SONY DSC Ciąża / Mama
Drugie w drodze. Wkrótce zyskasz zaszczytny tytuł Podwójnej Mamy. Głowę zaprząta Ci nie tylko świeży narybek i wyprawka dla niego, ale i przygotowanie starszego brata lub siostry na powiększenie rodziny.
Przecież do tej pory Twój pierworodny był jedynakiem, a Twoja pierworodna – jedynaczką! Pojawienie się młodszego rodzeństwa będzie dla nich rewolucją, a Ty usłyszałaś już pewnie milion rad jak ją przetrwać.
Jaka jest najgorsza rada na temat przygotowania starszego dziecka na pojawienie się rodzeństwa? Czy tak często polecane osłabienie więzi ze Starszakiem to konieczność?



Słuchaj rad… wybiórczo

Jak wiecie, właśnie zostałam mamą po raz drugi. Nasz pierworodny przez prawie 4 lata był jedynakiem, naszym pępkiem świata, oczkiem w głowie i czym tam jeszcze ;) To jasne, że przejmowałam się, jak Romek zareaguje na młodszą siostrę, czy wciąż będzie czuł się szczęśliwy i kochany, czy nie będzie zazdrosny, czy nasza relacja się nie popsuje.

Czarny scenariusz wydawał mi się mało prawdopodobny, niemniej starałam się jak najlepiej przygotować (jego i nas) na nadchodzące zmiany. Przepytywałam znajome mamy posiadające na stanie więcej niż jedno dziecko, czytałam wszystko co wpadło mi w oko w księgarni i internetach, wysłuchałam wielu rad…  Na szczęście wybiórczo ;)

Najbardziej ze wszystkich „bezcennych rad” zaskoczyło mnie zalecenie, aby w trakcie ciąży STOPNIOWO OSŁABIAĆ WIĘŹ ZE STARSZYM DZIECKIEM. Serio, taka rada pojawia się w wielu artykułach na temat przygotowania starszego dziecka na powiększenie rodziny! Przy czym nie chodziło o zachęcanie do samodzielności, ale właśnie o „osłabienie więzi”.

Samodzielność popieram wszystkimi kończynami ;) Samodzielność jest po prostu mega ważna, zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców, więc warto wspierać jej rozwój zawsze i wszędzie, nie tylko ze względu na kolejną ciążę.

No dobra, a co z tym polecanym „osłabieniem więzi ze starszym dzieckiem”?


Bzdura, nonsens i bullshit! ;)

Moim zdaniem najlepsze, co można zrobić przed przyjściem na świat dziecka numer dwa, to właśnie POGŁĘBIĆ więź ze Starszakiem! Wiem, wiem – powiecie, że i tak jest głęboka ;) To jasne! Wydawałoby się, że „już nie może być lepiej”, ale 9 miesięcy to naprawdę długo: Starszak w tym czasie rozwija się i zmienia, zmianie ulega również Wasz kontakt… aż tu nagle okazuje się, że Wasza relacja może wskoczyć na kolejny poziom! :)

W dużej mierze skala tych zmian zależy od wieku dziecka i wydarzeń, które mają miejsce w tym czasie w życiu dziecka i rodziców. Tak było w naszym przypadku, z kilku względów:


1) Ciążowe hormony

W pogłębianiu więzi z pierworodnym niebagatelną rolę odegrały z pewnością ciążowe hormony. Te same, przez które rozczulałam się i chlipałam, oglądając reklamy Tymbarku czy Kinder-czekolady.

Na co dzień nie jestem zimną rybą ;) Jednak wydaje mi się, że dzięki tej wzmożonej wrażliwości i empatii jeszcze lepiej zrozumiałam, co gra w duszy naszego przedszkolaka.


2) Przedszkole

Syn we wrześniu zmienił placówkę ze żłobka na przedszkole. Była to dla niego wielka radość, ale i nowe wyzwanie. W przedszkolu Romka nie ma podziału wiekowego, a on trzyma się ze starszymi dziećmi, i to starszymi o dwa lata. W tym wieku to istotna różnica i spore wyzwanie w zakresie komunikacji, wyrażania emocji, budowania relacji.

