Można wychować dziecko bez chusty i nosidła… ale z nimi jest o wiele łatwiej!

Moda na noszenie dzieci zadomowiła się w Polsce na dobre. Z roku na rok coraz więcej na ulicach chust i nosideł, a ich wzory są coraz piękniejsze!

Czy to moda, wygoda, konieczność? Czy w ogóle można jeszcze wychować dziecko bez chusty i nosidła? Można! Tylko po co się męczyć?


Dziecko bezobsługowe czy high need baby?

Są dzieci, które leżą spokojnie i  nie domagają się bliskości rodzica. Są takie, które potrafią zająć się sobą przez kilka(naście) minut. Jednak są również dzieci wyjątkowo niecierpliwe, z tzw. „krótkim lontem”

Co istotne, nic z tego nie jest winą czy zasługą rodziców. Wynika raczej z temperamentu dziecka.

W ostatnią sobotę odwiedziłam przyjaciółkę – mamę bliźniaczek, które pomimo identycznego postępowania rodziców i identycznych warunków, bardzo różnią się pod względem potrzeby bliskości: jedna chce być cały czas na rękach, drugiej właściwie wszystko jedno

Nasza Irka również jest dzieckiem o dużej potrzebie fizycznej bliskości. Lękliwym. Trudno zasypiającym. Zmieniającym z dnia na dzień to co „działa”. Słowem: nasza córka jest wymagająca. Ostatnio o takich dzieciach mówi się high need babies.

Czy wspominałam jak boleśnie ząbkuje? Do tego stopnia, że pół żartem pół serio zaczęliśmy przebąkiwać o egzorcyzmach… Na szczęście znajoma wędrowna egzorcystka, Kasia z Piątego Pokoju, uspokoiła mnie, że dopóki w czasie ząbkowania Irka nie chodzi tyłem i nie obraca głowy o 180 stopni, nie mam się czym martwić Uff.

We wszystkich wymienionych powyżej sytuacjach chusty (a potem nosidło) ratowały moje macierzyństwo, życie oraz rzyć – i nie ma w tym ani grama przesady. Nie dramatyzuję, piszę jak jest. Z Romkiem pod wieloma względami było nam o wiele lżej, a chusta i nosidło i tak się przydawały. Teraz są po prostu niezbędne.


Rodzicu, oszczędzaj swój kręgosłup!

Ciągle słyszymy to od mojej Mamy. Jest z lekka przerażona tym, jak długo jesteśmy w stanie nosić Irkę. Cóż, prawda nr 1 brzmi:

Nawet jeśli nie używasz chusty czy nosidła, i tak będziesz nosić dziecko.

Na ręku, na ramieniu, na biodrze… Dziecko nie zrezygnuje z Twojej bliskości, będzie się jej domagać. Jeśli ma dobry dzień, na chwilę zajmie się czymś, ale 3 minuty później wejdzie na parapet. Nie, dziękuję!


>> Zobacz też: 8 ważnych aspektów rozwoju. Twoje dziecko wspina się na meble? Nie powstrzymuj go!

Dzięki chuście masz wolne ręce i możesz wykonywać proste prace domowe.

Nie to, żebym nalegała

Perfekcyjna matka, żona i pani domu? Hm, kimkolwiek jest ta pani, nie mam najmniejszych wątpliwości, że jestem jej przeciwieństwem Nie jestem entuzjastką prac domowych. Ale też nie jestem gotowa poświęcić się macierzyństwu na tyle, aby zrezygnować z dobrego obiadku.

Dlatego wrzucam dziecko w nosidle na plecy i mogę spokojnie ogarniać kuchnię i gotować. Nie ma nic prostszego!

A nie, przepraszam, prościej jest w ogóle nie gotować, nie sprzątać, nie zajmować się domem. Z tego rozwiązania korzystam najczęściej Ale czasami trzeba, sami rozumiecie.


