3 sprytne sposoby na przemycenie dziecku zupy + wiosenna botwinka Renatki
A ja znowu o tych niejadkach!
Rozgrzeszenie rodziców, „programowanie niejadka”, wyrzuty sumienia szmuglerki, trzy nowe oszustwa oraz przepis na wiosenną botwinkę… czyli tekst tylko na pozór o wszystkim i o niczym



Co robić, aby dziecko nie stało się niejadkiem?

• dawać dobry przykład

• rozszerzać niemowlakowi dietę metodą BLW

• nie zmuszać do jedzenia, bo to „programowanie niejadka”

Co jeszcze dodalibyście do tej listy?


niejadek

Źródło: obrazkoterapia.pl


A co jeśli wszystkie powyższe sposoby zawodzą?

Spełniliśmy wszystkie punkty z tej listy, a pomimo to nasze dziecko jakoś nie garnie się, żeby niczym łakomy królik wtranżalać marchew, o zieleninie nie wspominając.

O tym, że niejadki po prostu istnieją, niezależnie od wysiłku rodziców, pisałam już TUTAJ, powołując się na poparty dowodami naukowymi artykuł Alicji z bloga Mataja. W skrócie: bycie niejadkiem niekoniecznie musi być wyuczone, może być wrodzone. A więc…


…to nie zawsze wina rodziców!

Nie chodzi mi tu o zwolnienie rodziców (w tym siebie) z odpowiedzialności za dalekie od książkowego ideału nawyki żywieniowe dziecka. Jestem wegetarianką, przykładam dużą wagę do zdrowego odżywiania i zawsze kiedy myślałam o mojej przyszłej rodzinie (a jestem wege od 1999 roku) wydawało mi się, że bez problemu przekażę te dobre nawyki żywieniowe moim dzieciom. Wszystko ładnie, pięknie, aż na świat przyszedł Pierworodny.

Na początku było okej: karmienie piersią, potem BLW i domowe posiłki do żłobka (KLIK: Wegański jadłospis do żłobka). Roman wsuwał wszystko jak marzenie, musiałam jedynie dostosować konsystencję do małej buzi (btw, czy spotkaliście dzieci, które chętnie zajadają świeże liście sałaty, rukoli, szpinaku i tym podobnych?).

Problem pojawił się w ostatnim roku żłobka, a pogłębił w przedszkolu. Może Romek wyrobił sobie smak? A może przy wspólnym stole zaczął się przysłuchiwać, co jest „niedoble” dla innych dzieci? To przecież taki wiek, kiedy dziecko staje się podatne na wpływ rówieśników. Nie wiemy co było przyczyną, ale faktem jest, że w ciągu kilku miesięcy z menu Syna wypadło wiele potraw z przykładowego zdrowego jadłospisu, który podlinkowałam powyżej.

Te zmiany w podejściu do jedzenia zaowocowały cyklem „Sezonowa Szmuglerka”, który uruchomiłam na blogu w październiku. To, czego Syn nie chciał zjeść w „podstawowej” formie, zaczęłam przemycać w zielonych koktajlach, kotletach, pierogach, naleśnikach, pasztecikach, zupach-kremach, sosach do makaronów itd.


Sezonowa Szmuglerka – czy mam wyrzuty sumienia,

że oszukuję dziecko?

Nie mam wyrzutów sumienia, bo nie okłamuję Syna. Kiedy Romek pyta o skład danej potrawy, odpowiadam zgodnie z prawdą. O dziwo, kiedy danie mu smakuje nie narzeka, że w środku jest marchew, szpinak czy inna zielenina.

Czy cel uświęca środki? Czy oszukiwałabym Syna, jeśli reagowałby strajkiem głodowym na wieść o składzie obiadu? Trudno powiedzieć. To balansowanie na granicy zaufania, wybór pomiędzy prawdomównością a „kłamstewkiem dla dobra dziecka”.


Wygrałam!

„Sezonowa Szmuglerka” to był prawdziwy strzał w dziesiątkę! Dziś, po ponad roku przemycania, mogę stwierdzić, że wygrałam Udało mi się zebrać tyle niezawodnych trików i smacznych przepisów, że jestem w stanie nakarmić Syna wszystkimi składnikami, na których mi zależy.