R uwielbia przedszkole, codziennie wybiera się tam z entuzjazmem, ale wszystkie trudne sytuacje, musi odreagować po powrocie do domu, zwłaszcza przed snem ;)

Powiązany wpis: To nie jest stracony czas

A ja czekam, jestem gotowa. Przytulam, wyjaśniam, tłumaczę, czasem ocieram łzy. Wspólnie opracowujemy rozwiązania przedszkolnych konfliktów, nowe strategie i taktyki, dzięki którym kolejnego dnia R wyrusza do przedszkola pełen animuszu ;)


3) Zwolnienie lekarskie

Poszłam na zwolnienie dość wcześnie, bo od początku ciąży coś się działo. Jedne niepokojące objawy przechodziły, inne się pojawiały, aż w końcu na przełomie 5 i 6 miesiąca ciąży musiałam ograniczyć wszelką aktywność do minimum.

Powiązany wpis: Najgorsza dolegliwość ciążowa (której możesz uniknąć)

Takie uziemienie to nic przyjemnego, ale miało swoje zalety: w pierwszej połowie dnia ogarniałam sprawy domowe (w przerwach w leżeniu ;)), a po powrocie Synka z przedszkola byłam cała dla niego. Gdybym pracowała, byłoby to niemożliwe. Lubię moją pracę, ale to nie jest miejsce, z którego można wyjść o godzinie 16, zresetować i zapomnieć. To praca, która pochłania mnóstwo energii, zajmuje myśli przez całą dobę i skutkuje wieloma nieprzespanymi nocami.

Dlatego mam wrażenie, że kiedy pracowałam, nie dawałam rodzinie z siebie 100%. Zbyt często myślami byłam przy biurku, przy komputerze. Tak właśnie wyglądało słynne „łączenie macierzyństwa z życiem zawodowym” w moim wykonaniu. Nie ukrywam, że nie jestem idealną mamą i żoną. A najfajniejsze jest to, że wcale nie muszę – staram się ze wszystkich sił, a moja rodzina to docenia. Niemniej bardzo cieszę się, że dzięki zwolnieniu miałam okazję w pełni skoncentrować się na Synu i ważnych wydarzeniach w jego życiu.


4) Relacja ojciec-syn

Nie będę pisała w imieniu Męża, ale dzięki zdarzeniom opisanym powyżej, miałam też okazję przyjrzeć się jego relacji z Romkiem i pomóc im rozwiązać kilka problemów. Nie tylko ja pogłębiłam więź z pierworodnym, relacja ojciec-syn również zyskała na jakości! :)


Efekty

Co nam dało takie pogłębienie więzi?

Nie boję się. Nie ma takiej opcji, żeby Syn z powodu młodszej siostry poczuł się zagrożony czy mniej kochany. Nasza relacja wskoczyła o kilka oczek wyżej. Syn ma poczucie bezpieczeństwa, jest „emocjonalnie zadbany” ;) Nie mówię, że wcześniej tak nie było, ale do tej pory to był spontan. Teraz robimy to bardziej świadomie, a przeżywanie każdej chwili z uważnością to super sprawa.

W książce „Obrazki dla maluchów. Czekamy na dzidziusia” jest fragment, w której starszy brat obawia się, że po narodzinach bobasa rodzice nie będą go już kochali albo będą kochali go mniej. W trakcie lektury zaczęłam o tym rozmawiać z Romkiem, tłumaczyć, że to tak nie działa, że rodzice kochają wszystkie dzieci w wyjątkowy sposób, że miłości wystarczy dla wszystkich dzieci i tak dalej.

Jak na to zareagował? Krótko uciął moje rozważania: „Mama, czyyytaj daaalej” :)
Spuścił matkę na drzewo, nie przejął się zupełnie. Wnioskuję więc, że w ogóle nie bierze pod uwagę takiego zagrożenia.

Zamiast tego przed porodem powtarzał wielokrotnie: „Bajdzo kocham tą moją siostrzyczkę u mamy w brzuchu”
A po porodzie: Ijenko, jestem Twoim przyjacielem” albo Ijenka pachnie miłością” 

Irena, Irenka, Irka – tak właśnie daliśmy na imię Pannie Kijance. Ten przeciek to taki bonus dla cierpliwych, którzy dobrnęli do końca moich kolejnych osobistych wynurzeń ;)


Panie i Panowie, poznajcie Irenkę! :)

SONY DSC

 

SONY DSC


Wbrew pozorom to nie płacz, tylko ziewanie ;)

SONY DSC


Co u nas słychać?