Udaję perfekcyjną panią domu tak nieudolnie, że nawet dziecko się nie nabierze!
Ubaw po pachy


Syf nasz codzienny


Wracając do kwestii kręgosłupa, prawda nr 2 brzmi:

Aby zadbać o kręgosłup, naucz się odpowiednio dociągać chustę i/lub dopasuj nosidło.*

Cudowną zaletą chust (odpowiednio dociągniętych) oraz nosideł (odpowiednio dopasowanych) jest to, że one naprawdę odejmują ciężar! W przypadku Irki jest to o tyle istotne, że nasza kruszyna wyleciała z siatki centylowej jak rakieta: w wieku 4 miesięcy ważyła 8220 g, w wieku 6 miesięcy ponad 10 kg, a w wieku 14 miesięcy dobiła do 14 kg (czyli niewiele mniej od 5-letniego brata).


6 zastosowań nosidła

Używamy nosidła intensywnie, kilka razy dziennie. Najczęściej są to następujące sytuacje:


1) Długie wyjścia z domu

Mieszkamy na trzecim piętrze bez windy, a na dole czeka mnie jeszcze wyciąganie wózka z piwnicy. Chętnie spacerowałabym tylko z chustą lub nosidłem, ale muszę stosować je zamiennie z wózkiem ze względu na dziecko wagi ciężkiej i naprawdę długie spacery (w pogodne dni 2-7 godzin).

Na upartego mogłabym znieść dziecko po schodach bez nosidła, ale w nim po prostu czuję się pewniej. W drodze powrotnej też jest niezbędne, bo noszenie zakupów w zębach do przyjemnych nie należy.


Dwoje dzieci + dwie torby = „Matka Polka Objuczona”



2) Krótkie wyjścia z domu

Gdy któreś z nas niesie Irkę tylko z domu do auta lub wyskakuje do sklepu za rogiem, nie potrzebujemy wózka. Panie w piekarni piszczą z zachwytu, gdy mój Mąż przychodzi po bułki z Irką w nosidle, a ja robię furorę we Fresh Markecie




3) Zasypianie

Irka zaczęła zasypiać przy piersi dopiero, gdy skończyła rok. Zanim nastąpił ten piękny moment najadała się, odpychała cyca i znów zaczynała urzędować. Dlatego na wszystkie drzemki usypiałam ją w chuście, a potem w nosidle*.


Kto jeszcze nie obserwuje nas na Instagramie, ten trąba!



4) Proste prace domowe

Kiedy Irka jest „na chodzie” jestem w stanie sprzątnąć zmywarkę. I tyle.

Podczas gotowania lub większych porządków (szorowania kuchni, mycia podłogi) wolę mieć ją na plecach w nosidle. W przeciwnym wypadku musiałabym co chwilę tulić ją w rękawicach utytłanych chemią gospodarczą.

Być może zapytacie dlaczego nie wykonuję prac domowych kiedy Irka śpi? Bo wtedy ja też odpoczywam! Ewentualnie pracuję na komputerze lub bloguję – tak jak teraz.

W przypadku odkurzania (to akurat domena Męża), Irenka zazwyczaj zasypia w nosidle u niego na plecach.




5) Ząbkowanie, choroby, gorączka

Te sytuacje na szczęście zdarzają się najrzadziej. W ekstremalnych przypadkach (czwórki!) lub w przypadku problemów z zasypianiem podczas przeziębienia (katar!) noszenie okazuje się lekiem na całe zło.


6) Spacery po bezdrożach

Wszędzie tam, gdzie wózek nie ma dostępu, chusta i nosidło sprawdzają się doskonale. Spacery po bezdrożach uprawialiśmy znacznie częściej kiedy Romek był mały i mieliśmy psa, lecz i teraz od czasu do czasu nam się to zdarza.



