zamówiliśmy na Allegro autobus „przebubowy” (przegubowy), kurier przyniósł go w środku tygodnia. Syn bardzo podekscytowany rozpakowuje paczkę:
– Pan kujej prziniósł… Ciach, ciach, otwiejamy nożykami… Ooooo! Abolus, abolus, abolus! BABCIA UCIESZY! DZIADEK SPODOBA!


Potomek wybiera się na spacer z Babcią.
Babcia: – Kochanie, bierzemy na spacer wodę w bidonie?
Wnuczek: – NIEKONIECZNIE.


Zapowiadam Synkowi:
– Za chwilę przyjedzie babcia Asia i dziadek Adaś.
A Szkrab na to:
– Nie Adaś. ANANAS!

SONY DSC


#1 – Po pjostu dwa lata mam!
5.11.2014 r.

To jasne, jesteśmy rodzicami bez reszty zakochanymi w swoim dziecku i zachwycamy się wszystkim, co mówi. Słuchając go, dzień w dzień pękamy ze śmiechu, wzruszamy się lub jesteśmy zdumieni i zastanawiamy się: jak do tego doszedł? Co dzieje się w tej małej główce?!
Często jest to humor sytuacyjny, który trudno przelać na papier, ale postaram się zapisać choć cząstkę tekstów i zagrywek naszego Szkraba.


R bawi się naklejkami ze zwierzętami.
– To miedeski lampajt! [niebieski lampart]
Ja: – Ojej, a skąd wiesz, że to lampart?
R: – Dwa lata mam!
Ja: – Może widziałeś lamparta w jakiejś książce? – pytam, mając na myśli „Fika w dżungli” i jeden z wierszy Ireny Tuwim.
R: – Nie, mamusiu, PO PJOSTU dwa lata mam!


Stały tekst – kiedy Synek bawi się przednio i za żadne skarby nie chce przerywać zabawy, prosi:
– Chcie jeście!
Szalejemy dalej…
– Chcie otatni! [ostatni]
OK, szalejemy dalej…
– Chcie DJUGI otatni! [drugi ostatni] Chcie OSIEM!


– Synku, chodź zrobić siusiu.
– Nie, mamo, NIE DZISIAJ.
Ostatnio cały czas słyszymy „nie dzisiaj” albo „zajęty jest” :-D


Synek uwielbia „karmić” gołębie wszelkimi znaleziskami: dzikimi jabłkami, owocami róży itd. Tym razem znalazł jabłko.
– O, jabusio. Jedziemy szukać GOŁĄBA. Nakajmić jabusiem.
Udało nam się jakiegoś dopaść, R rzucił jabłkiem w jego stronę, a wystraszona ptaszyna oczywiście odleciała. Potomek ubolewa:
– O nieee, gołąb poleciał, NIE SMAKUJE…


 I na koniec R abstrakcyjnie. Turlam go po łóżku i dziwię się:
– Ale ty jesteś długi!
Na to Synek wyjaśnia:
– Żółte włosi mam. Żółte-nie-czajne.

SONY DSC

Inline
Inline