SONY DSC
Drugie w drodze. Wkrótce zyskasz zaszczytny tytuł Podwójnej Mamy. Głowę zaprząta Ci nie tylko świeży narybek i wyprawka dla niego, ale i przygotowanie starszego brata lub siostry na powiększenie rodziny.
Przecież do tej pory Twój pierworodny był jedynakiem, a Twoja pierworodna – jedynaczką! Pojawienie się młodszego rodzeństwa będzie dla nich rewolucją, a Ty usłyszałaś już pewnie milion rad jak ją przetrwać.
Jaka jest najgorsza rada na temat przygotowania starszego dziecka na pojawienie się rodzeństwa? Czy tak często polecane osłabienie więzi ze Starszakiem to konieczność?



Słuchaj rad… wybiórczo

Jak wiecie, właśnie zostałam mamą po raz drugi. Nasz pierworodny przez prawie 4 lata był jedynakiem, naszym pępkiem świata, oczkiem w głowie i czym tam jeszcze To jasne, że przejmowałam się, jak Romek zareaguje na młodszą siostrę, czy wciąż będzie czuł się szczęśliwy i kochany, czy nie będzie zazdrosny, czy nasza relacja się nie popsuje.

Czarny scenariusz wydawał mi się mało prawdopodobny, niemniej starałam się jak najlepiej przygotować (jego i nas) na nadchodzące zmiany. Przepytywałam znajome mamy posiadające na stanie więcej niż jedno dziecko, czytałam wszystko co wpadło mi w oko w księgarni i internetach, wysłuchałam wielu rad…  Na szczęście wybiórczo

Najbardziej ze wszystkich „bezcennych rad” zaskoczyło mnie zalecenie, aby w trakcie ciąży STOPNIOWO OSŁABIAĆ WIĘŹ ZE STARSZYM DZIECKIEM. Serio, taka rada pojawia się w wielu artykułach na temat przygotowania starszego dziecka na powiększenie rodziny! Przy czym nie chodziło o zachęcanie do samodzielności, ale właśnie o „osłabienie więzi”.

Samodzielność popieram wszystkimi kończynami Samodzielność jest po prostu mega ważna, zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców, więc warto wspierać jej rozwój zawsze i wszędzie, nie tylko ze względu na kolejną ciążę.

No dobra, a co z tym polecanym „osłabieniem więzi ze starszym dzieckiem”?


Bzdura, nonsens i bullshit!

Moim zdaniem najlepsze, co można zrobić przed przyjściem na świat dziecka numer dwa, to właśnie POGŁĘBIĆ więź ze Starszakiem! Wiem, wiem – powiecie, że i tak jest głęboka To jasne! Wydawałoby się, że „już nie może być lepiej”, ale 9 miesięcy to naprawdę długo: Starszak w tym czasie rozwija się i zmienia, zmianie ulega również Wasz kontakt… aż tu nagle okazuje się, że Wasza relacja może wskoczyć na kolejny poziom!

W dużej mierze skala tych zmian zależy od wieku dziecka i wydarzeń, które mają miejsce w tym czasie w życiu dziecka i rodziców. Tak było w naszym przypadku, z kilku względów:


1) Ciążowe hormony

W pogłębianiu więzi z pierworodnym niebagatelną rolę odegrały z pewnością ciążowe hormony. Te same, przez które rozczulałam się i chlipałam, oglądając reklamy Tymbarku czy Kinder-czekolady.

Na co dzień nie jestem zimną rybą Jednak wydaje mi się, że dzięki tej wzmożonej wrażliwości i empatii jeszcze lepiej zrozumiałam, co gra w duszy naszego przedszkolaka.


2) Przedszkole

Syn we wrześniu zmienił placówkę ze żłobka na przedszkole. Była to dla niego wielka radość, ale i nowe wyzwanie. W przedszkolu Romka nie ma podziału wiekowego, a on trzyma się ze starszymi dziećmi, i to starszymi o dwa lata. W tym wieku to istotna różnica i spore wyzwanie w zakresie komunikacji, wyrażania emocji, budowania relacji.

R uwielbia przedszkole, codziennie wybiera się tam z entuzjazmem, ale wszystkie trudne sytuacje, musi odreagować po powrocie do domu, zwłaszcza przed snem

Powiązany wpis: To nie jest stracony czas

A ja czekam, jestem gotowa. Przytulam, wyjaśniam, tłumaczę, czasem ocieram łzy. Wspólnie opracowujemy rozwiązania przedszkolnych konfliktów, nowe strategie i taktyki, dzięki którym kolejnego dnia R wyrusza do przedszkola pełen animuszu


3) Zwolnienie lekarskie

Poszłam na zwolnienie dość wcześnie, bo od początku ciąży coś się działo. Jedne niepokojące objawy przechodziły, inne się pojawiały, aż w końcu na przełomie 5 i 6 miesiąca ciąży musiałam ograniczyć wszelką aktywność do minimum.