Używamy nosidła Tula, które jest dostępne w dwóch rozmiarach (Standard i Toddler), a wkrótce pojawi się nowy model Free-to-Grow regulowany wszerz i wzdłuż.

Zastanawiasz się pomiędzy rozmiarem Standard a Toddler? Nosidło Standard jest przeznaczone dla dzieci o wadze 7-20 kg, a Toddler 11-27 kg, więc rozmiary są „na zakładkę”. Dodatkowy warunek: z Toddlera może korzystać dziecko >82cm wzrostu. Warto przyjrzeć się jak układa się panel. Kiedy Irka wyrosła z rozmiaru Standard, górna krawędź panelu sięgała jej tylko do łopatek, miała też bardzo duże prześwity po bokach. Natomiast panel Toddlera idealnie ją otula i sięga idealnie od kolanka do kolanka – przyjrzyjcie się na zdjęciach poniżej:




Kiedy chusta, a kiedy nosidło?

We wszystkich powyższych sytuacjach zamiast nosidła używaliśmy chusty, zanim Romek i Irka nauczyli się samodzielnie siedzieć*. Cierpliwie czekaliśmy na ten moment: czas mija tak szybko, a w chustach nosi się taaak przyjemnie.



A tu zdjęcie z 2012 roku z maleńkim Romkiem. Aż wzrusz!


* Według fizjoterapeutów i doradców noszenia dziecko, które chcemy nosić w nosidle, powinno umieć samodzielnie siedzieć.

Jeszcze bardziej szkodliwe dla rozwoju układu ruchowego, niż noszenie w nosidle niesiedzących dzieci, jest noszenie ich przodem do świata w „wisiadłach” (nosidłach z wąskim panelem). 


Tak NIE nosimy!
Wisiadła są „be”, zarówno przodem, jak i tyłem do świata.


Porównanie ułożenia stawów biodrowych siedzącego dziecka w nosidle i wisiadle


Dla porównania prawidłowa pozycja dziecka w chuście.
Tak należy nosić, dopóki dziecko nie nauczy się samodzielnie siedzieć:



Kiedy pożegnaliśmy chusty?

Irka zaczęła siedzieć na przełomie w wieku 7 miesięcy, lecz tak na dobre chusty pożegnaliśmy dużo później (pisałam o tym tutaj: Echo zimowe).

Kiedy Irka zaczęła stawać, ćwiczyła wytrwale o każdej porze dnia i nocy (tak, robiła to nawet we śnie!). Bardzo lubiła tulić się w chuście, ale jej silne nóżki stały się żywiołem nie do opanowania ;) Zapierała się kolanami o moje ciało, prostowała nogi i… chusta przesuwała jej się na udach i prawie wyjeżdżała spod pupy. Na szczęście dobrze opanowałam dociąganie, więc Irka nadal była bezpieczna. Jednak było mi niewygodnie z takim wierzgającym dzieckiem, a każde wiązanie po chwili się rozjeżdżało.


A może już „za późno”?

Jeśli żałujecie, że wciąż nie zaprzyjaźniliście się z chustą lub nosidłem, a macie na przykład dwuletnie dziecko, to nadal jest dobry moment aby zacząć. Dwulatki również od czasu do czasu chcą być noszone, a chusta lub nosidło odciąży Was i ułatwi Wam życie.


Akcja #niminiewisi

Bardzo cieszy mnie rosnąca świadomość polskich rodziców w zakresie zdrowego noszenia dzieci i jego ogromnego wpływu na prawidłowy rozwój układu ruchowego.

W dużej mierze ten postęp zawdzięczamy działalności doradców noszenia oraz akcji #nicminiewisi. Zaczęło się od działań edukacyjnych w zakresie odróżniania nosidła od wisiadła i przestrzegania przed noszeniem dzieci w wisiadle przodem do świata. Z czasem akcja #nicminiewisi objęła również tematykę prawidłowej pozycji dziecka w chuście oraz pomocy w doborze odpowiedniego wiązania.