Po narodzinach Panny Kijanki na razie niewiele się u nas zmieniło. Jak to dobrze, że noworodki tyle śpią! ;) Nadal tyle samo rozmawiamy, budujemy z klocków i bawimy się we wszystkie „stare” zabawy. Nadal czytam Romkowi przed snem, nadal (na zmianę z Mężem) trzymam go za rękę dopóki nie zaśnie. Pewnie z czasem się to zmieni, ale nie chciałam, aby te zmiany nastąpiły tuż po porodzie.

Tak oto dryfuję sobie beztrosko na różowej chmurze i jestem spokojna o naszą przyszłość. Przyszłość, która nie będzie sielanką, ale na pewno nie będzie też horrorem. Syn jest gotowy, wyrozumiały i pełen entuzjazmu. Prawda, że tak już zostanie? ;)
Miłego dnia!
.Renia-podpis

.

 


SONY DSC


Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim ze znajomymi, klikając niebieski guziczek poniżej 
Dziękuję!


Sezonowa Szmuglerka - LUTY
Białe kłamstwa

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Dobrnęłam do końca i zaliczyłam bonus :)
    Bardzo fajnie się to czytało, napawa optymizmem, bo chodzą mi po głowie myśli o drugim dziecku, ale na razie zbyt wiele mam obaw. Takich, jak zareagował by mój syn też…

    • Rozumiem Cię doskonale, bo my też długo to odkładaliśmy. Na wszystko przyjdzie czas, także spokojnie :) Moim zdaniem nie ma „idealnej różnicy wieku”, bo sami najlepiej znamy swoje dzieci, ich potrzeby i nasze możliwości, więc kiedy przyjdzie odpowiedni moment, po prostu to poczujecie.

  • Witaj Irenko! Od razu widać, że pachnie miłością :) Samych cudowności dla Was i oby tak pozostało:)

  • Witaj młoda damo:)) A Tobie Renia dziękuję za ten wpis:)

  • MyMami

    Śliczna córcia. Jestem również mamą dwójki i na szczęście nigdzie nie trafiłam na tak genialną radę… :) Pozdrawiam

  • ja ogólnie myślę, że wszystkie rady trzeba filtrowac przez siebie, swoje oczekiwania i doświadczenia. nie ma rad ponadczasowych pasujących do wszystkich, wiec dystans wskazany!

  • Jasne, że tak już zostanie ;) Powodzenia! :)

  • Rany, nie mogę uwierzyć że natrafiłem na takie rady :| paranoja.
    Piękne imię dla córeczki :-) bawcie się dobrze :-*

  • Po pierwsze, mega wielkie gratulacje!! Identyko jak u nas różnica wieku :) minął już rok, było i jest nadal cudownie, wspaniale. Uwielbiam patrzeć na ich relacje, choć czasami mają siebie dość, to widać jak się kochają. To jest najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało :). W trakcie ciąży ludzie doprowadzali mnie do szaleństwa swoimi tekstami, wszyscy się martwili, że Antek będzie zazdrosny. Wszyscy tylko nie my, bo go znamy i wiedzieliśmy też, że to w dużej mierze zależy od nas :)

    • Wzruszyłam się Twoim komentarzem, to chyba wciąż jeszcze ciążowe hormony działają ;) Już nie mogę się doczekać jak to za kilka lat będzie wyglądało u nas, oczywiście mam nadzieję, że podobnie.

  • Trochę posłodzę i przyznam szczerze, że brakowało mi Twoich tekstów.
    Ja jeszcze nie mogę wypowiadać się na temat przygotowania dziecka na pojawienie się rodzeństwa, bo jak na razie moja pierworodna zawojowała całym naszym życiem. Ale rada o osłabieniu więzi wydaje mi się zabawna i chyba jednak z niej nie skorzystam, jeśli przydarzy się ku temu okazja.
    Nawiązując do tego, co napisałaś o sobie, to według mnie idealne matki i żony nie istnieją. Ale zresztą jaki jest cel w dążeniu do idealności? idealność jest nudna :)
    A Irenka jest prześliczna. Jak widzę te stópki, to się rozpływam :)

    • Cieszę się i przepraszam, że odpisuję z takim opóźnieniem. Nie dość, że czasu brak, to tyle komentarzy się uzbierało przez te 2 tygodnie, że od godziny nic tylko czytam i odpisuję. Muszę się jakoś lepiej zorganizować!
      Rozumiem koncentrację na pierworodnej, bo u nas też tak było ze Starszakiem, a po moim powrocie do pracy to już w ogóle sobie nie wyobrażałam jak to pogodzić. Ale spokojnie, na wszystko przyjdzie czas :)

  • Cudna ta Ijenka :P U nas też prawie 4 lata różnicy, panienka ma już prawie 14 miesięcy i jest ukochaną siostrzyczką. W ciąży przytulałam i tłumaczyłam co się zmieni i to zaprocentowało :) Fef ostatnio orzekł, że panienka zostanie jego żoną!