Co więcej, Romek otwiera się na nowe smaki i coraz częściej mnie zaskakuje. Jak wtedy, gdy sam z siebie poprosił o płat wodorostów nori, schrupał go ze smakiem i stwierdził, że to „zdrowe chipsy za dwa punkty” (pamiętacie grę dla niejadków? KLIK). Albo jak wtedy, gdy razem ze mną przygotowuje owocowo-warzywne smoothie z dodatkiem przeróżnych superpokarmów, w tym moich ulubionych mikroliści (KLIK). Albo kiedy stwierdził, że jego ulubioną zupą nie jest już tylko jedna jedyna pomidorówka Ma teraz drugą: szparagówkę. Hehe, rośnie na smakosza, ale która matka nie wyda ostatniej złotówki na zdrowe jedzenie dla dzieci?

Kiedy Syn zajada to wszystko, mam o wiele mniejsze wyrzuty sumienia, gdy oprócz pełnowartościowego obiadu i zdrowych przekąsek, pochłania kolejne jajko z niespodzianką. Zresztą lubię ten widok: jego uśmiechniętą od ucha do ucha buzię, umazaną czekoladą

Obiecuję, że przygotuję kiedyś duży, podsumowujący wpis ze wszystkimi rodzicielskimi trikami na szmuglowanie najbardziej znienawidzonych przez dzieci składników A dziś podzielę się z Wami 3 sztuczkami, które sprawdziły się u nas w przypadku zup.


3 sprytne sposoby

na przemycenie dziecku zupy

1) Bleee, a co tu pływa?

Są dzieci, które nie cierpią zup, w których pływają kawałki warzyw. Rozwiązanie nasuwa się samo: zmiksować zupę na gładki krem. Blender ręczny lub kielichowy to niezbędne wyposażenie każdego domu zamieszkiwanego przez niejadka.


2) Chrupanie zawsze na topie!

Z kawałkami – źle, bez kawałków – też niedobrze. Jeśli Wasze dzieci nie przejawiają entuzjazmu również w stosunku do zup-kremów, użyjcie tajnej broni: GROSZKU PTYSIOWEGO! Mało które dziecko jest w stanie mu się oprzeć. Morał: czasem dobrze, kiedy coś pływa, a jeszcze lepiej, kiedy chrupie. Nasz Syn uwielbia groszek z Lidla (pszenny, smażony). Jego skład jest nienajlepszy, ale to takie „mniejsze zło”. Wystarczy wsypać do zupy garść takiego pochrupacza, aby dziecko, próbując go wyłowić, zjadło cały talerz!

zupa-z-kalarepy-web


3) Pomidorówka forever!

Jeśli powyższe sposoby zawodzą, została ostatnia deska ratunku: pomidorówka. To przecież ulubiona zupa przedszkolaków! Nawet tych, które świeżego pomidora nie tkną dziesięciometrowym kijem.

Dlatego warto opracować sobie kilka różnych wersji tej uniwersalnej zupy i przemycać w niej, co tylko się da. My gotujemy na przemian 4 jej wersje: klasyczną (z dużą ilością włoszczyzny), z soczewicą, z ciecierzycą i pomidorówkę marchewkową. Wszystkie wchodzą jak marzenie!



Wiosenna botwinka Renatki

Na koniec obiecany przepis. Zupa. Mąż nazywa ją „botwinką Renatki” i twierdzi, że to moje popisowe danie, ale nie wiem czy mu wierzyć Według mnie to klasyczna botwinka, tyle że podkręcona dodatkiem kaszy jaglanej i łyżką mleka kokosowego (w wersji wegańskiej) lub jogurtu (w wersji wegetariańskiej).

Poza tym jest w pełni sezonowa, z młodą marchewką i ziemniaczkami. Celowo nie używam włoszczyzny – wprawdzie jest dostępna, ale zgodnie z sezonowym kalendarzem warzyw jej składniki są importowane lub zeszłoroczne, ponieważ w maju nie ma jeszcze sezonu na niektóre z nich (seler, pietruszkę i por). Listę majowych sezonowych warzyw możecie sprawdzić TUTAJ.