Wybór odpowiedniego nosidła lub chusty to sprawa równie istotna, jak wybór wózka czy fotelika samochodowego. To decyzja, którą należy podjąć świadomie i odpowiedzialne.

Jeśli zdrowe noszenie dzieci nie jest Wam obojętne i chcecie poprzeć tę inicjatywę, kliknijcie „Lubię to” na facebookowym profilu akcji:



Kwartalnik bliskości SPLOT
oraz II Festiwal Chustowy

Mój blog objął patronatem II Festiwal Chustowy, który odbędzie się we Wrocławiu już w najbliższy weekend. Halo, Wrocławianki! Może uda nam się tam spotkać?

Ponadto mam mega przyjemność współtworzyć pierwszy numer Kwartalnika bliskości SPLOT. Znajdziecie tam mój artykuł na temat akcji #nicminiewisi oraz nie zawsze niezawodnej rodzicielskiej intuicji. Magazyn w wersji drukowanej będzie sprzedawany podczas Festiwalu, a w wersji elektronicznej będzie dostępny bezpłatnie w sieci (wkrótce podam Wam link!).


Czy da się wychować dziecko bez chusty lub nosidła? Pewnie, że tak. Jednak jako mama „chustowych” dzieci, motanych od urodzenia, zupełnie sobie tego nie wyobrażam. Warto doświadczyć tej wygody i wyjątkowej bliskości.


Nosiłyście dzieci w chuście lub nosidle? W jakich sytuacjach korzystaliście z nich najczęściej?
No i koniecznie dajcie znać w komentarzu jak podobają Wam się nasze scenki rodzajowe

Miłego dnia!

Renia-podpis

Chcesz być na bieżąco?
Polub blog na Facebooku:


Spodobało Ci się?
Będzie mi miło, jeśli polubisz lub udostępnisz 
ten tekst:


…albo zostawisz komentarz poniżej 
Dziękuję!



Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje… i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę – głównie siebie i męża… a dzieci tylko od czasu do czasu :)

  • Też nosiłam! Niestety Tulę standard sprzedałam i jakoś się stało, że toddlera nie kupiłam i teraz bardzo żałuję.

  • Jeżu słodki, faktycznie siatki się Irki nie imają! Mojej też, tylko w drugą stronę fun fact jest taki że między moją 25 mies córka a 2 miesięcznym synem są… 2 cm różnicy w pasie! No, na jej korzyść, aż tak źle nie jest ale ale, bez chusty i nosidła absolutnie nie wyobrażam sobie życia! Tulę kupiłam dla niej a ona miała to w nosie. Wyrywała się, kwiczała bo ona SAMA i z matką chodzić nie będzie (tak było na długo przed tym jak tą umiejętność posiadła). Za to braciszek? Noś mnie! Najlepiej mnie w ogóle nie odkładaj! Dziwne że to akurat drugie dzieci i to te cięższe.. przypadek?

  • Przybijam piątkę w kwestii siatek centylowych! Mój Jaś skończy jutro 16 mcy i waży tyle, co Irka! Szczerze mówiąc do przeczytania Twojego wpisu myślałam, że jest najcięższym dzieckiem na świecie w swojej kategorii wiekowej ;P U nas jeszcze Tula standard, przynajmniej podczas urlopu w lutym była nam niezbędna (ach, te drzemki na plaży) i jeszcze pasowała, więc myślę, że jakoś przetrzymamy w niej wakacje. Jaś chyba nie jest aż tak wymagający w kwestii noszenia, co Irenka, bo w domu Tuli praktycznie nie używamy, odkąd zaczął chodzić to noszenie już nie jest dla niego tak atrakcyjne, bo on teraz wszystko SAM! ;-). Więc noszenie po domu mamy z głowy (efektem są wspinaczki na fotele i ściany porysowane pieczarkami, coś za coś ;p), w wózku koleś jeździć lubi, więc dopiero na wakacyjnych bezdrożach pewnie będziemy znów nosić. Zobaczymy, może latem Jaś zaakceptuje noszenie na plecach, bo na razie bardzo mu się nie podobało zostawanie plecaczkiem, zdecydowanie wolał być z przodu i bawić się wkładaniem mi palców do nosa ;-). Mimo wszystko, kusisz tym Toddlerem, bo można by nowy wzór wybrać, z kolorami poszaleć…:P