    • Nasz Syn ostatnio stwierdził, że nie lubi się bawić z dziewczynkami, ale Ijenka jest wyjątkiem ;)
      A z innymi dziewczynami (tymi z przedszkola, bo tylko tam ma z nimi kontakt, w rodzinie sami chłopcy) jest nuuuda, bo nie lubią NinjaGo ani Gwiezdnych Wojen, chcą się bawić tylko w księżniczki i lubią tylko trzy kolory: różowy, ciemnoróżowy i jasnoróżowy :-D

  • Faktycznie – rada raczej z tych nietrafionych. Ja też pamiętam, że w drugiej ciąży zawsze zwracałam uwagę, jak mi się starszego pytali czy będzie się bawił z dzidziusiem jak się urodzi. Bo ja starałam się od początku mu tłumaczyć jak będzie cała sprawa wyglądała, że dzidziuś będzie mały i na początku będzie tylko leżał i do zabawy raczej się nie nada:) Wydawało mi się, że to bardziej racjonalne tłumaczenie, żeby się po prostu nie rozczarował nierealnymi oczekiwaniami na samym początku. I chyba przyniosło to efekt:)

  • Boziu, jak cudna. Imię piękne. Sama rozważałabym taką opcję, ale mam Babcię o tym imieniu i pozostałe trzy mogłyby poczuć się w jakiś sposób pominięte ;) Super, że tak szybko wróciłaś. Uwielbiam Cię Dziewczyno! :D
    Jeśli chodzi o „poradę” to chyba nawet jakbym bardzo chciała to bym tego nie wymyśliła…

    • Dziękuję, nawet nie wiesz jak miło czytać te słowa! Chociaż nadrabiam komentarze z 2-tygodniowym opóźnieniem, ale warto było! Cmok!
      A imię Irenka również ma po mojej babci, a swojej prababci (niestety już świętej pamięci) i wierzę, że „odziedziczy” wiele jej cech, bo przecież wszystkie Ireny to równe kobitki! :-D

  • U nas też starszak przyjął siostrzyczkę z radością, bo jak wspomniałaś, noworodki, a potem niemowlaki względnie dużo śpią i można ze starszym spędzać czas niemal jak do tej pory. Do roku to był luzik ;) To procentuje, bo mimo, że odkąd mała stała się mobilna i ma jedną drzemkę tylko rano, spędzanie czasu ze starszym stało się niemal niemożliwe, to wciąż ją uwielbia i rodzicom wybacza te niedogodności :) No, ale powoli też stają się kompanami do zabawy, coś za coś :)

  • Matką co prawda nie jestem, ale jak przeczytałam początek tekstu to pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy to „Osłabiać więź? Bzdura. Wtedy pierworodny właśnie pomyśli, że młodsze rodzeństwo odbiera mu miłość rodziców. Pogłębienie tej więzi będzie o wiele lepszą metodą”, a tu czytam dalej i okazuje się, że nie trzeba być matką, by trochę rozsądku mieć, bo matka tak samo uważa :) Piękne macie te szkraby :)

  • Strasznie głupia rada. rzeczywiście.
    U nas aktualnie mocno nerwowo. Na początku był zachwyt, dopóki się nie okazało, że mała dzidzia korzysta z baru mlecznego, dotychczas zarezerwowanego dla brata (tak, u nas długie KP). I tu zaczął się problem, bo teraz starszak chciałby 24h korzystać z tej jadłodajni, no a wiadomo jak jest. Ciężko mu nawet zrozumieć, że chciałabym żeby poczekał na swoją kolejkę. Więc u nas masa złości, krzyków, płaczu i odreagowywania w koszmarne sposoby, które mnie – matkę – doprowadzają do płaczu (bo gratis działają hormony). No nie jest lekko. Dużym minusem jest też to, że mniej więcej ostatnie 2 miesiące ciąży byłam mocno ograniczona ruchowo (bo ciężko, bo spojenie, bo masa itp.), więc nie byłam w stanie się z nim bawić i poświęcać mu tyle czasu ile chciał i ile potrzebował, nadrabiał to mój mąż, ale wiadomo: tata to tata, mama to mama, jedno drugiego nie zastąpi.
    No, to jak już się naczytałaś tysiąc mądrych książek itepe to rzuć jakąś propozycją co bym mogła nadrobić :P