Powiązany wpis: Najgorsza dolegliwość ciążowa (której możesz uniknąć)

Takie uziemienie to nic przyjemnego, ale miało swoje zalety: w pierwszej połowie dnia ogarniałam sprawy domowe (w przerwach w leżeniu ;)), a po powrocie Synka z przedszkola byłam cała dla niego. Gdybym pracowała, byłoby to niemożliwe. Lubię moją pracę, ale to nie jest miejsce, z którego można wyjść o godzinie 16, zresetować i zapomnieć. To praca, która pochłania mnóstwo energii, zajmuje myśli przez całą dobę i skutkuje wieloma nieprzespanymi nocami.

Dlatego mam wrażenie, że kiedy pracowałam, nie dawałam rodzinie z siebie 100%. Zbyt często myślami byłam przy biurku, przy komputerze. Tak właśnie wyglądało słynne „łączenie macierzyństwa z życiem zawodowym” w moim wykonaniu. Nie ukrywam, że nie jestem idealną mamą i żoną. A najfajniejsze jest to, że wcale nie muszę – staram się ze wszystkich sił, a moja rodzina to docenia. Niemniej bardzo cieszę się, że dzięki zwolnieniu miałam okazję w pełni skoncentrować się na Synu i ważnych wydarzeniach w jego życiu.


4) Relacja ojciec-syn

Nie będę pisała w imieniu Męża, ale dzięki zdarzeniom opisanym powyżej, miałam też okazję przyjrzeć się jego relacji z Romkiem i pomóc im rozwiązać kilka problemów. Nie tylko ja pogłębiłam więź z pierworodnym, relacja ojciec-syn również zyskała na jakości!


Efekty

Co nam dało takie pogłębienie więzi?

Nie boję się. Nie ma takiej opcji, żeby Syn z powodu młodszej siostry poczuł się zagrożony czy mniej kochany. Nasza relacja wskoczyła o kilka oczek wyżej. Syn ma poczucie bezpieczeństwa, jest „emocjonalnie zadbany” ;) Nie mówię, że wcześniej tak nie było, ale do tej pory to był spontan. Teraz robimy to bardziej świadomie, a przeżywanie każdej chwili z uważnością to super sprawa.

W książce „Obrazki dla maluchów. Czekamy na dzidziusia” jest fragment, w której starszy brat obawia się, że po narodzinach bobasa rodzice nie będą go już kochali albo będą kochali go mniej. W trakcie lektury zaczęłam o tym rozmawiać z Romkiem, tłumaczyć, że to tak nie działa, że rodzice kochają wszystkie dzieci w wyjątkowy sposób, że miłości wystarczy dla wszystkich dzieci i tak dalej.

Jak na to zareagował? Krótko uciął moje rozważania: „Mama, czyyytaj daaalej”
Spuścił matkę na drzewo, nie przejął się zupełnie. Wnioskuję więc, że w ogóle nie bierze pod uwagę takiego zagrożenia.

Zamiast tego przed porodem powtarzał wielokrotnie: „Bajdzo kocham tą moją siostrzyczkę u mamy w brzuchu”
A po porodzie: Ijenko, jestem Twoim przyjacielem” albo Ijenka pachnie miłością” 

Irena, Irenka, Irka – tak właśnie daliśmy na imię Pannie Kijance. Ten przeciek to taki bonus dla cierpliwych, którzy dobrnęli do końca moich kolejnych osobistych wynurzeń


Panie i Panowie, poznajcie Irenkę!

SONY DSC

 

SONY DSC


Wbrew pozorom to nie płacz, tylko ziewanie

SONY DSC


Co u nas słychać?

Po narodzinach Panny Kijanki na razie niewiele się u nas zmieniło. Jak to dobrze, że noworodki tyle śpią! Nadal tyle samo rozmawiamy, budujemy z klocków i bawimy się we wszystkie „stare” zabawy. Nadal czytam Romkowi przed snem, nadal (na zmianę z Mężem) trzymam go za rękę dopóki nie zaśnie. Pewnie z czasem się to zmieni, ale nie chciałam, aby te zmiany nastąpiły tuż po porodzie.

Tak oto dryfuję sobie beztrosko na różowej chmurze i jestem spokojna o naszą przyszłość. Przyszłość, która nie będzie sielanką, ale na pewno nie będzie też horrorem. Syn jest gotowy, wyrozumiały i pełen entuzjazmu. Prawda, że tak już zostanie?
Miłego dnia!
.Renia-podpis

.

 


SONY DSC


Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim ze znajomymi, klikając niebieski guziczek poniżej 
Dziękuję!


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)