  • Rewelacyjne te foty!
    A co do chust i nosideł, ja nie używałam, ale może przy drugim dziecku okazałyby się niezbędne, bo w końcu mamy tylko dwie ręce

  • Starszego nosiłam, ale był to tylko nasz środek lokomocji. Nie potrzebował w innym przypadku być noszony. Za to przy młodszym bez chusty (teraz nosidla ) chyba bym umarła. Typowe dziecko ” weź mnie na ręce i nos cały czas” 😉

  • Wiesz, moja zawsze lubiła być na rękach, ale w życiu nie nazwałabym jej HNB. Przecież pchanie się do mamy to zupełnie naturalny odruch każdego dziecka. Teraz HNB się chyba nazywa każde dziecko, które domaga się uwagi na dłużej niż godzinę dziennie. W „moim świecie” HNB to jednak dziecko, które nie śpi w ciągu dnia i kilkanaście razy budzi się w nocy. Które cały czas płacze i nie może go trzymać nikt inny oprócz mamy. Które spędza na piersi bez przerwy pierwszy rok życia, włączając chodzenie mamy do toalety i kąpiel. To wreszcie dziecko, którego strach kąpać, strach przebrać, strach nawet zmienić pieluszkę, bo to się kończy godzinnym płaczem. Takich dzieci jest niewiele… A i jeszcze dodam, że klasyczne HNB nienawidzi organicznie noszenia w chuście. Nie ma opcji.

    • Też zauważyłam „modę na HNB”, w grupie HNB na fejsie wręcz toczą się o to równie zażarte, co żenujące dyskusje w tonie „Twoje dziecko wcale nie jest HNB, bo…” i tu następuje cała litania świadcząca o tym, która matka „ma gorzej”
      Moja córka spełnia 90% tego, o czym piszesz, ale nie obchodzą etykietki, natomiast mam porównanie do Starszaka, który był nieporównywalnie odważniejszy, mniej wrażliwy, bardziej przewidywalny i samoobsługowy.

      Jednak nie mogę się zgodzić z jednym: że „klasyczne HNB nienawidzi organicznie noszenia w chuście” – rozmawiałam na ten temat z fizjoterapeutami i doradcami noszenia i jest to zachowanie charakterystyczne dla dzieci ze wzmożonym napięciem mięśniowym. Natomiast według fizjoterapeutów HNB zdarzają się zarówno wśród dzieci ze wzmożonym, obniżonym, jak i „normalnym” napięciem mięśniowym.

      • e-milka

        Dziewiec lat temu mody nie bylo, ale HNB i owszem. Dobrze, ze teraz sie o tym pisze, wtedy myslalam, ze jestem najgorsza matka swiata. Kto mial HNB, ten wie, ze najgorsze jest to, ze jest nieprzewidywalne tzn. poniewaz nigdy nie wiadomo, gdzie jest granica tolerancji. I ze jak ja przekroczysz to zadne kolysanie, spiewanie etc. nie pomoze. Pamietam to ciagle napiecie w oczekiwaniu, ze „zaraz sie zacznie”. Pociesze jednak wszystkie mamy HNB – jesli uda Wam sie tylko przretrwac

    • e-milka

      A jednak istnieja. Mialam HNB, jak w Twoim opisie, ale nie wiedzac o tym, bo 9 lat temu. A jesli chodzi o chuste – mialam polska z koleczkiem, wlozylam mala jak do hamaczka i rzeczywiscie wtedy usnela i doskonale pamietam jak odetchnelam na chwilke – po raz pierwszy od kilku miesiecy mialam wolne rece, choc ograniczone ruchy. Odlozyc sie jednak i tak nie dala. Znam tez jedno HNB, co rzeczywiscie tylko na rekach, wiec nie ma reguly.