    • Spróbuj gry „jesteś starszy więc więcej możesz”:) Często zadawaj pytania typu: „czy umiesz szybko biegać? Tak! Bo jesteś już taaaki duży”, a czy może „umiesz gryźć jabłuszko? Tak! Bo jesteś już duży” Pokazuj jak najwięcej korzyści z tego, że Twój pierworodny jest już duży. A gdy przyjdzie pora karmienia, zapytaj „czy umiesz poczekać na swoją kolej, bo jesteś już taaaki duży?” Byc może Twój starszy uzna bycie starszym za tak wspaniała rzecz i tak wielki sukces, ze będzie się tym cieszył:P Możesz też spróbować przed nadchodzącą porą karmienia Malucha, Starszego zainteresować i dać mu zadanie. Na przykład namalować laurkę dla Taty, która potem zawiśnie na lodowce lub wybudować najwyższą wierzę na świecie…Mam nadzieję, że się wszystko ułoży i że choć troszkę Ci pomogłam:P
      P.S. Wybaczcie, że się wtrąciłam…:P

  • Mądry tekst. Moim zdaniem wszystko zależy od tego, co się rozumie pod pojęciem „osłabienia więzi z dzieckiem”. Rzeczywiście, jeśli chodzi o to by go unikać, odpychać emocjonalnie, przestać spędzać z nim czas – jak najbardziej jet to złe i przynosi bardzo negatywne skutki, ale…Jeśli chodzi o osłabienie więzi, które jest jednym z elementów usamodzielniania to to nie jest taka głupia rada. Sama widziałam dziewczynkę, która dostawała histerii, bo jej Mamusia brała na rączki jej niedawno urodzoną siostrzyczkę. Znam tę rodzinę dobrze i widziałam jak bardzo pierworodna jest przywiązana do swojej Mamy, powiedziałabym nawet, że za bardzo (choć nie wiem czy to idealne sformułowanie). Wszędzie razem, non stop na kolanach, zabawa tylko wspólna i z nikim innym. Tatuś odstawiony całkowicie na boczne tory (bo dużo pracuje). I gdy pojawiło się drugie dziecko zaczęła się tragedia i starszej siostry i Mamy obu dziewczynek i tej całkiem Malutkiej kruszynki. Oprócz bicia i bardzo przykrych słów (zachowania starszej siostry), zdarzały się ataki histerii i akty zemsty na Mamie, bo zajmuje się młodszym dzieckiem. Doszło do tego, że niemożliwym prawie było karmienie piersią w obecności pierworodnej, bo jak karmić z czterolatką na głowie? Dosłownie na głowie, nie w przenośni! I dlaczego to wszystko się działo? Może właśnie dlatego, że wieź dziecka i Matki była tak ogromna? Może dlatego, że dziecko poza Mamą nie widziało nikogo, ani Babci, ani Taty…? Dla niej nie istniał świat bez Mamy. Zresztą czterolatka, o której piszę do przedszkola też nie poszła, bo się nie zaadaptowała. Dlatego wydaje mi się, że w niektórych przypadka warto pod lupą przyjrzeć się relacjom z własnym dzieckiem, by nie krzywdzić…Mam nadzieję, że rozumiesz mój punkt widzenia:)

    • Masz rację, ale to rzeczywiście skrajny, niezdrowy przypadek. Być może więź matki z córką sama w sobie nie była „zbyt silna”, ale może raczej „zbyt zaborcza”. Przy kompletnym braku więzi z ojcem, dziadkami, rówieśnikami, mama rzeczywiście jest całym światem i trudno się dziwić, kiedy starsze dziecko interpretuje, że „mały intruz” część tego świata zabiera, bo tak istotnie jest. Bardzo smutna historia! Mam nadzieję, że tej rodzinie uda się szybko naprawić relacje.

      Natomiast we wszystkich pozostałych przypadkach, kiedy dziecko ma prawidłowe kontakty z rodziną i rówieśnikami, osłabianie więzi z matką brzmi absurdalnie. Zgodnie z naturalną koleją rzeczy, z czasem ta więź przecież nie słabnie, lecz staje się coraz głębsza, chociażby dlatego, że dziecko coraz lepiej potrafi wyrazić miłość, mówić o swoich uczuciach, poznawać swój wewnętrzny, duchowy świat, rozumieć abstrakcyjne pojęcia itd.