Ta zupa świetnie nadaje się do zmiksowania na krem dla niejadka (podobną, lecz w jesiennej odsłonie, polecałam Wam TUTAJ pod nazwą „zupa pirata”). Od biedy, a akcie desperacji możecie nawet dodać do niej opakowanie pomidorowej passaty… Będzie wtedy z powodzeniem udawać pomidorówkę, ale nie odpowiadam za smak takiej mikstury. Jakby co, to nie ja!


Składniki:

2 cebule dymki
2 pęczki botwiny
3 młode marchewki
4 młode ziemniaki
½ filiżanki kaszy jaglanej
½ pęczka koperku
pieprz czarny – według uznania
1 łyżeczka soli
1 łyżka cukru lub zdrowszego zamiennika (ksylitol, syrop z agawy, syrop daktylowy itd.)
4 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oleju do smażenia (u nas kokosowy)

Do zabielenia: mleko kokosowe, mleko roślinne, śmietana lub jogurt

Do dekoracji: kiełki buraka (jak u nas), koperek lub natka


botwinka-07

Muszę przyznać się Wam do mojego małego fetyszu:
uwielbiam dźwięk 
krojenia świeżych, chrupiących łodyżek botwiny!
Nie ma w kuchni nic piękniejszego!


Wykonanie:

• Wyszorować, obrać i pokroić warzywa. Na dużej patelni na 2 łyżkach oleju dusić przez około 10 minut: cebulę, korzeń i łodyżki botwiny (bez liści), marchew i ziemniaki – to podkreśli ich smak.


botwinka-04

Zupełnie niestylizowane zdjęcie, prosto z patelni!


• Zagotować 2 litry bulionu lub wody. Wrzucić warzywa z patelni i posiekane liście botwiny.

• Kaszę jaglaną przepłukać na sitku gorącą wodą, po czym dodać do zupy. Całość gotować około 20 minut.

• Dodać posiekany koperek, zamieszać.

• Zdjąć z palnika. Doprawić świeżo zmielonym czarnym pieprzem, solą, cukrem (lub zdrowszym zamiennikiem) oraz sokiem z cytryny. Sok z cytryny dodawajcie stopniowo i próbujcie zupy, aby osiągnąć ulubiony i pożądany stopień kwaskowatości

• Podawać z łyżką mleka kokosowego, śmietany lub jogurtu. Można też dodać kilka łyżek do gara, jednak Mąż i Syn nie przepadają za mlekiem kokosowym, więc u nas każdy po swojemu zabiela zupę na talerzu. Jeśli lubicie mleko kokosowe w innych wydaniach, koniecznie spróbujcie tej wersji, zupa nabiera wtedy pysznego, delikatnego kokosowo-kremowego smaczku.

Zajadajcie na zdrowie i cieszcie się wiosną!


botwinka-06


Jakie są ulubione zupy Waszych dzieciaków? Niech zgadnę: pomidorówka?
Jeśli podobnie jak ja zmagacie się z niejadkiem – dajcie znać. Świadomość, że nie jestem sama zawsze bardzo podnosi mnie na duchu.


Czy Wy też uwielbiacie krojenie świeżych, chrupiących łodyżek botwiny?
A może macie inne kulinarne fetysze? Uchylcie rąbka tajemnicy, tu przecież sami swoi!
.Renia-podpis

.


Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim ze znajomymi, klikając niebieski guziczek poniżej 
Dziękuję!


Poprzedni wpis
Następny wpis

Miłośniczka drapania po pleckach. Matka, która odpuściła. Zamiast rodzicielskiej spiny i perfekcjonizmu woli święty spokój, puzzle, skakanie po kałużach i książki Astrid Lindgren. Mieszka w Warszawie, ale pisze o Skandynawii, którą kocha, lubi, szanuje... i odwiedza kiedy tylko ma okazję. Szczęśliwa żona mężczyzny z dalekiej północy. Rozpieszcza na potęgę - głównie siebie i męża... a dzieci tylko od czasu do czasu :)