      • W ostatni weekend uczestniczyłam w II Festiwalu Chustonoszenia we Wrocławiu i obecni tam doradcy noszenia podpowiadali, że w przypadku dzieci, które nie lubią chust (w tym właśnie często dzieci ze wzmożonym napięciem mięśniowym), można stopniowo przyzwyczajać je do chusty właśnie w chuście kółkowej, która pozwala stopniować naciągnięcie materiału.

        A wracając do HNB to faktycznie: niektóre nie śpią wcale, inne tylko w chuście, tylko na rękach lub na rodzicu. Regułą jest, że nie ma reguły

        • No to mniej więcej miałam na myśli. Hnb to szerokie pojęcie, ale chyba trochę ostatnio nadużywane.
          Wiem z opowieści mamy, że miałam sporo z cech hnb. Na przykład po urodzeniu nie spałam trzy dni i trzy noce, tylko cały czas wyłam. Właściwie wyłam potem dalej, tylko ochrypłam i nie było mnie słychać. Głos mi wrócił po tygodniu i znów zaczęłam wyć. Nie wyłam tylko wtedy, kiedy byłam na piersi lub spałam. Problem w tym, że spałam kilka godzin dziennie, tak między drugą w nocy a świtem. Świt mnie budził, a w maju świta dość wcześnie… za dnia nie zmrużyłam oka i tak przez pierwsze pół roku, a później nie lepiej. Mama okupiła to depresją poporodową, a ojciec się po prostu wyprowadził (potem wrócił, ale to inna historia i mój młodszy brat). Można powiedzieć, że przyczyniłam się do rozpadu rodziny. No i oczywiście nie chciałam nic oprócz piersi, chcieli mnie przestawić na mm, dać cokolwiek innego do jedzenia, a guzik. A problem był spory, bo urodziłam się jako hipotrofik, byłam malutka i ważyłam grubo poniżej 3 centyla. Na starcie miałam kilogram za mało wobec innych dzieci, a koło przedszkola ważyłam tyle, co dwa lata młodsze dzieci mając 10cm wzrostu więcej niż one, to sobie wyobraź. To znaczy np. dziecko metra wzrostu, które waży 10 kg. Śmieję się, że żyłam na fotosyntezie, bo wg norm medycznych to jest śmierć głodowa. W sumie wg norm medycznych nadal jestem martwa, ważę 52kg przy 178cm (a utyłam, bo w liceum ważyłam 45) Cóż, dorosłam, nadal nie śpię w dzień i budzę się o świcie. Tylko już nie wyję bez przerwy na szczęście. Teraz po latach wiem, że te wrzaski to była nadwrażliwość sensoryczna na światło, wyłam też prawdopodobnie z winy dźwięków, jeszcze w podstawówce płakałam na dźwięk skrzypiec solo. Teraz tylko przy karetce czy straży pożarnej stoję jak głupia na ulicy z palcami wciśniętymi do uszu i zamkniętymi oczami. No cóż, my Aspergerki tak mamy.

  • O tak, starszak w chuście siedział bardzo często – przy praniu, gotowaniu etc. Młodsza jakoś mniej, chyba dlatego, że częściej mogłam ją zostawić „pod opieką” brata, a i wagę słuszną szybko osiągnęła.

  • Córki nie nosiłam w ten sposób, ale jak będzie mi dane mieć drugie dziecko to na pewno zdecyduję się na nosidło

  • Kender

    Tula Shenandoah dzisiaj właśnie oglądałam i myślałam, że taka ładna

Inline
Inline