      • Wiesz co jest w tym wszystkim dla mnie osobiście najtrudniejsze? Wyczucie tej granicy kiedy zaspokajam prawdziwą potrzebę dziecka, a w którym powoduje jego uzależnienie ode mnie. Może jestem na tym punkcie przewrażliwiona, bo za często widzę dzieci, które są obsesyjnie przywiązane do Rodziców i nie potrafią wyjść do świata. Mam bardzo dobrą relację z dziećmi i jestem dumna z siebie, bo widzę, że naprawdę fantastycznie potrafią mówić i rozmawiać o swoich uczuciach, a boję się zwyczajnie, że pewnego dnia, niezauważalnie, stanę się Mamą toksyczną. Wiesz, że przegapię moment…? Dziwne mam obawy, prawda?

  • Witaj Irenko :) Reniu, jeszcze raz gratuluję :) będąc w drugiej ciąży bardzo martwiłam się jak starszak przyjmie brata. Na szczęście nie trafiłam na aż takie „mądre rady”. Dużo rozmawialiśmy i mocno aktywizowaliśmy tatę. Przeszło w miarę gładko i obyło się bez wylewnego okazywania uczuć :)

  • Kiedy miała się urodzić moja bratanica, mój bratanek miał dwa lata z hakiem. Długo tłumaczyliśmy mu, że będzie teraz starszym bratem, odpowiedzialnym chłopakiem itd. i strasznie go ta wizja ekscytowała. Dlatego cieszył się na przybycie siostrzyczki i nie było żadnych obaw o zazdrość czy rozluźnienie więzi.

    Sama mam piętnastomiesięczną córę i za kilka miesięcy planuję zajść w ciążę. Mam nadzieję, że do roli starszej siostry podejdzie równie odpowiedzialnie :)

    PS A co do bzdur lub nie-bzdur, sama nie wiem. Wspominasz, że Twoja mała dużo śpi. Pamiętam, że moja też od razu przesypiała noce, ale kazali nam ją wybudzać na karmienie. Teraz trochę żałuję, bo może pierwsze trzy miesiące nie byłyby takim koszmarem, gdybyśmy dawali młodej się wysypiać.

    • Dużo śpi, ale jak już się obudzi, to też dużo je, więc nie przejmuję się. Przy drugim dziecku w wielu kwestiach wrzuca się na luz ;) Zresztą Irenka nie przesypia całych nocy, ale rzeczywiście śpi wtedy dłużej: około 4-5 godzin, przy czym nie wybudza się całkiem, tylko trochę pokręci, postęka, szybko ją karmię i śpi dalej.
      W każdym razem nie wybudzam jej co 3 godziny, choć wiem, że kiedyś było takie zalecenie. Z tego co wiem obecnie to zalecenie dotyczy tylko dzieci, które słabiej ssą/ mało jedzą/ mało przybierają, więc trzeba ich „pilnować”. Zresztą więcej na ten temat możesz poczytać u Antoonóvki – przygotowała ostatnio świetny poradnik, a na jej blogu znajdziesz o wiele więcej wartościowych treści na temat karmienia: http://antoonovka.pl/2016/02/poradnik-o-karmieniu-piersia/

      No i trzymam kciuki za kolejnego potomka! :) Wszystkiego dobrego!

  • Nie wierze wręcz, że ktoś może dawać lub pisać o osłabieniu więzi ze starszakiem przed narodzinami 2 dziecka, przecież to nonsens! Takie „dobre rady” powodują potem że starsze dziecko czuje się mniej kochana i odosobnione. Dobrze że słuchałaś rad wybiórczo. Irenka cudna! niech rośnie zdrowo! buziaki <3

  • Cudowna Irenka!!!! Gratuluję :) Pieknie spędzacie czas ze starszym bratem i w takiej sytuacji nie jest w stanie poczuć się gorzej po tym jak pojawiła się siostra :)

  • Trzeba uzywac niezlego sita na te wszystkie rady, prawda? ;) Jakas masakra, jak bardzo moga byc czasem glupie.
    Piekne imiona maja Twoje dzieciaczki <3

    • Oj tak, na szczęście już w pierwszej ciąży podczas czytania poradników dla rodziców wypracowałam sobie tryb „ostra selekcja” ;)

      A propos imion: dziękuję! Irenka ma imię po mojej babci (i wielu innych Irenach – wszystkie z nich to równe kobitki ;)), a Romek… to po prostu Romek. Nie znamy nikogo o tym imieniu, ale brzmiało dla nas jak taki fajny, sympatyczny chłopak, równy gość! :)

      • W pełni Cię rozumiem, u mnie było dokładnie tak samo z Heniem ;)

  • Kochana moja! Po pierwsze gratulację, piękne imię wybraliście dla swojej Panny Kijanki :)
    Jeżeli chodzi o moje przygody z tego typu radami i poradnikami, to przy drugiej ciąży nic nie czytałam i widzę, że dobrze. Wszystko u nas przyszło naturalnie. Matylda nie jest zupełnie zazdrosna o Lili, żadnej więzi nie osłabiałam tylko ciągle mówiłam, że w brzuszku jest Lilusia, później w domu to samo. Mówiłam, żeby ją głaskała, przytulała, dawała buziaki w czółko i tak zostało. Lili ma 6,5 miesiąca i Matylda serwuje jej cały czas rozrywki. Pokazuje książeczki, urządza przedstawienia z zabawek. Nie zauważyłam żadnej zazdrości. Jak Lilusia je, czy jest przewijana, to trzeba poczekać, tłumaczymy, że teraz zajmujemy się nią i tyle.

    Pewnie, że tak zostanie! Znając Twoje podejście do życia i to jak zareagował synek, zupełnie jestem o to spokojna! Ściskam, dużo zdrówka dla Was <3

    • Wspaniale, że podeszłaś do tego z takim spokojem! Ja miałam mega stres o naszego „jedynaka” i stąd to moje intensywne dokształcanie – jak się okazało, była to niepotrzebna panika ;)
      Wspaniale opisujesz jak dziewczyny spędzają razem czas, już nie mogę się doczekać, kiedy u nas zaczną się te pierwsze zabawy (nie mogę się doczekać chyba nawet bardziej niż nasz Synek ;)).
      Dziękujemy i ściskamy! :)

  • Wydaje mi się, że starsze dzieci lepiej reagują na rodzeństwo niż młodsze. Więcej rozumieją. Między mną i bratem jest podobna różnica wieku i jesteśmy mocno ze sobą związani, w zasadzie dopiero odkąd mam własne dziecko, nasze relacje zeszły na drugi plan (brat to trochę przeżywał). Choć za młodu regularnie się tłukliśmy, jak to rodzeństwo. ;) Dwulatek potrzebuje więcej mamy niż czterolatek, będę się przy tym upierać. Gdybym rok temu urodziła dziecko, miałabym sajgon i bardzo zazdrosną córkę, która walczyłaby o mój czas. Czterolatek rozumie, że niemowlę nie służy do zabawy. Ale oczywiście potrzebuje naszej miłości. Myślę, że rada „osłabienie więzi” to raczej rada, by dziecko, które do tej pory było „przyssane” do matki, znalazło więź z innymi członkami rodziny. Pochodna mitu, jakoby więź z matką była unikalna i jedyna w swoim rodzaju. Dla mnie to jest hard w czystej postaci, że dziecko ma tylko mamę i nikogo więcej, bo resztę rodziny widzi od święta, albo tata je olewa, bo musi obejrzeć telewizję. Takie dzieci na pewno źle odczują pojawienie się konkurencji. W normalnej, kochającej się rodzinie – żaden problem.

    • Kiedy Starszak miał 2 lata wciąż karmiłam go piersią, więc w życiu nie podjęłabym świadomej decyzji o kolejnym dziecku. Ale czy ja wiem czy ta więź była silniejsza? Poświęcałam mu więcej czasu, to fakt, ale ten kontakt był bardziej fizyczny niż emocjonalny ;) Teraz to zupełnie inna bajka: czterolatek już w pełni świadomie wyznaje miłość, mówi o uczuciach itd. Tego fizycznego kontaktu jest mniej, o wiele ważniejsze jest, aby czuł się wysłuchany.
      A jeśli chodzi o więź z pozostałymi członkami rodziny, to na szczęście Tata od początku był bardzo zaangażowany, tak samo dziadkowie. Wróciłam do pracy, kiedy Starszak miał pół roku, więc opieką dzieliliśmy się równomiernie. To procentuje, bo R ma teraz z nimi fantastyczną więź :)

  • Nie dość, że zostanie, to jeszcze się wzmocni. Relacja, która powstaje między rodzeństwem w tym wieku jest bardzo silna i trwała. Nie ma konkurencji (jeśli starsze dziecko jest dobrze przygotowane), a jest troska, nauka i zabawa. Twoja mała córeczka będzie miała wspaniałe oparcie w starszym bracie ;-)

  • Już zapomniałam jak cudne potrafią być takie maluszki :) Na początek gratulacje! I tak sobie myślę, że każde dziecko może inaczej zareagować. Im mniejsze tym trudniej może być mu zrozumieć rozmowy o przyszłym dziecku. Co prawda, nigdy nie zaszkodzi przygotować go na pojawienie się rodzeństwa. Ale ważne będzie jak się potraktuje jego żale i ograniczony kontakt z mamą, co jest przecież w takich sytuacjach bardzo prawdopodobne. Mój synek miał niecałe 2 lata, gdy „dostał” siostrę :) W ogóle go nie zainteresowała po przyjściu ze szpitala. No i był jednak o nią zazdrosny. Więc go też nosiłam na rękach, podkładałam pieluszkę, bo mu się „ulewało”… Teraz biją się ze sobą, ale i potrafią dzielić, bawić się razem. Aż mi się łezka w oku kręci gdy tak na nich patrzę…

    • Czekam na te wzruszające momenty. U nas na razie tylko przytulanie wchodzi w grę, ale kiedy Irenka zacznie się śmiać i żywiej reagować na otoczenie, na pewno chusteczki pójdą w ruch ;)

  • Gratulacje! Wielkie! U nas relacje między chłopcami od początku były trudne. Mimo rozmów. Mimo pogłębiania więzi i skupieniu dużym na starszym synu. Na początku wyparcie. Potem niestety starszy bił małego jeśli tylko był w pobliżu. Teraz zaczynają się dopiero „dogadywać” i uczyć obok siebie lub razem mieszkać (3latka i 10m-cy). Młodszy uwielbia starszego. Starszemu trudno ciągle(!) zrezygnować z roli jedynaka. Tym bardziej uważam, że decyzja o drugim dziecku mimo trudności była słuszna. Wydaje mi się też, że znaczenie ma różnica wieku między dziećmi i płeć.

    • Z czasem na pewno będzie tylko lepiej! Zdaje się, że im mniejsze dziecko, tym trudniej mu zrezygnować z przywilejów jedynaka. U nas było na odwrót: Romek miał w żłobku i przedszkolu mnóstwo koleżanek i kolegów z młodszym rodzeństwem, być może już czuł się trochę „inny” pod tym względem, więc bardzo się ucieszył na wieść o ciąży. No i oczywiście w momencie, kiedy zaszłam w ciążę miał już skończone 3 lata, a więc był sporo starszy od Waszego starszaka. Wydaje się niewiele, ale w tym wieku kilka miesięcy to kamienie milowe, nie mówiąc o latach.

  • Co do tematu posta – słuszne podejście!
    A tak pozostając w temacie: gratulacje, śliczna Panna Irenka :)

  • Dokładnie tak to dla mnie zabrzmiało: jak odtrącenie.

  • Na szczęście ja nigdy nie usłyszałam takiej rady. Chyba by mnie tak zbiła z tropu, że nie wiedziałabym jak zareagować, bo jest po prostu bez sensu. U nas da się jednocześnie karmić piersia i układać klocki, więc nie widze powodu do osłabiania więzi. Zamiast ich osłabiania mamy jedną dodatkową – miedzy rodzeństwem :-)

    A imię piękne – moje obie babcie je noszą :-)

  • Jagna Sleiman

    Cudna mała kruszynka! U nas też w domu pojawił się nowy mały człowiek, na szczęście nie słuchałam żadnych „mądrych” rad. Wszystko dzieje się samo, staramy się jak najwięcej czasu spędzać razem, tak aby starsza córa nie odczuła, że jest na uboczu. Pozdrawiam:)

  • Cudowny widok!! Puki co nie grozi nam przywitanie nowego i kolejnego członka rodziny, ale bede wracac do twojego postu, gdy nadejdzie taka potrzeba!

  • Katarzyna Zubkowicz

    A propos relacji starszak – mniejsze dziecko: nasza Elunia nie jest w stanie dobrze wymówić imienia,więc „Renka to rusza’. „Renka to robi tak i tak”) Wasz synek starszy, więc i ‚I ‚ na początku wypowiada:) pozdrawiam…

Inline
Inline